– Te dwa miesiące zostały stracone, ale dobrze, że wreszcie pan prezydent zmienił zdanie i podpisał ustawę – dodał Miłosz Motyka. W piątek wczesnym popołudniem minister energii wydał nowe rozporządzenie ustalające maksymalne ceny na stacjach paliw. Skutkiem będzie spadek cen dla kierowców o 1,2–1,3 zł za litr paliwa.
Tak w czwartkowym orędziu, jak i w piątek na spotkaniu z mieszkańcami Starogardu Gdańskiego, prezydent Karol Nawrocki odpowiedzialnością za ceny paliw obarczył rząd Donalda Tuska. Przekonywał, że podpisał tę ustawę, by "obnażyć obłudę i kłamstwo pana premiera w kontekście tego, że prezydent odpowiada za jakiekolwiek problemy finansowe tego rządu i za ceny paliwa".
– Dzisiaj cała Polska już wie, po zdarciu tej obłudy, że odpowiedzialny za sytuację finansów publicznych i za ceny paliw przez całą zimę, aż do września przyszłego roku, do wyborów parlamentarnych, jest rząd, a nie prezydent – powiedział Nawrocki w piątek.
Wbił szpilkę w Nawrockiego. "Mógł to zrobić 2 miesiące temu"
"Kłamie". Motyka odpowiada prezydentowi
Miłosz Motyka został zapytany w "Faktach po Faktach" o te słowa prezydenta i przerzucanie odpowiedzialności na rząd. – No to kłamie – odparł minister.
– Prezydent próbuje zakrzywiać rzeczywistość, że to rząd odpowiada za wysokie ceny paliw. Nie, za wysokie ceny odpowiada geopolityczny kryzys. Nawet w swoim projekcie ustawy (prezydent – przyp. red.) napisał wprost, że za wysokie ceny odpowiadają przede wszystkim kryzys geopolityczny i wojna na Bliskim Wschodzie oraz wojna za naszą wschodnią granicą. Więc albo nie czyta projektu ustawy, którą sam przygotowuje, albo po prostu kłamie – stwierdził minister energii.
Trzy projekty, jeden podpis
Prezydent Karol Nawrocki w sierpniu nie podpisał pierwszego projektu ws. podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych, lecz skierował go do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Podnosił zarzuty niekonstytucyjności, szczególnie w odniesieniu do zapisów, które miały obowiązywać wstecz – od marca 2026 r. Przygotował własny projekt ustawy, który złożył w Sejmie.
Prezydencki projekt przewiduje możliwość tymczasowego ograniczenia przez rząd marż firm paliwowych i tymczasowe zwolnienie sprzedaży paliw od podatku od sprzedaży detalicznej w sytuacji, kiedy cena ropy Brent będzie o 20 proc. wyższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej.
Rząd przygotował drugi projekt, który został przyjęty przez parlament w ubiegłym tygodniu i od tamtej pory czekał na biurku prezydenta. Tym razem Karol Nawrocki zmienił zdanie i ustawę podpisał, jednocześnie kierując ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. – Podpisując ustawę, nie wycofuję swoich zarzutów dotyczących jej niekonstytucyjności – podkreślił w czwartkowym orędziu.
Wpływy z nowego podatku mają posłużyć sfinansowaniu rządowego pakietu osłonowego "Ceny Paliwa Niżej" (CPN), którego całkowity koszt – jak informowało Ministerstwo Finansów – wyniósł około 5,2 mld zł.
Motyka został zapytany o wspomniane przez niego 2 mld zł, które polscy kierowcy mieli "zapłacić" za brak podpisu Karola Nawrockiego przez dwa miesiące, od czasu złożenia pierwszego projektu. Wyliczono, że przeciętnie kierowca w Polsce tankuje 70 litrów paliwa w miesiącu. Przy cenach wyższych o około 1,3 zł, oznacza to około 90 zł.
– Myślę, że ta właśnie presja polskich kierowców zmusiła pana prezydenta do zmiany zdania. Dobrze, że do tej zmiany zdania doszło. Obniżka VAT-u, obniżka akcyzy, sztywna marża i cena maksymalna to gwarancja, że te zarzuty pana prezydenta, że to dodatkowe opodatkowanie (koncernów paliwowych – przyp.red.) przełoży się na kierowców, się nie sprawdzą – dodał Motyka.