Budżet i podatki idą do Sejmu. Będą turbulencje?

Dwie najważniejsze rządowe ustawy tej jesieni – podatkowa i budżetowa – za chwilę trafią do Sejmu. W przypadku tej pierwszej rząd liczy, że posłowie nie będą już w niej nic zmieniać. Ale w przypadku budżetu cały czas jest szansa na to, że jednak pojawią się w nim pieniądze na Trybunał Konstytucyjny. Wszystko jednak zależy od sytuacji w samym TK. A na końcu drogi jest prezydent.

2026.09.29 Warszawa | Konferencja po posiedzeniu Rady Ministrowdomanski, majszczak, szlapkaRzecznik rządu Adam Szłapka (L), minister finansów i gospodarki Andrzej Domański (C) i podsekretarz stanu w ministerstwie finansów Hanna Majszczyk (P)
Źródło zdjęć: © KPRM | KPRM
Grzegorz OsieckiTomasz Żółciak

Sytuacja w budżecie jest napięta, o czym świadczy zarówno projekt ustawy na przyszły rok, jak i opublikowana razem z nim strategia zarządzania długiem, i to mimo założonego 3-proc. wzrostu gospodarki. Przyszłoroczny deficyt ma wynieść 281 mld zł. A to oznacza kolejny rok wzrostu długu w relacji do PKB.

W horyzoncie prognozy (czyli w ciągu kolejnych trzech lat – przyp. red.) relacja Państwowego Długu Publicznego pozostaje poniżej konstytucyjnego poziomu 60 proc. PKB – zapewnia minister finansów Andrzej Domański.

Jednocześnie, jak podkreślał, w 2028 r. występuje prawdopodobieństwo przekroczenia progu 55 proc. z ustawy o finansach publicznych. W 2027 r. dług PDP netto odnoszony do ustawy ma wynieść 54,7 proc. PKB, a rok później już 57,4 proc. PKB i 58,1 proc. w roku 2029, a w 2030 r. 57,3 proc. PKB. Ale już ta ścieżka oznacza np. konieczność przygotowania projektu budżetu bez deficytu w kolejnych latach po przekroczeniu progu 55 proc. To może być największe zmartwienie kolejnego rządu. Osobną kwestią jest dług w relacji do PKB liczony według unijnych statystyk, ponieważ ten będzie dużo wyższy.


DLA CIEBIE
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5 

Sam minister finansów zapowiedział dostosowania o charakterze fiskalnym m.in. w przyjętych przez rząd we wtorek ustawach. Czyli posunięcia, które zapewnią, że deficyt w relacji do PKB nie będzie rósł, a raczej spadał. Chodzi m.in. o zmiany w podatkach, które zakładają podwyżkę progu podatkowego czy dodatkową stawkę PIT.

Co z podatkami

W przypadku ustawy podatkowej – wprowadzającej m.in. pośredni próg podatkowy PIT w wysokości 24 proc. w przedziale 130–150 tys. zł czy znacznie ograniczającej limit, do którego istnieje możliwość rozliczenia ryczałtowego – rządzący liczą, że przede wszystkim posłowie partii koalicyjnych nie będą próbowali jej jeszcze "uszlachetniać", głównie z obawy przed skutkami budżetowymi ewentualnych zmian. Tyle że część z posłów, z którymi w ostatnim czasie rozmawialiśmy, wychodzi z założenia, że Karol Nawrocki i tak tę ustawę zawetuje (powołując się np. na brak zmian w kwocie wolnej czy znaczące ograniczenia w ryczałcie), w związku z czym bardziej chodzi o podbicie ceny ewentualnego weta, a nie kosztów budżetowych.

W samym rządzie słyszymy niejednoznaczne zapewnienia. Z jednej strony jeden z rozmówców mówi jasno: "Będziemy żelazną ręką bronić tych rozwiązań." Z drugiej strony inny rządowy rozmówca nie jest tak nieprzejednany.

Jakiś bufor pewnie jest, np. na trochę wyższą kwotę wolną czy inne ustawienie progów podatkowych niż 12, 24 i 32 proc. W końcu idą wybory. O ile wcześniej można było mówić, że zmiany nie są możliwe, o tyle teraz takiej pewności nie mam – przyznaje.

Równie jednoznaczne deklaracje słyszymy w parlamencie.

– Są ustalenia koalicyjne, ustawa rządowa to sztywna konstrukcja Domańskiego. No, chyba że mają jakiś bufor. Moim zdaniem powinna być wyznaczona jakaś ścieżka dojścia do jeszcze wyższej kwoty wolnej czy inne ustawienie progów dochodowych – ocenia polityk Lewicy.

Tyle że tego spojrzenia nie podziela poseł Koalicji Obywatelskiej.

Jeśli ruszymy tę konstrukcję Andrzeja Domańskiego, to nie wiem, czy ktokolwiek będzie w stanie nad tym zapanować. Pojawi się bardzo duże ryzyko, że reforma nie wejdzie w życie. Bo trudno sobie wyobrazić, byśmy w Sejmie mogli doprowadzić do jakiegoś kompromisowego rozwiązania – ocenia nasz rozmówca.

– Jeśli dopuścimy do działań typu "zróbmy jednak kwotę wolną wyższą o 10 tys. zł", a kto inny powie, by podkręcić próg tak, by stawka 32 proc. zaczynała się nie powyżej 150 tys. zł, tylko np. od 180 tys. zł, to wtedy zacznie się licytacja, w której zawsze opozycja będzie o krok przed nami – przewiduje polityk KO.

– To pakiet, który wzmacnia finanse państwa, a tym samym polską gospodarkę – tak o zmianach mówi po posiedzeniu rządu Andrzej Domański. Pytanie, ile z nich przejdzie przez prezydencki podpis.

Co z trybunałem?

Kluczową kwestią z perspektywy rządzących jest także to, czy na biurko prezydenta Nawrockiego trafi ustawa budżetowa niezawierająca budżetu Trybunału Konstytucyjnego. To oczywiście efekt sporu z prezesem TK Bogdanem Święczkowskim o to, czy skutecznie dostarczył ministrowi finansów plan wydatków TK na przyszły rok. Zakłada on wydatki TK na poziomie ponad 78 mln zł. Prezes TK twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ale rządzący stoją na stanowisku, że plan nie został zatwierdzony przez Zgromadzenie Ogólne sędziów TK, co jest wymogiem ustawowym. Jednocześnie, jak słyszymy, w pracach nad budżetem państwa nie wchodziły w grę rozwiązania typu: wpisanie TK i jego budżetu na poziomie 0 zł lub choćby na poziomie symbolicznej złotówki (co dawałoby możliwość Sejmowi skorygowania tej kwoty).

W pierwszym przypadku system informatyczny MF po prostu nie przyjąłby zerowego budżetu, z kolei w drugim przypadku pojawiłyby się słuszne wątpliwości, na jakiej podstawie prawnej minister finansów zaplanował taką, a nie inną kwotę dla TK – tłumaczy rozmówca z rządu.

Niemniej w samym resorcie finansów słyszymy zapewnienia, że kwestia ewentualnego uwzględnienia budżetu TK w projekcie budżetu państwa wcale nie jest przesądzona.

To Sejm jest władny zrobić wszystko, co mu się podoba w tym zakresie. Jeśli w większości parlamentarnej zapadnie decyzja, że trzeba uwzględnić jakiś budżet TK, tak też się stanie i będzie to zgodne z prawem – przekonuje rozmówca z resortu.

Tyle że nie wszyscy w Sejmie mają ochotę wchodzić w taki scenariusz.

– Sejm nie może ot tak sobie dopisać nowych pozycji w projekcie budżetu, zwłaszcza takich, które generują nowe zobowiązania wydatkowe państwa. Możemy co najwyżej korygować już istniejące kwoty, tak jak to ma corocznie miejsce w przypadku planów wydatkowych tzw. świętych krów budżetowych – przekonuje rozmówca.

Wydaje się jednak, że jeśli na najwyższych szczeblach koalicji i rządu zapadnie decyzja, by jednak wpisać budżet TK, to posłowie nie będą oponować. Tym bardziej że na dziś brak budżetu TK z politycznego punktu widzenia ma na celu wywarcie presji na Bogdana Święczkowskiego i sprzyjających mu sędziów TK (brak budżetu TK oznacza brak wynagrodzeń dla obecnych sędziów i tych pozostających w stanie spoczynku).

Jaki budżet wyjdzie z Sejmu?

Osobną kwestią jest to, co stałoby się, gdyby Sejm faktycznie uchwalił budżet bez budżetu Trybunału Konstytucyjnego. Już powstanie takiego projektu w rządzie to sytuacja bezprecedensowa. Już pojawiły się rozważania na temat tego, co by to oznaczało. "W terminie może i przedłożą, ale nie budżet Państwa. Budżet Państwa musi obejmować wszystkie struktury Państwa. Tu może być spór, czy to budżet, czy nie budżet. W TK. Ale na razie mowa o projekcie rządowym. Zobaczymy, co wyjdzie z Sejmu" – napisała Krystyna Pawłowicz na portalu X.

Po prawej stronie pojawiły się spekulacje, że, opierając się na takiej interpretacji, jaką pokazała była sędzia TK i posłanka PiS, Karol Nawrocki mógłby stwierdzić, że dokument nie wpłynął. A zgodnie z konstytucją parlament ma cztery miesiące od momentu przesłania przez rząd projektu na uchwalenie ustawy i wysłanie jej prezydentowi do podpisu lub, jeśli głowa państwa tak uzna, może ją wysłać do Trybunału Konstytucyjnego. To jedyna ustawa, której prezydent nie może zawetować. Za to jeśli budżet nie wpłynie w terminie, prezydent może rozwiązać Sejm.

Nie ma sensu spekulować na ten temat, trzeba czekać, co wyjdzie z Sejmu. Wtedy można się zastanawiać. Gdyby przyjąć interpretację, że to nie budżet, to byłaby opcja atomowa, bo wiemy, co to oznacza politycznie – zauważa nasz rozmówca z Pałacu Prezydenckiego.

Bo taki scenariusz mógłby oznaczać kompletny chaos. Na przykład prezydent mógłby rozpisać wybory, a marszałek Sejmu i premier z całą koalicją uznać, że nie ma do tego podstaw. W sporze nie byłoby arbitra, skoro Trybunał nie działa. No chyba że Karol Nawrocki zdecydowałby się wysłać budżet do TK, by zapytać, co oznacza brak budżetu Trybunału, ale także tu byłby kłopot z rozpoznaniem sprawy, ponieważ skargi prewencyjne TK rozpatruje w składzie minimum 11 sędziów, a jak na razie prezes Bogdan Święczkowski nie dopuszcza do orzekania czworga sędziów, od których ślubowania nie odebrał Karol Nawrocki, plus na wyznaczenie terminu ślubowania czeka Maciej Berek.

Wybrane dla Ciebie