Budowa stanęła, pieniądze zniknęły. Poszkodowanych ma przybywać

Wpłacali kolejne transze, licząc na szybkie zakończenie budowy wymarzonego domu. Zamiast kluczy zostali z niedokończonymi inwestycjami, dodatkowymi kosztami i walką o odzyskanie pieniędzy. Według pełnomocniczki jednej z rodzin poszkodowanych przez wykonawcę może być już kilkanaście osób - podaje "Interwencja" Polsat News.

Budowa stanęła, pieniądze zniknęły. Poszkodowanych ma przybywać (zdj. ilustracyjne)Budowa stanęła, pieniądze zniknęły. Poszkodowanych ma przybywać (zdj. ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Magda Żugier

Budowa własnego domu miała być początkiem nowego etapu życia. Dla kilku rodzin zakończyła się jednak poważnymi stratami finansowymi i koniecznością rozpoczynania inwestycji od nowa. O sprawie informuje program "Interwencja" Polsat News.

Jedną z poszkodowanych par są Sandra Węgrzyn i Tyron Dixon, którzy postanowili zamieszkać w Polsce i wybudować dom w okolicach Chodzieży. Jak tłumaczył Tyron Dixon, zdecydowali się na ten kraj m.in. ze względu na liczne tereny zielone. Inwestycja szybko zamieniła się jednak w źródło problemów.

Dom nie powstał, pieniądze zniknęły

Para przekazała wykonawcy blisko 220 tys. zł. Po pewnym czasie prace zostały jednak przerwane, a kontakt z przedstawicielem firmy stawał się coraz trudniejszy.

– Pierwszy sygnał, że coś może być nie tak, odebrałam, jak prosiłam o zdjęcia materiałów, które już zakupiliśmy, np. okien i nic do nas nie docierało – powiedziała Sandra Węgrzyn w rozmowie z "Interwencją".

Bessa bez paniki? Filozof przypomina o priorytetach

Zgodnie z umową budowa miała zakończyć się do końca stycznia 2025 r. Termin był jednak przesuwany, a na placu budowy pojawiły się – jak relacjonują inwestorzy – poważne błędy techniczne. Ostatecznie prace zakończyły się na etapie fundamentów i części ścian. Później okazało się, że ze względu na błędy konstrukcyjne budynek wymaga rozbiórki.

Kolejni inwestorzy zgłaszają straty

Jak informuje "Interwencja", podobnych historii ma być więcej. Adrianna Hierowska z okolic Stargardu przekazała tej samej firmie 165 tys. zł. Budowa zakończyła się jednak na wykonaniu fundamentów, mimo że – jak relacjonowała – połowę należności wpłaciła z góry.

Znacznie większe straty poniosła Kamila Łojewska, która budowała dom w pobliżu Koła. Kobieta przekazała wykonawcy 360 tys. zł, jednak inwestycja nie została ukończona. Jak wylicza, musiała później wydać dodatkowo około 50–60 tys. zł na ponowne wykonanie części robót oraz około 100 tys. zł na zakup drewna.

Według jej relacji właściciel firmy wielokrotnie nalegał na kolejne przelewy, argumentując to koniecznością zakupu materiałów budowlanych.

Płatności były jednak ponaglane przez pana Bartosza. Na zasadzie: jadą okna, przelewaj 50 tys., już jadą ściany, przelej kolejne 50 tys. Ogólnie rozmowy były też sporadyczne, bo generalnie nie odbierał telefonów, tak samo drugi wspólnik. Zawsze mnie informował, że do jedenastej się do niego nie dzwoni, bo on śpi – relacjonowała w programie.

Dziennikarzom "Interwencji" udało się skontaktować z Bartoszem Sz. Pytany o zwrot pieniędzy klientom odpowiedział, że sam uważa się za osobę poszkodowaną przez wspólnika. Poprosił o przesłanie pytań drogą mailową i zapowiedział konsultację odpowiedzi z prawnikiem.

Pełnomocniczka Sandry Węgrzyn i Tyrona Dixona, Sylwia Jóźwik, ocenia, że liczba osób poszkodowanych przez firmę może sięgać już kilkunastu. Jej zdaniem łączna wartość strat może wynosić około 1 mln zł lub nawet więcej, co dodatkowo komplikuje możliwość odzyskania pieniędzy przez poszczególnych klientów.

Wybrane dla Ciebie