Puste ciężarówki przez wiele dni jeżdżą po Mazowszu. Jak jednak ustalili dziennikarze "Superwizjera" TVN, mogą być elementem mechanizmu, w którym pieniądze pojawiają się dzięki zapisom o rzekomym obrocie odpadami.
Kamery śledziły ciężarówki
W reportażu "Fikcyjne odpady i miliard od ministra" dziennikarze udowadniają, że system nadzoru nad recyklingiem to fikcja. "Nie tylko jest omijany, ale stał się wręcz narzędziem do przestępczych praktyk" - przekonuje "Superwizjer".
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5
Reporterzy zaczęli obserwować tereny firm działających w branży odpadowej. Kamery zarejestrowały przejazdy ciężarówek, które – jak opisuje TVN – były puste, choć ich ruch wiązał się z zapisami pojawiającymi się w systemach służących do ewidencji gospodarki odpadami.
- Pana nie dziwi, że pan wjeżdża na godzinę na plac, po co się pan waży skoro nikt pana samochodu nie rusza? - pytają się dziennikarze jednego z kierowców takiej ciężarówki. Nie odpowiada on jednak na pytanie i odjeżdża.
To właśnie elektroniczna dokumentacja ma pozwalać państwu śledzić drogę odpadów. W Bazie Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami, czyli BDO, przedsiębiorcy prowadzą m.in. ewidencję oraz wystawiają karty przekazania odpadów przed rozpoczęciem transportu.
Autorzy reportażu przekonują, że "fikcyjny obrót odpadami pozwala na produkcję dokumentów potwierdzających recykling. Firmy śmieciowe sprzedają takie potwierdzenia, a ich ostatecznymi odbiorcami są producenci i sprzedawcy sprzętów RTV/AGD".
- Branża odpadowa jest łatwa, jeżeli chodzi o przekręty, dlatego że to są łatwe pieniądze - mówi anonimowo w reportażu "Superwizjera" przedsiębiorczyni z tej branży. I dodaje, że w przypadku branży elektronicznej aż 60 do 70 proc. to są fałszerstwa.
Pytana jest także ile rocznie można zarobić na takich "lewych kwitach". - Milion, dwa ,trzy dziesięć - odpowiada kobieta.
Dziennikarze informują, że problem fałszowania dokumentacji odpadowej pojawia się również w prowadzonych przez służby postępowaniach.
W tle miliardowa dotacja
Wśród opisywanych firm w reportażu jest jedna wielka korporacja zajmująca się recyklingiem - Elemental Holding, która jak informuje "Superwizjer" miała otrzymać od polskiego rządu ponad miliard złotych dotacji.
Co ważne jednak dofinansowanie miało zostać przeznaczone nie na działalność firmy opiyswaną w programie, a na zupełnie inny projekt - odzyskiwania surowców krytycznych.
Na medialne publikacje zareagowało Ministerstwo Rozwoju i Technologii. "Do dnia 11 sierpnia 2026 r. przedsiębiorstwu Elemental Battery Metals Sp. z o.o. nie wypłacono żadnych środków publicznych. MRiT wykonuje regularne czynności kontrolne związane z realizacją projektu. Do pełnego wyjaśnienia sprawy żadne środki nie zostaną wypłacone. Wszystkie informacje i okoliczności przedstawione w materiale TVN wymagają rzetelnego, pełnego i wszechstronnego wyjaśnienia" - poinformował sam resort.
Jak wskazano w samym materiale TVN24 firma deklaruje, że działa zgodnie z przepisami prawa, jej szef nie chciał wystąpić przed kamerami.
Spółka odpowiada na materiał TVN24
Poprosiliśmy spółkę o komentarz. W oświadczeniu wysłanym do naszej redakcji Elemental Holding informuje, że spółka "podjęła kroki prawne wobec Redaktora Naczelnego oraz Zarządu TVN S.A., występując z żądaniem usunięcia materiału, opublikowania stosownego oświadczenia oraz sprostowania nieprawdziwych informacji, które pojawiły się w materiale".
"W ocenie spółki materiał zawiera szereg informacji nieprawdziwych, nieścisłych i wprowadzających w błąd, w tym w szczególności: − nieprawdziwe jest stwierdzenie, jakoby "światowa korporacja [Spółka – przyp. aut.] prowadziła fikcyjny recykling", jako że omówione w materiale incydenty dotyczą działalności małych spółek zależnych, których wpływ na spółkę właściwie jest pomijalny i wynosi 1,5 proc. ogólnych przychodów. Spółka, której nazwa jest wielokrotnie przywoływana w materiale, działa w oparciu o rozbudowane systemy nadzoru, podlega licznym kontrolom organów administracji i zewnętrznym audytom, a dotychczasowe kontrole nie wykazały nieprawidłowości o charakterze sugerowanym w materiale" - czytamy w przesłaym oświadczeniu.

"Nieprawdziwe i wprowadzające w błąd jest przedstawienie kwestii finansowania projektów powiązanych ze Spółką prostą tezą, że "polski rząd przyznał miliarderowi 1 mld zł dotacji". Środki publiczne i unijne na projekty o znaczeniu strategicznym przyznawane i rozliczane są według rygorystycznych procedur oraz wielopoziomowych kontroli – środki te nie są prywatną "dotacją dla osoby", lecz finansowaniem projektów gospodarki obiegu zamkniętego i odzysku surowców. − nieprawdziwe jest stwierdzenie, jakoby "polski rząd przyznał 1 mld zł osobom związanym z mafią śmieciową". Środki publiczne i unijne, o których mowa w materiale, podlegają wyjątkowo szczegółowym i wielostopniowym procedurom oceny, kontroli i audytu(...). Łączenie w przekazie publicznym projektów Spółki finansowanych ze środków publicznych z narracją o "mafii śmieciowej" nie znajduje żadnego oparcia w faktach i stanowi niedopuszczalne nadużycie języka oraz prawa do krytyki" - informuje spółka.
"Po otrzymaniu materiałów i sygnałów od Pana Redaktora Folczaka, spółki, których dotyczy materiał, zostały poddane szczególnemu nadzorowi, wdrożono procedury wyjaśniające i kontrolne, a następnie podjęto decyzje organizacyjne, mające na celu wyeliminowanie wszelkich możliwych nieprawidłowości" - dodaje spółka.
Główna Inspektor Ochrony Środowiska, choć początkowo zgadza się na rozmowę z dziennikarzami, potem się z tego wycofuje. Sprawy dotacji nie chciał także dziennikarzom komentować minister finansów Andrzej Domański.