Niemiecki rząd w ogniu krytyki ws. polskich ofiar. "Tym większa hańba"
Rząd Niemiec zwleka, pomimo konkretnej oferty z Polski, z decyzją o "humanitarnym geście" wobec polskich ofiar III Rzeszy - pisze "Sueddeutsche Zeitung" ostrzegając, że liczba poszkodowanych zmniejsza się z miesiąca na miesiąc. "Im dłużej Niemcy zwodzą polskie ofiary nazizmu, tym większa staje się hańba" - czytamy w dzienniku.
Artykuł "Dręczące czekanie na dobry gest", poświęcony kwestii finansowego wsparcia dla około 50 tys. żyjących polskich ofiar nazizmu, ukazał się w poniedziałkowym wydaniu "SZ".
Niemiecka gazeta przypomniała na wstępie wypowiedź Friedricha Merza z grudnia 2025 r., w której kanclerz RFN zapewnił, że jego rząd jest "świadomy swojej historycznej odpowiedzialności" wobec Polski.
Polskie ofiary nazizmu mogły mieć nadzieję, że dyskutowany od lat "humanitarny gest" w formie świadczenia finansowego stanie się wreszcie rzeczywistością.
Skoro Polacy zarabiają więcej, to dlaczego uważają, że biednieją? Analityk odpowiada
"Jednak poszkodowani ciągle jeszcze czekają bezskutecznie" - piszą autorzy.
Jak dowiedziała się "SZ", strona polska przedstawiła tymczasem rządowi RFN "bardzo konkretny plan", który obecnie jest przedmiotem dyskusji na szczeblu kilku niemieckich resortów. W ocenie autorów plan jest "omawiany w nieskończoność". Krytycy wysuwają prawne zastrzeżenia, wskazują na obawy przed żądaniami ze strony innych krajów i mówią o trudnej sytuacji budżetowej.
Według gazety około dwóch miesięcy temu doszło do spotkania z udziałem ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula, szefa urzędu kanclerskiego Thorstena Freia, ministra spraw wewnętrznych Alexandra Dobrindta oraz ministra finansów Larsa Klingbeila. Dobrindt i Frei ponownie zaznaczyli, że kwestia reparacji jest dla RFN "zamknięta", a możliwy jest jedynie "humanitarny gest".
Rządowi Donalda Tuska zależy na tym, żeby gest nie został odebrany przez polską opinię publiczną jak jałmużna, co byłoby wodą na młyn dla prawicowych populistów i nacjonalistów - czytamy w "SZ".
Duży problem stanowi jednak "nieunikniona różnica" pomiędzy żądaniami PiS w wysokości 1,3 biliona euro a skalą humanitarnego gestu. Z tego powodu Tusk odrzucił w 2024 r. ofertę 200 mln euro, złożoną przez ówczesnego kanclerza Olafa Scholza.
Jak pisze "SZ", strona polska zasygnalizowała rządowi w Berlinie, że uważa za akceptowalną kwotę w wysokości 10 tys. złotych rocznie dla każdego poszkodowanego, przekazywaną za pośrednictwem Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.
Zdaniem gazety całkowity koszt takiego wsparcia - "według bardzo ostrożnych szacunków" - wyniósłby około 300 mln euro. Korzystne z punktu widzenia niemieckiego budżetu byłoby to, że Niemcy nie musiałyby przekazać od razu całej sumy, lecz w pierwszym roku - 2027 tylko 100 mln, a w kolejnych latach kwota systematycznie by się zmniejszała. "SZ" zastrzega, że "dotychczas w niemieckim rządzie nie osiągnięto porozumienia".
"Czas ucieka" - piszą autorzy dodając, że kanclerz Merz podczas konsultacji w grudniu 2025 r. obiecał, że pamięć i rozliczenia nazistowskiej dyktatury "nigdy nie będą dla nas sprawą zamkniętą".
"Rząd naraża się na zarzut, że chce zaoszczędzić"
W osobnym komentarzu Daniel Broessler nazywa hańbą grę na czas wobec polskich ofiar nazizmu. Zwlekając z decyzją o "humanitarnym geście" dla polskich ofiar nazizmu, niemiecki rząd naraża się na zarzut, że chce w ten sposób zaoszczędzić pieniądze na świadczenia - pisze komentator "Sueddeutsche Zeitung".
"Im dłużej Niemcy zwodzą polskie ofiary nazizmu, tym większa staje się hańba" - pisze Broessler. "Podczas gdy w niemieckim rządzie trwa poszukiwanie pieniędzy na gest, co miesiąc umiera tysiąc osób" - dodaje publicysta podkreślając, że "nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zwłoki".
Ewentualna krytyka wysokości kwoty ze strony prawicowych populistów "nie może być powodem pozostawienia ofiar nazizmu na lodzie" - uważa Broessler. Jego zdaniem w przeciwnym razie rząd RFN "naraża się na ciężkie podejrzenie, że im dłużej Niemcy zwlekają, tym więcej pieniędzy oszczędzą".
Źródło: PAP