Stefan Krajewski przekonywał, że polskie władze podejmują działania, by zboże z Ukrainy nie pozostawało w Polsce. - Jeżeli miałoby przejechać przez Polskę, to tylko pod pełnym nadzorem - mówił minister rolnictwa i rozwoju wsi w piątek w RMF FM.
Co z ukraińskim zbożem?
Krajewski sugerował jednocześnie, że jeśli Komisja Europejska oczekuje zniesienia polskiego embarga na ukraińskie zboże, powinna przedstawić inne mechanizmy zabezpieczające krajowy rynek. - Odnieśliśmy największe straty jako kraje przyfrontowe - Polska, Rumunia, Węgry, Bułgaria - zwracał uwagę szef resortu.
Prowadzący pytał również o to, czy możliwe jest zwiększenie puli transferu ukraińskiego zboża. Krajewski odparł, że obecnie nie toczą się w tej sprawie rozmowy. - Nie ma takich rozmów w tej chwili. Mam oczywiście możliwość i chęć pomocy Ukrainie, ale nie kosztem polskich rolników i polskich przetwórców. Tego będę pilnował - powiedział.
WIDEO„Gwiżdżemy na hymnie, a potem przegrywamy mecz”. Parafianowicz o kłopocie z Zełenskim
Minister zwrócił też uwagę na ograniczenia logistyczne. Jak podkreślał, przepustowość portów jest ważna również dla wywozu zboża z Polski.
W trakcie rozmowy pojawił się wątek wypowiedzi Przemysława Czarnka z PiS o rzekomo znaczącym wzroście napływu do Polski ukraińskich produktów rolnych, m.in. owoców miękkich i jaj. - To jest straszenie. Pan minister chce pobić w swoich wystąpieniach Mentzena i Brauna razem wziętych - odparł Krajewski.
Minister podkreślał, że kluczowa ma być kontrola towarów wjeżdżających do Polski, a bilans handlowy ma pozostawać korzystny. - Naszą rolą jest sprawdzanie, kontrolowanie tego, co wjeżdża. Mamy ogromną nadwyżkę naszego eksportu nad importem - zapewniał w RMF FM. Jako przykład podał partię mrożonych malin, które nie wjechały z Ukrainy do Polski, ponieważ nie spełniały norm.
W rozmowie poruszono również temat ziemniaków z Niemiec w polskich sklepach. Krajewski stwierdził, że dane nie potwierdzają opinii o zalewaniu rynku, a skala importu ma się zmniejszać. - W tym roku jest znaczne ograniczenie - 39 tysięcy ton za pierwsze półrocze. Tamte lata to było powyżej 100 tysięcy ton w ciągu roku - wyliczał.
Minister zaznaczał przy tym, że obecność niemieckich ziemniaków na półkach może denerwować część rolników, ale sytuacja działa w obie strony. - Mogą denerwować polskich rolników niemieckie ziemniaki w polskich sklepach czy w sklepach wielkopowierzchniowych, niekoniecznie z polskim kapitałem. Ale mamy polskie produkty w niemieckich sklepach. Tam może się niemiecki rolnik denerwować - zauważył.