17 tys. zł dla Ukraińców? Czego nie mówi Konfederacja [OPINIA]

Konfederacja straszy "17 tys. zł dla Ukraińców na zasiedlenie". Tyle że chodzi o bon na zasiedlenie — instrument dla bezrobotnych, obecny w prawie od 2014 r. i dostępny także dla Polaków. O jego przyznaniu decyduje podjęcie pracy i przeprowadzka, a nie narodowość - pisze dla money.pl Kamil Fejfer.

  W 2025 r. około 7300 osób otrzymało bon na zasiedlenie
Źródło zdjęć: © Getty | aire images
Kamil Fejfer

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Konfederacja od dłuższego czasu podbija antyukraiński bębenek. W niedzielę na Facebooku partii pojawił się post z wygenerowanym w AI obrazem mężczyzny wychodzącego z Powiatowego Urzędu Pracy trzymającego w ręku plik stuzłotówek. Zdjęcie było podpisane: "17 tys. zł dla Ukraińców na zasiedlenie".

17 tys. zł dla Ukraińców? Ten bon działa zupełnie inaczej

Jest to tworzenie skojarzenia, że płacimy przyjezdnym za "zasiedlanie Polski". To oczywisty absurd. Sprawa zostaje nieco wyjaśniona w treści samego posta, jednak po pierwsze prawdopodobnie mało kto tam zajrzał, a po drugie treść również ma charakter demagogiczny. Więc po kolei.

Walczy w Ukrainie. Mocne słowa o polskiej armii i współpracy z Kijowem

Rzeczywiście Ukraińcy mogą otrzymać środki "na zasiedlenie". Ale mogą je dostać również Polacy, ponieważ wpis odwołuje się do jednego z instrumentów aktywizacji zawodowej, który w naszym prawie jest obecny od 2014 r. Tak zwany "bon na zasiedlenie" przysługuje osobom bezrobotnym. I to właśnie ten status, a nie kwestia narodowościowa decyduje o jego przyznaniu. Bon stanowi "gwarancję przyznania środków finansowych na pokrycie kosztów zamieszkania w związku z podjęciem zatrudnienia, wykonywaniem innej pracy zarobkowej lub działalności gospodarczej, poza miejscem dotychczasowego zamieszkania". Innymi słowy jest to pomoc państwa w przeprowadzce do miejsca, gdzie jest praca.

Bon na zasiedlenie jest narzędziem ułatwiającym mobilność zawodową. Z reguły bowiem osoby bezrobotne, nawet jeśli mają widoki na podjęcie pracy w innym mieście, często nie przeprowadzają się, ponieważ bezrobocie łączy się z – no cóż – ograniczonymi środkami. A przeprowadzka kosztuje. To zatrzymuje część osób bez pracy w ich miejscach zamieszkania i utrudnia aktywizację.

Bon przyznaje starosta w sytuacji, w której dany bezrobotny:

  • - podejmie pracę, która będzie przynosić mu co najmniej wynagrodzenie minimalne (lub przychód w tej wysokości w przypadku założenia działalności gospodarczej);
  • będzie zatrudniony przez 180 dni w ciągu 240 dni trwania umowy;
  • odległość od dotychczasowego miejsca zamieszkania wynosi co najmniej 80 km.

Jeżeli warunki umowy nie zostaną wypełnione środki muszą zostać zwrócone. Maksymalna wysokość bonu to dwukrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W zeszłym roku średnia krajowa wynosiła niecałe 9 tys. zł. Stąd też owe "17 tys. zł na zasiedlenie dla Ukraińca" w poście Konfederacji.

Robienie politycznego spinu, że są to środki na "zasiedlenie dla Ukraińców" jest jak ten żart z brodą o nieistniejącym Radiu Erewań, które na rzekome pytanie od słuchacza, czy to prawda, że na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają samochody, odpowiadało: w zasadzie tak, ale nie na Placu Czerwonym w Moskwie, tylko w Leningradzie w okolicach dworca. I nie samochody, tylko rowery. I nie rozdają, tylko kradną. Konfederacja jest więc trochę jak antyimigranckie radio Erewań.

"Od czerwca 2025 r. zniknął limit wiekowy 30 lat — bon dostępny dla każdego zarejestrowanego bezrobotnego. Jedyny warunek: 180 dni zatrudnienia w ciągu 240 dni" – czytamy w poście Konfederacji [pisownia oryginalna].

Według opracowania Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej "Bezrobocie Rejestrowane w Polsce" w 2025 r. około 7300 osób otrzymało bon na zasiedlenie. W analizie nie ma rozbicia na narodowość. Wiemy natomiast, że liczba udzielanych bonów od lat spada - w 2022 r. podpisano o ponad 2 tys. umów więcej.

Polityczny spin o bonie. Kluczowy szczegół pominięto

Ciekawiej jednak robi się w końcowych akapitach postu Konfederacji.

"Czy Ukraińcy mogą z tego korzystać? Tak — jeśli legalnie przebywają w Polsce na podstawie specustawy, mają PESEL UKR i zarejestrują się w urzędzie pracy. Ukraińcy od 2022 r. mają pełny dostęp do polskiego rynku pracy i polskich urzędów pracy. Nic im tego prawa nie odbiera" – czytamy na Facebooku partii Mentzena. I dalej: "To jest właśnie problem. Dojenie Polski przez Ukraińców — i to na podstawie naszych absurdalnych przepisów. Problem jest systemowy: polskie świadczenia aktywizacyjne są otwarte dla cudzoziemców na takich samych zasadach jak dla obywateli. Bez priorytetu dla Polaków. Bez wymogu posiadania obywatelstwa".

Problemem dla Konfederacji wydaje się być to, że Ukraińcy mają dostęp do narzędzi aktywizacji zawodowej. Trudno nie wyciągnąć z tego wniosku, że partia chciałaby różnicować dostęp do instrumentów rynku pracy na zasadzie pochodzenia. To trochę tak, jakby w Niemczech albo w Wielkiej Brytanii odmawiano Polakom kursów zawodowych albo zasiłków dla bezrobotnych.

Inną kwestią jest to, że ci sami politycy podnosiliby larum, gdyby się okazało, że cudzoziemcy pozostają częściej niż Polacy nieaktywni zawodowo. Na ten moment jednak pracuje większy odsetek Ukraińców niż naszych rodaków.

Konfederacja uderza w Ukraińców

Na koniec jeszcze jeden wątek. Jeśli cofniemy się na facebookowym profilu Konfederacji 100 postów wstecz i zliczymy te odnoszące się do Ukrainy to okaże się, że jest ich 45. Niemal połowa treści na socialowym koncie partii to kontent odnoszący się do naszego wschodniego sąsiada. Nie trzeba chyba dodawać, że nie są to wrzutki przesadnie entuzjastycznie nastawione do Ukrainy.

Ostatnie antyukraińskie wzmożenie na socialach Konfederacji w oczywisty sposób związane jest z - delikatnie mówiąc - niezbyt rozsądnym posunięciem Wołodymyra Załenkiego, który nadał imię "Bohaterów UPA" jednej z tamtejszych jednostek wojskowych.

Jeżeli jednak cofniemy się jeszcze wcześniej, to antyukraiński kontent i tak stanowił około 20-30 proc. treści na socialach partii Sławomira Mentzena. Jeśli dodamy do tego domieszkę innych wrzutek odnoszących się do migracji, to stanie się jasne, że Konfederacja z partii wolnorynkowego populizmu przesuwa się w stronę ugrupowania, którego core stanowi sprzeciw wobec (jakiejkolwiek) migracji. Co jak najgorzej wróży na przyszłość, w której z jednej strony migracja będzie częścią naszego krajobrazu, a z drugiej Konfederacja będzie współrządzić Polską.

Wybrane dla Ciebie