Niedawno S&P Dow Jones Indices poinformował o zaklasyfikowaniu Polski do grona rynków rozwiniętych. Oznacza to przeniesienie kraju do koszyka S&P Developed BMI z koszyka S&P Emerging BMI. Decyzja ma wejść w życie we wrześniu 2027 r., gdy Polska dołączy do indeksu jako 27. państwo.
Dlaczego S&P uznał Polskę za rynek rozwinięty?
W "Tygodniku Polskiego Instytutu Ekonomicznego" przytoczono uzasadnienie oparte na kryteriach ilościowych i jakościowych.
"S&P Dow Jones Indices ogłosił, że Polska spełnia, a nawet przewyższa, standardy rynków rozwiniętych. Metodologia S&P uwzględnia zarówno kryteria ilościowe, jak też jakościowe. Oceniane są m.in. poziom rozwoju gospodarczego, wielkość i płynność rynku, a także dostępność rynku dla inwestorów zagranicznych" - czytamy w "Tygodniku Polskiego Instytutu Ekonomicznego".
WIDEOBogaci też tracą fortuny. "Inwestowanie może być ukrytym hazardem"
"W Polsce dochód narodowy brutto na mieszkańca wynosi około 25 520 dolarów, co znacznie przekracza wymagany przez S&P próg dla krajów rozwiniętych wynoszący 15 tys. dol. Według danych wykorzystanych przez S&P, w 2025 r. pełna kapitalizacja polskiego rynku wyniosła około 292 mld dol., natomiast mediana dziennej wartości obrotu około 364 mln dol." - pisze PIE.
"Oznacza to, że polska gospodarka wielokrotnie przekroczyła progi wielkości i płynności w każdej z tych kategorii, o których mowa w procesie klasyfikacji" - wskazuje think tank.
Waga Polski w S&P
Ekonomiści PIE zwracają uwagę, że udział Polski w nowym koszyku ma wynieść 0,15 proc., podczas gdy w dotychczasowym koszyku było to 1,3 proc. Według instytutu nie wynika to wyłącznie ze skali polskiego rynku, ale też z konstrukcji globalnych indeksów.
"W S&P Emerging trzy kraje – Tajwan, Chiny i Indie – odpowiadają za prawie 75 proc. indeksu. Natomiast w koszyku Developed to Stany Zjednoczone samotnie odpowiadają za prawie 70 proc." - piszą ekonomiści PIE w swojej publikacji.
"Kapitalizacja free float Polski, biorąca pod uwagę jedynie akcje w obiegu, będzie w koszyku S&P Developed porównywalna do Norwegii (0,2 proc.) oraz Irlandii (0,1 proc.), co częściowo wynika z ograniczonego free float największych spółek – w wielu z nich znaczące udziały pozostają m.in. w rękach Skarbu Państwa" - dodają.
PIE: napływ kapitału może być większy, ale rozciągnięty w czasie
PIE podkreśla, że mniejsza waga w indeksie nie musi oznaczać mniejszych efektów dla rynku, jeśli uwzględni się skalę kapitału powiązanego z rynkami rozwiniętymi.
"Pula kapitału zarządzanego wobec rynków rozwiniętych jest 8-9 razy większa niż wobec rynków wschodzących" - podkreślają eksperci instytutu. I oceniają, że ważny jest też horyzont czasowy, bo przepływy mogą następować etapami.
"Realne korzyści w postaci napływu kapitału będą rozłożone w czasie, kapitalizacja spółek na GPW wynosi ok. 30 proc. w porównaniu ze średnią unijną wynoszącą 50 proc., co pozostawia rynkowi przestrzeń do wzrostu i napływu kapitału" - czytamy w publikacji PIE.
Ekonomiści instytutu przypominają też, że S&P jest trzecim dostawcą indeksów, który zdecydował się na przeniesienie Polski z koszyka krajów rozwijających się do koszyka państw rozwiniętych. Wskazali, że we wrześniu 2018 r. status rynku rozwiniętego przyznały Polsce FTSE Russell i Stoxx.
MSCI nadal nie klasyfikuje Polski jako rynku rozwiniętego
PIE zaznacza, że część dostawców indeksów nie zmieniła jednak podejścia do klasyfikacji Polski.
"Najważniejszym wyjątkiem pozostaje MSCI. Polska nie znajduje się obecnie na liście obserwacyjnej kandydatów do awansu do kategorii Developed Markets. Innym przykładem ostrożności MSCI jest Korea Płd., która przez kilka lat pozostawała na liście obserwacyjnej, jednak nie otrzymała awansu. Oznacza to, że samo spełnienie części kryteriów ilościowych nie wystarcza. Istotne są również realne doświadczenia globalnych inwestorów i funkcjonowanie infrastruktury rynku" - zauważa PIE.