Francuski parasol nad Europą? "Doktryna odstraszania nuklearnego staje się namacalna"
Europa rozważa budowę własnego potencjału odstraszania nuklearnego. Poza Rosją, która prezentuje coraz bardziej nieprzyjazną postawę wobec NATO, obecnie na Starym Kontynencie tylko Wielka Brytania i Francja posiadają własną broń atomową. Macron ma zaproponować nowe rozdanie. Co to może oznaczać dla Polski?
Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, która zaczęła się w piątek, poruszona ma zostać kwestia zdolności Europy do skutecznego odstraszania. Kontynent się zbroi, poważnie biorąc pod uwagę redukcję, a nawet wycofanie zaangażowania USA w sprawy bezpieczeństwa w tym regionie. Europejskie stolice tylko w 2025 r. wydały blisko 447 mld euro na zbrojenia. Po raz pierwszy od końca ziemnej wojny poważnie rozważana jest budowa własnego potencjału odstraszania nuklearnego - zauważa agencja Bloomberga.
Według źródeł, na które powołuje się agencja, prezydent Francji Emmanuel Macron ma ponowić propozycję rozszerzenia na sojuszników zdolności odstraszania nuklearnego. Szczegóły nie są jeszcze znane, bo przywódca Francji konsultuje konkretne założenia z doradcami.
Polak robił biznes z FBI. "Nie miała tego żadna firma"
Napięcie związane z zagrożeniem ze strony Rosji oraz wątpliwości, czy broń jądrowa Stanów Zjednoczonych będzie wciąż chronić Europę, sprawiają, że kraje wschodniej flanki NATO rozbudowują własne, konwencjonalne zdolności obronne. Ale kraje skandynawskie idą dalej: coraz poważniej podchodzą do tematu rozwijania własnego programu nuklearnego.
Kto w Europie ma bombę atomową
Nie licząc Rosji, obecnie tylko Wielka Brytania i Francja posiadają własną broń atomową na Starym Kontynencie. Parasol NATO opiera się głównie na gwarancjach USA, których łączny arsenał nuklearny think tank Federation of American Scientists (FAS) ocenia na 5177 głowic nuklearnych.
Choć oficjalne dane nie są ujawniane przez NATO, według raportu FAS z 2025 roku ok. 100 amerykańskich taktycznych bomb jądrowych typu B61 jest przechowywanych w Europie w sześciu bazach w pięciu krajach bloku: w Belgii (baza Kleine Brogel), w Niemczech (baza Büchel), we Włoszech (bazy Aviano i Ghedi), w Holandii (baza Volkel) oraz w Turcji (baza Incirlik).
Jeszcze marcu 2025 r. ówczesny prezydent Andrzej Duda sygnalizował gotowość Polski do udziału w programie Nuclear Sharing (współdzielenia broni nuklearnej) USA. Wówczas jednak Departament Stanu USA poinformował jedynie, że "prowadzi ścisłe konsultacje z sojusznikami i partnerami w celu utrzymania i wzmocnienia rozszerzonego odstraszania".
Wielka Brytania posiada własny potencjał odstraszania nuklearnego w sile 225 głowic nuklearnych (zgodnie z danymi SIPRI ze stycznia 2025 r. 120 głowic jest rozmieszczonych, a około 105 ulokowanych jest w magazynach). Cały brytyjski arsenał nuklearny oparty jest na okrętach podwodnych z pociskami balistycznymi. Te jednak, jak zauważa Bloomberg, produkowane są przez amerykańską firmę zbrojeniową Lockheed Martin Corp. Londyn jest więc zależny od amerykańskiego łańcucha dostaw.
Najbardziej niezależny system, bo oparty o własną produkcję pocisków, metody wzbogacania uranu i technologię, posiada Francja. Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań Pokojowych SIPRI ma ona arsenał 290 głowic nuklearnych (280 rozmieszczonych, 10 w magazynach). Paryż dysponuje zarówno 4 okrętami podwodnymi zdolnymi przenosić pocisku nuklearne (wg FAS kraj ma 230 pocisków rozlokowanych w bazach morskich), jak i bombami i pociskami lotniczymi, które mogą przenosić samoloty Rafale (50 pocisków).
Dlatego to Paryż i Londyn są głównymi NATO-wskimi siłami nuklearnymi w Europie, wyłączając USA. W połowie stycznia premier Szwecji Ulf Kristersson informował, że jego kraj prowadzi wstępne rozmowy z Francją i Wielką Brytanią w sprawie możliwej współpracy w dziedzinie broni jądrowej. Jako że jeszcze w latach 60. Sztokholm miał rozwijać własną technologię bomb atomowych, zdaniem cytowanego przez fińską rozgłośnię Yle News Jyriego Lavikainena, analityka z Fińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, to właśnie Szwecja byłaby najszybsza w Europie w opracowaniu własnego programu nuklearnego.
Jednak koncepcja ta może objąć też resztę państw nordyckich. O projekcie "Mjölnir", czyli wspólnym programie nuklearnym ze Szwecją, Norwegią i Finlandią programie mówią także parlamentarzyści z Danii.
Co może mieć do zaoferowania Macron?
Utrzymanie broni atomowej jest kosztowe. Jak wylicza Bloomberg, Wielka Brytania i Francja wydają łącznie około 12 mld dol. rocznie na utrzymanie swojego uzbrojenia. Poza tym rozwój tego uzbrojenia ograniczają zapisy Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.
Co więc może zaoferować Paryż? Zdaniem dra Aleksandra Olecha, redaktora naczelnego Defence24 i wykładowcy w Baltic Defence College, Francja może realizować odstraszanie nuklearne w wymiarze europejskim jako element polityczny i odstraszający względem Federacji Rosyjskiej.
Najbardziej realne są wspólne ćwiczenia, demonstracja zdolności i Rafale na polskim niebie, co pozwala podnieść próg ryzyka i wejść na poziom rywalizacji, którego obawia się Federacja Rosyjska. Nie chodzi o wykorzystanie broni atomowej, ale o podniesienie wiarygodności odstraszania i rozszerzenie doktryny na państwa wschodniej flanki jako działania komplementarne wobec gwarancji USA - ocenia w rozmowie z money.pl.
Zresztą już we wrześniu, w związku z wtargnięciem rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną, Francja zmobilizowała trzy myśliwce Rafale, aby wesprzeć ochronę polskiej granicy, na której opiera się wschodnia flanka NATO. Te jednak miały wówczas uzbrojenie konwencjonalne.
Francja chce pełnić ważną funkcję w zabezpieczaniu Europy. Jednak zdaniem dra Olecha stały europejski parasol nuklearny pod francuską czy też francusko-brytyjską egidą jest mało prawdopodobny, a realny pozostaje ograniczony zakres i nieregularna obecność.
- Bardziej realny jest model wspólny: współdzielenie kosztów, wspólne działania, ćwiczenia oraz ograniczona obecność zdolności brytyjskich i francuskich - komentuje analityk.
Jak ocenia paryski think tanku IFRI, Francja mogłaby rozmieścić myśliwce zdolne do przenoszenia broni jądrowej w innych krajach europejskich, takich jak Polska, na zasadach koncepcji udostępniania broni jądrowej w ramach NATO.
Warto jednak zaznaczyć, że kadencja Emmanuela Macrona powoli dobiega końca (Macron będzie prezydentem do maja 2027 roku), a ruchy populistyczne wokół Marine Le Pen i Jordana Bardella rosną w siłę. Sprzeciwiają się one jakimkolwiek pomysłom dzielenia się potencjałem odstraszania nuklearnego. W krótkim czasie może się więc pojawić podobny problem polityczny, jak ze Stanami Zjednoczonymi Donalda Trumpa.
- Po 2027 roku Francja będzie koncentrowała się na sprawach wewnętrznych. Nie wycofa się z NATO i pozostanie partnerem, ale zaangażowanie będzie ograniczone - ocenia dr Olech. - Stałe rozszerzenie parasola jest bardzo trudne, dlatego w grę wchodzi jedynie nieregularne pojawienie się zdolności w bardzo ograniczonym zakresie - twierdzi.
Budowa potencjału
Zdaniem analityków Bloomberga jedną z dróg dla europejskich państw NATO mogłaby być rozbudowa potencjału, czyli posiadanie w razie potrzeby wszystkich elementów niezbędnych do zbudowania broni jądrowej. Kluczowe byłyby jednak nowoczesne elektrownie jądrowe oraz kosztowne zakłady wzbogacania uranu.
Państwa europejskie mogą budować zdolności technologiczne umożliwiające potencjalne wejście w posiadanie broni jądrowej bez podejmowania decyzji o jej faktycznej produkcji. Takie działania wzmacniają retorykę w kontekście broni nuklearnej, a podobne kierunki pojawiają się w krajach nordyckich. Budowa własnych zdolności zajmie lata i wiąże się z ogromnymi kosztami utrzymania odstraszania - podkreśla dr Olech.
Jak tłumaczy, fundamentem jednak pozostaje odstraszanie poprzez zdolności konwencjonalne i współpracę z USA i Francją. - Nikt nie mówi o wykorzystaniu broni atomowej, ale żeby odstraszać, trzeba mieć czym - zaznacza.
Komplementarne gwarancje
- Obecnie wykluczam stałe rozmieszczenie głowic nuklearnych na terytorium Polski. Natomiast Rafale na polskim niebie to opcja realna, a przy amerykańskim parasolu nad Niemcami i aktywizującej się Wielkiej Brytanii doktryna odstraszania nuklearnego NATO staje się namacalna. Działania Francji należy traktować jako komplementarne wobec gwarancji USA - ocenia dr Olech.
Jak dodaje, Polska powinna iść w stronę rozmów z krajami nordyckimi. - Wsparcie polityczne, potem technologiczne, a także i finansowe byłoby właściwe. Jeśli jeden kraj Europy ruszy z "rozwojem badań nad bronią nuklearną", to cała lawina ruszy. Dobrze nie zostać przykrytym lawiną, a sterować, w którym kierunku sunie - ocenia.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl