Leniwe "zetki"? To nieprawda, że młode pokolenie nie chce się przepracowywać

Młodemu pokoleniu od dawna zarzuca się, że większą wagę przywiązują do tego, co poza pracą niż do samej pracy. Według naszej rozmówczyni - niesłusznie. Młodemu pokoleniu od dawna zarzuca się, że większą wagę przywiązują do tego, co poza pracą niż do samej pracy. Według naszej rozmówczyni - niesłusznie.
Źródło zdjęć: © Getty Images | Franziska & Tom Werner, Hinterhaus Productions

Danie pracownikom możliwości rozwoju jest ważne - uważa Jowita Michalska, twórczyni Digital University. Jej zdaniem nie tylko dla pokolenia "zetek" życie prywatne, wartości rodzinne, czy hobby jest dużo istotniejsze niż przed pandemią. Wywołany przez wirusa chaos i kryzys sprawiły, że wiele grup pracowników zmieniło to, jak patrzy na życie zawodowe i życie prywatne - wskazuje nasza rozmówczyni.

Wiele grup pracowników, nie tylko tych najmłodszych, zaczęło - szczególnie po wybuchu pandemii - większą wagę przykładać do tego, ile czasu poświęcają na pracę, a ile na odpoczynek, czas spędzony z rodziną czy rozwijanie zainteresowań. Zmiana dotychczasowych schematów, wymuszona przez pracę zdalną w okresie pandemicznych ograniczeń, niejednej osobie uświadomiła, że miejsca na relaks i zebranie sił w tygodniu wcale nie ma tak dużo. Znów wrócił też temat czterodniowego tygodnia pracy.

W dyskusji o tzw. work-life balance, czyli równowadze między pracą zawodową a życiem prywatnym, nierzadko padają zarzuty wobec pokolenia "zetek", czyli osób urodzonych po 1995 r., którzy są pierwszą grupą dorastającą w świecie cyfrowym. To właśnie ich oskarża się o to, że mają nierealne wymagania wobec pracodawców i szczególnie ważne - ważniejsze niż dla starszych pokoleń - jest dla nich to, by praca nie kolidowała z życiem prywatnym czy negatywnie wpływała na zdrowie psychiczne.

Z tymi zarzutami kierowanymi tylko do "zetek" nie zgadza się Jowita Michalska z organizacji edukacyjnej Digital University.

- Utarło się, że te "zetki" lubią work-life balance, ale zmiany obserwujemy w różnych grupach wiekowych. Globalny trend jest taki, że przeszliśmy od czasów bardzo stabilnych do czasów chaosu w czasie pandemii i to doprowadziło do przewartościowania życia w wielu grupach docelowych - mówiła Michalska w programie "Money. To się liczy".


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

Wskazała na generację "X", czyli pokolenie dzisiejszych 35-50 latków, którzy mieli potężny etos pracy w czasach stabilnych - dobrobytu, a dziś są o wiele bardziej zorientowani na rodzinę niż na pracę.

- Są mniej skłonni do częstych zmian czy rezygnacji z pracy niż młodsze pokolenie, bo często są obwarowani, np. kredytami, zobowiązaniami, ale to też są ludzie, którzy zmienili swoje podejście przez pandemię - uważa Jowita Michalska.

Jej zdaniem dla pokolenia "zetek", "millenialsów" i "iksów" życie prywatne, wartości rodzinne, czy hobby stały się dużo ważniejsze niż przed pandemią.

- Pracodawcom zależy teraz przede wszystkim na osobach otwartych, rozumiejących przywództwo w nowy sposób i rozumiejących tematy technologiczne. Takiego pracownika jest trudniej zdobyć i utrzymać. Do tego potrzebne są zmiany w kulturze organizacji i danie pracownikom możliwości rozwoju. Ważna jest też różnorodność pokoleniowa w organizacji, bo jeśli zdecydujemy się na to, by zasilać kadry wyłącznie młodymi pracownikami, to może powodować, że rotacja będzie większa - mówiła Michalska w programie "Money. To się liczy".

Wybrane dla Ciebie