Najpierw dostali wypowiedzenia, teraz szef chce powrotu. Za pośpiech może zapłacić 300-tysięczną pożyczką

Zwolnił ludzi z pracy, a kiedy dostał kilkusettysięczną pożyczkę z tarczy finansowej, przymuszał ich do powrotu. Część załogi powiedziała jednak wrocławskiemu przedsiębiorcy "nie". I teraz ma problem, bo utrzymanie zatrudnienia to jeden z warunków zatrzymania "covidowej" dotacji.

Wielu zwolnionych pracowników przyjmuje ofertę powrotu do pracy lub się tego prawnie domaga od pracodawców, którzy złamali prawo.
Źródło zdjęć: © PAP

"25 marca 2020 r. wszyscy pracownicy firmy dostali wypowiedzenie umów o pracę. Nikt się tego nie spodziewał. Jako przyczynę zwolnienia [szef - red.] podał likwidację działalności gospodarczej. Podpisałem, chociaż jestem w okresie ochronnym - przedemerytalnym już od 1 września 2019 r. Przepracowałem jeszcze cały kwiecień oraz maj. Od 2 czerwca jestem na urlopie wypoczynkowym. 30 czerwca kończy mi się okres wypowiedzenia" - tak swoją historię zaczyna jeden z pracowników wrocławskiej firmy.

Ciekawiej robi się jednak dalej. "Dziś wezwał mnie do firmy pracodawca i oświadczył, że nie ma już zamiaru likwidować zakładu pracy i zaproponował powrót do pracy. Odmówiłem. Wobec tego wręczył mi pismo zatytułowane 'Cofnięcie oświadczenia woli o odstąpieniu rozwiązania umowy o pracę'. Zagroził, że jeśli tego nie podpiszę, zostanie sporządzony protokół" - dodaje mężczyzna.

Wpis ukazał się na portalu pogotowia kadrowego. Dołączone są do niego skany wypowiedzenia umowy o pracę oraz oświadczenie pracodawcy. Mężczyzna dopytuje, co ma zrobić, bo część pracowników pod naciskiem szefa dokument podpisała, a część nie. "Dodam, że pracodawca dostał pożyczkę z tarczy finansowej w kwocie 300 tys. zł" - zaznacza pracownik.

Dalsze zmiany w urlopach, zawieszenie stosunku pracy? Wiceminister dementuje

Kancelarie zarzucone skargami

Bardzo wielu pracodawców w pierwszej fazie zamrożenia gospodarki działało w pośpiechu i panice, pozbywając się pracowników, niekiedy łamiąc przepisy Kodeksu pracy. Kancelarie adwokackie, do których zwróciliśmy się z prośbą o komentarz, są obecnie zarzucone skargami pracowników na bezprawne zwolnienie. Ci żądają od byłych pracodawców odszkodowań lub przywrócenia do pracy.

W przypadku firmy z Wrocławia część załogi nie chce wrócić do pracy po tym, co się stało i jak się z nimi obszedł pracodawca. - Pracownik nie ma w takiej sytuacji obowiązku powrotu do pracy - informuje Miłosława Strzelec-Gwóźdź, partner zarządzający z kancelarii prawnej GP Kancelaria Radców Prawnych z Krakowa.

Prawniczka tłumaczy, że pracodawca mógłby cofnąć oświadczenie woli o wypowiedzeniu umowy o pracę tylko w przypadku, gdyby wypowiedzenie do pracownika jeszcze nie dotarło. - W przedstawionej sprawie nie może to mieć miejsca, gdyż pracownik otrzymał już wypowiedzenie. Oświadczenie pracodawcy o cofnięciu wypowiedzenia nie wywrze zatem żadnego skutku prawnego – podkreśla Miłosława Strzelec-Gwóźdź.

Zgodnie z prawem pracodawca mógłby przywrócić pracownika do pracy wyłącznie za zgodą samego pracownika, wyrażoną np. w porozumieniu stron. - Zwolnieni pracownicy mogliby wrócić do pracy, o ile by chcieli, ale na tych samych warunkach, na jakich byli zatrudnieni przed wypowiedzeniem. Pracodawca nie ma prawa im ich pogorszyć – podkreśla z kolei Andrzej Radzisław, radca prawny, ekspert prawa pracy z kancelarii Goźlińska Petryk i Wspólnicy.

Zwolniłeś? Musisz oddać pożyczkę

Prawnik zwraca uwagę na pośpiech, w jakim pracodawca zwalniał ludzi. Otrzymali wypowiedzenia 25 marca, tymczasem bieg wypowiedzenia zaczyna się od kolejnego miesiąca kalendarzowego, zatem skutek prawny byłyby taki sam, gdyby wstrzymał się z wypowiedzeniami do 31 marca.

- Mamy wiele przypadków, kiedy pracownicy w takiej sytuacji wracają jednak do pracodawcy, gdyż nie jest to najlepszy czas na poszukiwanie nowego pracodawcy. W przypadku wrocławskiej firmy najprawdopodobniej były to zwolnienia grupowe, ludzie zarabiali niewiele i zwyczajnie nie opłacało się im wracać. Wolą odprawy – przypuszcza prawnik.

Kluczowe w tej historii jest jednak to, że to nie wyrzuty sumienia i autorefleksja skłoniły pracodawcę do zmiany zdania i przywracania ludzi do pracy, ale fakt, że będzie musiał oddać zaciągniętą pożyczkę.

- Jeśli pracodawca otrzymał wsparcie w ramach tarczy finansowej, jednym z kryteriów obniżających kwotę zwrotu pożyczki jest utrzymanie co najmniej przez okres roku miejsc pracy - przypomina Miłosława Strzelec-Gwóźdź. Według prawniczki najprawdopodobniej pracodawca podał we wniosku zwolnione później osoby i stąd gorączkowe próby przywrócenia ich do pracy.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Wybrane dla Ciebie