Krugman uważa, że prezydent USA Donald Trump kontynuuje konflikt, mimo że Iran nie upadł po pierwszym uderzeniu, a amerykańskie siły nie przejęły kontroli nad cieśniną Ormuz. Noblista wskazuje, że to właśnie dalsza eskalacja - jego zdaniem napędzana przez polityczne motywacje - wypchnęła ceny ropy na poziomy niekorzystne dla gospodarki.
Krugman wyjaśnia, że w pierwszym etapie wojny i przy blokowaniu cieśniny Ormuz ceny ropy nie wzrosły tak mocno, jak przewidywano, bo część surowca z Zatoki Perskiej docierała na rynki innymi trasami, Chiny znacząco ograniczyły import, a państwa sięgały po rezerwy. Teraz jednak - jak zaznacza - drugie zamknięcie cieśniny może być dotkliwsze.
W tekście noblista zwraca uwagę na dodatkowe ryzyko dla transportu ropy: jemeński ruch Huti, sojusznik Iranu, atakuje statki handlowe na Morzu Czerwonym, co podważa rolę tej trasy jako "wentylu bezpieczeństwa" dla żeglugi. Jednocześnie rezerwy surowca są – według autora – wyraźnie mniejsze i z czasem nie będą w stanie amortyzować szoku podażowego.
WIDEOTrzeba mieć pieniądze, żeby oszczędzać? Nie zgadzam się
Dlaczego paliwo drożeje bardziej niż sama ropa?
Krugman podkreśla, że kluczowe znaczenie ma nie tylko cena baryłki, ale też ograniczone moce przerobowe rafinerii. "Najważniejsze w obecnej sytuacji jest jednak to, że realny koszt ropy jest wyższy niż się wydaje" – podkreśla.
Ekonomista rozwija ten wątek, wskazując na problem z przerobem surowca na paliwa. "Nikt nie pali surowej ropy. Musi być przerafinowana w użytkowe paliwa (...). A na świecie brakuje mocy przerobowych do rafinacji. To częściowo efekt wojny z Iranem, ale też zdumiewająco skutecznej kampanii Ukrainy wymierzonej w infrastrukturę energetyczną Władimira Putina" - wyjaśnia autor.
W konsekwencji rośnie tzw. crack spread, czyli różnica między ceną baryłki ropy a kosztem produktów, na które jest przerabiana: z 25 dol. przed wojną do 65 dol. obecnie. Krugman ocenia, że dla odbiorców końcowych oznacza to realną cenę paliw, jakby ropa była droższa o ok. 40 dol. "W praktyce świat musi sobie radzić z ekwiwalentem ceny ropy sięgającej 140 dol. za baryłkę" – napisał.
Autor dodaje, że taki poziom kosztów energii, połączony z presją inflacyjną wynikającą z nowych ceł nałożonych przez Trumpa na kilkadziesiąt krajów, może przełożyć się na wyraźny wzrost kosztów życia i prowadzenia działalności gospodarczej. "Czy wróży to katastrofę? Jeszcze nie. (...) Ale sytuacja może się wkrótce znacznie pogorszyć, jeśli Trump (...) będzie nadal eskalował tę niszczycielską wojnę" – konkluduje noblista.
Źródło: PAP