We wschodniej części kraju obowiązuje obecnie tymczasowa strefa ograniczonego ruchu lotniczego EP R134. Została wprowadzona przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej na wniosek Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych.
Wojsko szykuje nowe ograniczenia. "Zagrożenie cały czas bardzo wysokie"
Obejmuje przestrzeń od poziomu ziemi do poziomu FL95, czyli w przybliżeniu do wysokości 3 km. Nie dotyczy więc typowego ruchu pasażerskiego odbywającego się na znacznie większych wysokościach.
DLA CIEBIEDlaczego tak trudno znaleźć dobrą pracę? Piotr Nowosielski II Pierwsza Praca #3
Jak jednak wynika z wypowiedzi gen. Ireneusza Nowaka dla "Rzeczpospolitej", wojsko zamierza pójść dalej.
"Zastrzegam także, że to nie jest ostatnie ograniczenie w przestrzeni powietrznej. Toczą się prace, które wynikają z wniosków związanych z pracą systemu obrony powietrznej w nocy 30 lipca, aby wyłączyć większą część przestrzeni powietrznej. Działania te będą bardziej restrykcyjne" – powiedział gen. Ireneusz Nowa w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
"Oczywiście możemy się spodziewać protestów z kręgu lotnictwa cywilnego, ale musimy położyć na szali latanie dla przyjemności, ewentualnie biznesowe i bezpieczeństwo państwa oraz wielu tysięcy ludzi na obszarze województw podkarpackiego i lubelskiego" – dodał dowódca operacyjny.
Pytany, czy ustanowienie EP R134 oznacza wzrost ryzyka naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez Rosję, gen. Nowak odpowiedział: "Zagrożenie jest cały czas bardzo wysokie, natomiast ustanowienie tej strefy to oczywisty ruch po naszej stronie".
Wybuch w Tarnawie-Kolonii
Planowane działania mają być konsekwencją doświadczeń z nocy z 29 na 30 lipca. Wtedy podczas rosyjskich ataków na Ukrainę polskie wojsko poderwało myśliwce, a rosyjski pocisk manewrujący naruszył polską przestrzeń powietrzną i spadł w rejonie Tarnawy-Kolonii.
Gen. Nowak powiedział "Rzeczpospolitej", że jest obecnie w 80 proc. przekonany, iż skierowanie pocisku na terytorium Polski było działaniem intencjonalnym. Według niego analiza toru lotu wskazuje, że rakieta najprawdopodobniej nie zmierzała do alternatywnego celu na Ukrainie.
Dowódca ocenił też, że incydent z 30 lipca był kolejnym krokiem Rosji na "drabinie eskalacyjnej".