Będzie więcej prowokacji przy granicy? Mówi, czego możemy się nauczyć od Ukraińców

- Rosji coraz bardziej zależy na tym, by brać na cel strategiczną infrastrukturę dotyczącą normalnego życia obywateli Ukrainy. I zgodnie z sygnałami, które potwierdzał Premier Donald Tusk w Bratysławie, musimy być gotowi na to, że tego rodzaju prowokacje będą coraz bardziej dotkliwe również w okolicach polskich granic - mówi w rozmowie z money.pl Maciej Kuziemski, prezes Fundacji PKO Banku Polskiego.

Musimy być gotowi na prowokacje. Maciej Kuziemski mówi, czego możemy się nauczyć od UkraińcówMusimy być gotowi na prowokacje. Maciej Kuziemski mówi, czego możemy się nauczyć od Ukraińców
Źródło zdjęć: © East News | PIOTR KAMIONKA REPORTER
Tomasz Sąsiada

W niedzielę nad ranem doszło do ataku dronowego na zachodzie Ukrainy, w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy. - Jesteśmy pewni, że została zaatakowana stacja benzynowa lub jej pobliże, dwa kilometry od naszej granicy, od naszego przejścia, oraz skład pociągu towarowego na bocznicy - powiedział premier Tusk podczas popołudniowej odprawy służb z udziałem ministrów w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Podkreślił, że "ważna jest precyzyjna informacja".

- Informacje o zaatakowaniu kolumny ciężarówek lub lokomotywy z pociągu pasażerskiego na trasie Kijów-Warszawa, które się pojawiały nie tylko u nas w mediach, ale też w niektórych relacjach ze strony ukraińskiej, nie mogę powiedzieć, że one są nieprawdziwe, ale my nie potwierdzamy takich zdarzeń – zaznaczył Tusk.


DLA CIEBIE
Wolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2 


Pociąg pasażerski Kijów-Warszawa, którego lokomotywa według wcześniejszych doniesień miała zostać zaatakowana, został przyjęty od kolei ukraińskich z opóźnieniem ok. 370 minut, przekroczył przejście w Dorohusku i po zakończeniu odprawy kontynuował podróż w kierunku Warszawy. Dotarł do niej około godziny 16, PKP Intercity informowało, że podróżowało nim 206 osób, a wśród pasażerów nie było obywateli Polski.

Oprócz tego pociągu, rano z Kijowa w kierunku Polski jechał też specjalny pociąg, którym jechali uczestnicy konferencji bezpieczeństwa Yalta European Strategy. Według informacji tygodnika "Spiegel" jechał nim m.in. Günter Sautter, doradca ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa kanclerza Niemiec Friedricha Merza, a także były brytyjski premier Boris Johnson i doradcy ds. bezpieczeństwa innych rządów europejskich, posłowie do Bundestagu, dyplomaci i naukowcy.

Czego możemy się nauczyć od Ukraińców

Pociągiem jechał też Maciej Kuziemski, prezes Fundacji PKO Banku Polskiego. - Nad ranem nasz pociąg się zatrzymał, zostaliśmy obudzeni i poinformowano nas, abyśmy byli gotowi do ewakuacji. Ostatecznie do ewakuacji nie doszło, przynajmniej nie w moim wagonie. Po jakimś czasie pociąg ruszył w dalszą drogę - relacjonuje w rozmowie z money.pl.

- Dla nas to coś wyjątkowego, ale dla milionów Ukrainek i Ukraińców to jest codzienność, o której musimy pamiętać, będąc we wspieraniu Ukrainy solidarnym i cierpliwym. Zmieniają się taktyki tego konfliktu zbrojnego, w którym Rosji coraz bardziej zależy na tym, by brać na cel strategiczną infrastrukturę dotyczącą normalnego życia obywateli Ukrainy. I zgodnie z sygnałami, które potwierdzał Premier Donald Tusk w Bratysławie, musimy być gotowi na to, że tego rodzaju prowokacje będą coraz bardziej dotkliwe również w okolicach polskich granic - zwraca uwagę nasz rozmówca.

- Co powinniśmy z tym zrobić? Oczywiście na poziomie rządowym wspierać Ukrainę w każdy możliwy sposób - zabiegać o wzmocnioną obronę powietrzną i unijne finansowanie finansowania bieżącego funkcjonowania państwa. Ale myślę, że jako społeczeństwo obywatelskie możemy się dużo nauczyć od dzielnego ukraińskiego społeczeństwa w zakresie tego, jak być odpornym i jak adaptować się do tych nowych taktyk oraz jak ćwiczyć zaufanie do instytucji i państwa - tłumaczy Kuziemski.

Jak wyjaśnia, "ogromnym zaufaniem cieszy się wojsko, opierające się nie tylko o profesjonalistów, ale też o zaciąg zwykłych obywateli, którzy zostali do niego wcieleni, bo wymagała tego sytuacja, a w normalnym życiu są bankowcami, dziennikarzami, czy - jak Serhij Żadan - pisarzami". - Analogicznie, każdy z nas może odegrać rolę w systemie odporności, niekoniecznie jedynie w czasie wojny - tłumaczy.

- Ale warto też powiedzieć o tym, że infrastruktura, która w czasach pokoju ma jedno zastosowanie, w czasie wojny może mieć zupełnie inne. Można ją nazwać infrastrukturą dual-use. To coś innego niż schrony. Miejsca, które na co dzień odwiedzamy, jak na przykład oddziały banku, poczty, instytucje kultury, w sytuacjach kryzysowych mogą mieć dodatkowe zastosowania. W Ukrainie to się objawia np. w postaci punktów niezłomności - miejsc, do których można przyjść i naładować telefon, zrobić sobie herbatę czy spotkać innych, gdy zawiodą inne metody łączności - wylicza Kuziemski.

- Myślę, że warto też wspomnieć o warstwie technologicznej, gdzie różne zagrożenia, przed którymi musi się bronić społeczeństwo, mają swoje odzwierciedlenie w całym uniwersum różnych aplikacji. W dużych miastach alarmy dronowe są ogłaszane niemal non stop, ale to nie oznacza, że Ukraińcy i Ukrainki nie wychodzą ze schronów. Bo tak się nie da. W związku z tym powstają kolejne wersje tych aplikacji, których zadaniem jest ostrzeganie przed zagrożeniem. Dostarczają one coraz precyzyjniejszych informacji dotyczących ataku i okolicy, w której do niego dochodzi. I na ich podstawie każdy może dokonać oceny ryzyka. Ukraińskie miasta żyją pełnią życia, niezależnie od zbrodniczych planów Rosji - dodaje.

"Ciągły terror"

Na trudną sytuację Ukraińców zwróciła też uwagę prof. Katarzyna Pisarska, działaczka społeczna, ekspertka ds. bezpieczeństwa międzynarodowego oraz profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Ona również podróżowała pociągiem specjalnym z Kijowa.

"Po trzech dniach na Ukrainie mogę tylko podkreślić, jak sytuacja dramatycznie się tam zmieniła od sierpnia. Alarmy przeciwdronowe i przeciwrakietowe pojawiają się w trybie ciągłym, dzień i noc - a Kijów cierpli na brak ochrony przeciwlotniczej. Na skutek rosyjskich nalotów zniknęło z okolic Kijowa większość magazynów wielkopowierzchniowych, a teraz głównym celem są stacje benzynowe i pociągi. Ciągły terror, który ma zniszczyć morale Ukraińców. A zima dopiero za pasem" - skomentowała w serwisie X.

To jest eskalacja wojny, która w coraz większym stopniu dotyczy bezpośrednio Polski. To dowód na to, że Polska powinna wspierać Ukrainę po to, żeby oddalać wojnę od własnego terytorium – tak natomiast poranny atak blisko granicy z Polską skomentował w rozmowie z money.pl Jakub Karnowski, prezes ukraińskiego KredoBanku z grupy PKO BP.

Wybrane dla Ciebie