"Ciągły terror". Mówi, co się teraz dzieje w Ukrainie

"Na skutek rosyjskich nalotów zniknęło z okolic Kijowa większość magazynów wielkopowierzchniowych, a teraz głównym celem są stacje benzynowe i pociągi. Ciągły terror, który ma zniszczyć morale Ukraińców. A zima dopiero za pasem" - napisała w niedzielę prof. Katarzyna Pisarska, działaczka społeczna i ekspertka ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

Prof. Katarzyna PisarskaProf. Katarzyna Pisarska
Źródło zdjęć: © East News | STACH ANTKOWIAK/REPORTER
Tomasz Sąsiada

Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował w niedzielę, że nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Jeden z nich uderzył w odległości jednego kilometra od granicy z Polską, drugi - w odległości 5 km. Dron - jak przekazała PAP rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka - uderzył m.in. w stację benzynową w miejscowości Jagodzin w pobliżu granicy z Polską. Wskutek ataku zapaliły się dwie ciężarówki. Z pierwszych informacji Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej wynikało, że dron spadł ok. 800 metrów od przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin.

Bezzałogowiec uderzył też w pociąg relacji Kijów-Warszawa. Według ukraińskich kolei państwowych (Ukrzaliznycia), cytowanych przez agencję Ukrinform, w ataku nikt nie ucierpiał. PKP Intercity podkreśliło, że atak miał miejsce na terytorium Ukrainy, przed przejęciem składu przez polskiego przewoźnika. Spółka podała, że pociągiem podróżuje 206 osób, a wśród pasażerów nie ma obywateli Polski. Pociąg został przyjęty przez PKP Intercity od kolei ukraińskich z opóźnieniem ok. 370 minut.

Mniej więcej w tym samym czasie do polskiej granicy zbliżał się inny, specjalny pociąg jadący z Kijowa. Według informacji tygodnika "Spiegel" jechał nim m.in. Günter Sautter, doradca ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa kanclerza Niemiec Friedricha Merza. "(Sautter - przyp. red.) w nocy z soboty na niedzielę podróżował pociągiem z Kijowa w kierunku Polski. Około piątej rano prywatnie wynajęty pociąg zatrzymał się niedaleko polskiej granicy; z powodu ataków dronów w regionie przygranicznym ewakuowano część pasażerów" - czytamy.


DLA CIEBIE
Wolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2 


Jak tłumaczy niemiecki tygodnik, Sautter prowadził w stolicy Ukrainy rozmowy z doradcami ds. bezpieczeństwa z Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch oraz z rządem prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na temat ewentualnych negocjacji pokojowych z Rosją. W sobotę odwiedził międzynarodową konferencję YES, poświęconą bezpieczeństwu.

Oprócz Sauttera, w pociągu znajdowali się doradcy ds. bezpieczeństwa innych rządów europejskich, posłowie do Bundestagu, dyplomaci i naukowcy. Również były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson po konferencji wracał do Polski tym pociągiem - podaje "Spiegel". "Wszyscy wyszli z tego z przerażeniem: wkrótce po tym, jak pociąg zatrzymał się z powodu alarmu związanego z dronami, a konduktorzy obudzili pasażerów w celu ewakuacji, ogłoszono odwołanie alarmu, ponieważ nie wykryto żadnych innych dronów" - relacjonuje niemiecki tygodnik.

"To wydarzyło się dzisiaj rano (atak drona na inny pociąg - przyp. red.), zaledwie chwilę po tym jak - z dużą delegacja europejską - wysiedliśmy w Dorohutsku z innego pociągu z Kijowa. Nasz pociąg już koło 5 rano czasu polskiego został zatrzymany w Kowlu na czasową ewakuację w obawie przed atakami" - napisała w serwisie X prof. Katarzyna Pisarska, działaczka społeczna, ekspertka ds. bezpieczeństwa międzynarodowego oraz profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

"Po trzech dniach na Ukrainie mogę tylko podkreślić, jak sytuacja dramatycznie się tam zmieniła od sierpnia. Alarmy przeciwdronowe i przeciwrakietowe pojawiają się w trybie ciągłym, dzień i noc - a Kijów cierpli na brak ochrony przeciwlotniczej. Na skutek rosyjskich nalotów zniknęło z okolic Kijowa większość magazynów wielkopowierzchniowych, a teraz głównym celem są stacje benzynowe i pociągi. Ciągły terror, który ma zniszczyć morale Ukraińców. A zima dopiero za pasem" - skomentowała.

"Putin liczy na kolejną brutalną"

- Putin liczy na kolejną brutalną zimę, która osłabi Ukrainę - mówił agencji Axios na początku września prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Podkreślił, jak ważne będzie utrzymanie zdolności obrony powietrznej i ochrony infrastruktury energetycznej przed kolejną falą rosyjskich ataków.

- Największe problemy są w dużych miastach. Całe osiedla po odcięciu prądu, wody czy gazu zmieniają się w lodowe pustynie. Skute lodem klatki schodowe, wyziębione mieszkania. Szpitale, które liczą na to, że nie zawiedzie zasilanie awaryjne. Wiele osób na zimę ucieka na wieś. Tam zawsze można uruchomić "kozę", piec, co przyjmie wszystko - stwierdził w niedzielnym materiale money.pl Piotr Kaszuwara, mieszkający na stałe w Ukrainie reporter PostPravda i korespondent TVP w Kijowie.

Jak dodał, to będzie dużo trudniejsza zima dla przetrwania państwa ukraińskiego, choć społeczeństwo jest znacznie lepiej przygotowane. - Wśród Ukraińców nie ma paniki. Już ostatnia zima była bardzo ciężka. Ludzie już wiedzą, z czym mogą mieć do czynienia. Wiedzą, jak się na to przygotować. Będzie ciężko, ale to Ukraińców nie złamie - ocenił.

Wybrane dla Ciebie