Katarzyna Pełczyńska odniosła się w serwisie X do najnowszych danych dotyczących europejskiego rynku nieruchomości. Jej zdaniem informacje te stanowią naukowe potwierdzenie zjawiska, na które zwracała uwagę już wcześniej. Jak podkreśla, polski rynek mieszkaniowy w niespotykanym w Europie stopniu oderwał się od siły nabywczej zwykłych obywateli. Zwraca przy tym uwagę na wyjątkowo niekorzystną relację przeciętnych zarobków do cen metra kwadratowego w naszym kraju.
"Relacja pensji do ceny metra kwadratowego jest u nas dramatyczna. 25 metrów na kredyt 30-letni przy racie równej jednej trzeciej średniej pensji to już nie mieszkanie. To wyrok. A wynajem kawalerki zabierający 33–66 proc. wynagrodzenia to ma być"rynek"? Nie, to drenowanie" – napisała w mediach społecznościowych.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
Podobnie krytycznie ocenia sytuację na rynku najmu. Sytuację, w której wynajęcie kawalerki pochłania od jednej trzeciej do nawet dwóch trzecich wynagrodzenia, określa mianem drenowania portfeli, a nie funkcjonowania normalnego rynku.
Pełczyńska łączy również kwestie stricte ekonomiczne z problemami demograficznymi państwa.
"Młode pokolenie zamiast zakładać rodziny, oszczędzać i konsumować, przez dekadę kombinuje, jak odłożyć wkład własny" – napisała na platformie X.
"Wskazuje, że spadek dzietności to nie tylko efekt zmian kulturowych, ale w dużej mierze wynik uwarunkowań finansowych. Jednocześnie przypomina o zablokowaniu rządowego programu kredytu zero procent oraz zapowiada kolejne kroki legislacyjne, w tym zbliżające się głosowania nad uregulowaniem działalności platform wynajmu krótkoterminowego. "Mieszkania powinny przede wszystkim służyć do mieszkania" – podsumowała Pełczyńska.
Skąd ten negatywny pogląd dotyczący polskiego rynku nieruchomości? Średnio zarabiający Europejczyk – według analizy badaczy z Politechniki Wiedeńskiej – ma zupełnie inne możliwości mieszkaniowe niż osoba o przeciętnych dochodach w Polsce. Wnioski są brutalne: w Polsce praktycznie nie da się kupić ani sfinansować kredytem lokalu większego niż 50 m kw. przy przeciętnej pensji.
W przypadku najmu sytuacja wygląda odrobinę lepiej – na obrzeżach niektórych regionów pojawiają się mieszkania lub domy, które da się utrzymać za średnie wynagrodzenie, choć nadal jest to wyjątek, a nie norma. Polska wypada tu wyraźnie gorzej niż większość Europy.
Dla porównania: w Niemczech przeciętna pensja pozwala bez większego problemu wynająć przestronne mieszkanie w niemal całym kraju, z wyłączeniem kilku największych metropolii.
Milion złotych nie gwarantuje luksusu
Wypowiedź ta wpisuje się w szerszą dyskusję wywołaną niedawnymi raportami rynkowymi. Z opublikowanych w ostatnich dniach analiz pokazujących, ile metrów kwadratowych można obecnie kupić za milion złotych, wyłania się obraz ogromnych dysproporcji cenowych w Polsce. Raporty te wywołały ożywioną dyskusję w mediach społecznościowych na temat dostępności lokali i kierunku, w jakim zmierza polityka mieszkaniowa.
W odpowiedzi na narastający problem, w debacie publicznej pojawiają się nowe, niekiedy nieszablonowe propozycje rozwiązań. Głos w dyskusji zabrał między innymi Marcin Piątkowski, profesor Akademii Leona Koźmińskiego i były główny ekonomista Banku Światowego.
"Ja proponuję Centralny Okręg Mieszkaniowy (COM) i wybudowanie miliona nowych mieszkań w pięknych, nowoczesnych, ekologicznych, dobrze skomunikowanych, prorodzinnych miejscowościach, oferujących pracę w wysokowydajnych sektorach gospodarki na miejscu, bez konieczności dojeżdżania gdziekolwiek, po gwarantowanej cenie niższej niż 10 tys. zł za metr." – napisał ekonomista.
Według założeń ekonomisty, projekt miałby opierać się na ścisłym partnerstwie publiczno-prywatnym. Mechanizm zakładałby wykupienie przez państwo gruntów wzdłuż głównych autostrad, na przykład na trasach między Łodzią a Warszawą czy Katowicami a Krakowem. Państwo dostarczałoby niezbędną infrastrukturę drogową i kolejową oraz określało jasne wytyczne dotyczące zabudowy. Następnie tereny te byłyby sprzedawane na aukcjach wyłącznie wiarygodnym, polskim deweloperom.
Kluczowym elementem tej propozycji jest zagwarantowanie ceny końcowej dla nabywcy na poziomie poniżej dziesięciu tysięcy złotych za metr kwadratowy. Piątkowski argumentuje, że pomysł może wydawać się obecnie niemożliwy do zrealizowania. "Czy to jest niemożliwe? Jak tak samo niemożliwe jak kiedyś 500+ ("nie ma pieniędzy i nie będzie"), potem CPK ("mamy już lotnisko w Berlinie"), a teraz atom ("nas na to nie stać")" – napisał.