O sytuacji na granicy i skutkach najnowszych ostrzałów opowiedział w niedzielnej rozmowie Jakub Karnowski, prezes działającego w Ukrainie KredoBanku, banku z grupy PKO BP, który na co dzień mieszka i pracuje w Ukrainie. Menedżer odniósł się bezpośrednio do ostatnich wydarzeń, których sam był bliskim świadkiem.
– Tak się składa, że przekraczałem granicę dzisiaj o 5.00 rano. Stałem na niej trzy godziny. Zamknięto ją dosłownie kilka minut przed moim przejazdem. Jechałem przez Krakowiec-Korczową, czyli na południe od Dorohuska, gdzie zaatakowano przejście – relacjonuje Jakub Karnowski w rozmowie z money.pl.
Jak podkreśla prezes KredoBanku, uderzenia w infrastrukturę cywilną i przemysłową tuż przy polskiej granicy to wyraźny sygnał zmiany dynamiki konfliktu.
Wczoraj z kolei trafiono w zakłady Cersanitu. To jest eskalacja wojny, która w coraz większym stopniu dotyczy bezpośrednio Polski. To dowód na to, że Polska powinna wspierać Ukrainę po to, żeby oddalać wojnę od własnego terytorium – ocenia menedżer.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
Biznes w cieniu wojny
Zapytany money.pl o to, jak na coraz częstsze ataki reagują mieszkańcy terenów przygranicznych i czy w społeczeństwie dominuje strach, Jakub Karnowski wskazuje na niezwykłą odporność ukraińskiego społeczeństwa oraz konieczność utrzymania ciągłości gospodarczej.
– Wojna ma różne fazy. Mogę powiedzieć o tym, co dzieje się po stronie ukraińskiej, bo tam mieszkam. Paradoks obecnego etapu polega na tym, że nastąpiło absolutne przyzwyczajenie się do zaistniałej sytuacji. Na marginesie dodam, że czasami dziwi to niektórych, nierozumiejących sytuacji Polaków, że Ukraińcy starają się żyć normalnie, chodzą do kawiarni – tłumaczy prezes KredoBanku.
Zapewnił też, że bank na bieżąco stara się wspierać Ukraińców. – 10 września w czwartek Kredobank zorganizował spotkanie z jednym z największych polskich przedsiębiorców inwestujących także poza Polską, Arkadiuszem Musiem, właścicielem Press Glass. Pan Muś przyjechał do Lwowa na spotkanie z klientami Kredobanku, przesunięciami z Zachodniej Ukrainy – wskazał.
– Rozmawialiśmy o prowadzeniu biznesu w tych trudnych warunkach, współpracy ukraińsko-polskiej i przyszłej odbudowie. Przyjechał mimo obaw związanych z obecną sytuacją. Krótko mówiąc, biznes musi działać także po to, żeby było bezpieczniej – podsumował.
Wsparcie dla firm to priorytet
Mimo trwającego konfliktu i bezpośredniego zagrożenia, lokalna gospodarka nie może się zatrzymać, co wymaga wsparcia ze strony instytucji finansowych.
– Nie da się nie żyć normalnie, biznes musi pracować. My ten biznes, jako bank z polskim kapitałem, wspieramy. Nastąpiło przystosowanie się do życia w takich warunkach, mimo że ataki są coraz częstsze, a zagrożenie rośnie – dodaje Karnowski.
Na koniec rozmówca money.pl zwrócił uwagę na różnicę w percepcji zagrożenia po obu stronach granicy.
– To silnie kontrastuje z odczuciami ludzi żyjących w pokoju po stronie polskiej. To, co odczuwa się po stronie polskiej, to właśnie takie przybliżenie wojny do siebie – podsumowuje Jakub Karnowski.
Ukraińcy "żyją jak co dzień"
Sprawdziliśmy też nastroje po ukraińskiej stronie granicy. Właścicielka jednego z obiektów noclegowych położonych w miejscowości Starowojtowe (obwód wołyński), położonej dosłownie kilkaset metrów od przejścia granicznego, zapewniła, że ataki Rosji nie złamały ukraińskiego ducha.
– Żyjemy normalnie, żyje nam się tu dobrze. To, co wydarzyło się rano, dzieje się u nas lub blisko nas każdego dnia. Rosjanie ciągle nas atakują – mówi. – Rakiety latają nam nad głowami, a my pracujemy i będziemy pracować. Ataki Rosji niczego nie zmienią, a jeśli chce pan poznać prawdę, proszę przyjechać, sam pan zobaczy – dodała. – Ci, którzy źle życzą Ukrainie, również w Polsce, niczego swoimi ciągłymi atakami na nas nie osiągną – dodała.