Główny Urząd Statystyczny podsumował dane dotyczące produktu krajowego brutto w polskich regionach za 2024 r. Wynika z nich jasno, że aglomeracja warszawska pozostaje niekwestionowanym liderem gospodarczym kraju. Jak podaje "Rzeczpospolita", poziom wytwórczości przeciętnego mieszkańca stolicy i okolic przekroczył w minionym roku barierę 200 proc. średniej krajowej. Choć Warszawa wciąż rośnie szybciej niż ogólnopolski wskaźnik, to najciekawsze zjawiska zachodzą na drugim końcu zestawienia.
Okazuje się bowiem, że w ujęciu względnym to mieszkańcy najmniej zamożnych województw bogacą się obecnie najszybciej. Jak wskazaliśmy w analizie kondycji polskiej gospodarki, kluczowym motorem napędowym stają się inwestycje regionalne. Liderami dynamiki wzrostu w 2024 r. okazały się regiony: lubelskie, świętokrzyskie oraz podkarpackie, które znacząco wyprzedziły średnie tempo rozwoju dla całego kraju.
Zacieranie historycznych podziałów
Obecne dane to kontynuacja wieloletniego trendu, który powoli zasypuje przepaść między tak zwaną Polską A i Polską B. Dziennik przypomina, że jeszcze pięć lat temu wskaźnik dla centralnego regionu mazowieckiego zbliżał się do 220 proc. średniej krajowej, podczas gdy dziś dysproporcja ta jest wyraźnie mniejsza. Z kolei województwo lubelskie, historycznie zamykające stawkę, zdołało w 2024 r. przebić psychologiczną barierę i awansować powyżej poziomu 70 proc. krajowego PKB na mieszkańca.
Eksperci cytowani przez gazetę wskazują, że za sukcesem uboższych regionów stoi kilka czynników. Z jednej strony jest to wciąż niższy koszt pracy, który przyciąga inwestorów na Podkarpacie czy Warmię i Mazury. Z drugiej – rozwój ośrodków akademickich na wschodzie kraju i rosnąca rola lokalnej przedsiębiorczości. Jednocześnie maleje znaczenie handlu przygranicznego, co jest efektem wyrównywania się cen między Polską a państwami sąsiednimi.
Ostrzeżenie przed sztuczną decentralizacją
Mimo widocznego zmniejszania się dystansu, analitycy przestrzegają przed ręcznym sterowaniem gospodarką. Zwracają uwagę, że dominacja stolicy nie jest ewenementem na skalę europejską, a próby jej odgórnego osłabiania mogłyby przynieść więcej szkody niż pożytku.
– Polityka rozwijania regionów – w tym przypadku biedniejszych kosztem bogatszych – może zmniejszyć dysproporcje pomiędzy regionami, ale obniży też tempo rozwoju całej gospodarki – mówi na łamach "Rzeczpospolitej" Bartłomiej Jabrzyk, analityk Forum Obywatelskiego Rozwoju. Jak zauważono w raporcie o sytuacji na rynku pracy, zadaniem centralnych urzędów nie jest sztuczne generowanie miejsc pracy na prowincji, lecz sprawne zarządzanie państwem.
Z kolei analitycy Instytutu Sobieskiego, na których powołuje się dziennik, zauważają, że choć Polska pozostaje krajem o stosunkowo równomiernym rozmieszczeniu ośrodków miejskich, to kapitał ludzki i możliwości wytwórcze nieuchronnie koncentrują się w kilku największych metropoliach. Jest to naturalny efekt wewnętrznych procesów migracyjnych, które silnie wpływają na bezrobocie i sytuację demograficzną w kraju.
Polskie regiony silniejsze niż całe państwa.
Najbardziej obrazowe są jednak zestawienia potencjału polskich województw z gospodarkami innych państw, które przygotowała "Rzeczpospolita". Pokazują one skalę rozwoju naszego kraju w ostatnich latach. Okazuje się, że wartość gospodarki niewielkiego województwa podlaskiego jest obecnie wyższa niż PKB ponad dwudziestomilionowego Czadu. Z kolei województwo opolskie generuje więcej bogactwa niż cała Macedonia Północna.
Jeszcze silniej dysproporcje te widać w przypadku największych polskich regionów. Gospodarka całego województwa mazowieckiego dorównuje potędze gospodarczej Węgier i wyprzedza Ukrainę. Sama aglomeracja warszawska, gdyby była niepodległym państwem, stanowiłaby 17. największą siłę gospodarczą Unii Europejskiej, wyprzedzając między innymi Słowację czy Bułgarię.
Równie interesująco wypadają porównania zamożności obywateli. PKB na mieszkańca w najbiedniejszych polskich województwach – lubelskim i warmińsko-mazurskim – jest obecnie wyższe niż średnia dla całej Rosji czy Turcji. Z kolei mieszkaniec aglomeracji warszawskiej, pod względem statystycznego bogactwa, plasuje się już wyżej niż przeciętny Francuz, powoli zbliżając się do poziomu notowanego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.