Prezydent Chile potępia atak USA na Wenezuelę. Apel o dialog
Prezydent Chile Gabriel Boric potępił działania militarne Stanów Zjednoczonych w Wenezueli, wzywając do pokojowego rozwiązania kryzysu. Według chilijskiego przywódcy, sytuacja w Caracas powinna zostać rozwiązana na drodze dialogu, a nie poprzez zagraniczną interwencję zbrojną.
Rząd Chile oficjalnie wyraził głębokie zaniepokojenie eskalacją konfliktu w regionie. Prezydent Gabriel Boric, za pośrednictwem mediów społecznościowych, przekazał stanowcze stanowisko swojego gabinetu wobec operacji wojskowej prowadzonej przez Waszyngton.
Jako rząd Chile wyrażamy nasze zaniepokojenie i potępiamy działania militarne Stanów Zjednoczonych, które toczą się w Wenezueli, i wzywamy do poszukiwania pokojowego wyjścia z poważnego kryzysu dotykającego ten kraj – napisał Boric w serwisie X.
Chilijski przywódca podkreślił, że jego kraj niezmiennie opowiada się za przestrzeganiem fundamentalnych zasad prawa międzynarodowego. Wśród nich wymienił przede wszystkim zakaz stosowania siły, zasadę nieinterwencji w wewnętrzne sprawy innych państw, pokojowe rozstrzyganie sporów oraz poszanowanie integralności terytorialnej. W ocenie Borica, kryzys wenezuelski nie może zostać rozwiązany poprzez przemoc czy zagraniczną ingerencję, lecz wymaga wsparcia ze strony instytucji multilateralnych.
Dramatyczny przebieg operacji w Caracas
Reakcja Chile jest odpowiedzią na gwałtowne wydarzenia, do których doszło w nocy z piątku na sobotę. Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych przeprowadziły wówczas operację, w wyniku której schwytany został Nicolas Maduro. Dotychczasowy prezydent Wenezueli wraz z małżonką zostali wywiezieni z kraju, co wywołało wstrząs na arenie międzynarodowej. Choć przedstawiciele administracji USA, w tym zastępca sekretarza stanu Christopher Landau, ogłosili "nowy świt dla Wenezueli" i koniec tyranii, strona wenezuelska alarmuje o braku informacji o losie zatrzymanych.
Wiceprezydentka Wenezueli, Delcy Rodriguez, wystąpiła w państwowej telewizji z żądaniem przedstawienia dowodów na to, że Maduro i jego żona żyją. Sytuacja w samym Caracas pozostaje napięta, a działania USA są uzasadniane przez Biały Dom koniecznością walki z "terroryzmem narkotykowym". Przypomnijmy, że napięcie między Waszyngtonem a Caracas rosło od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa, który oskarżał reżim Maduro o współudział w przemycie narkotyków do Stanów Zjednoczonych.
Amerykańska administracja w ostatnich tygodniach zintensyfikowała presję, ogłaszając blokadę tankowców zawijających do wenezuelskich portów oraz uznając rząd Maduro za zagraniczną organizację terrorystyczną. Donald Trump w serwisie Truth Social argumentował, że Wenezuela jest "okrążona przez największą armadę w historii Ameryki Południowej", a operacja ma na celu odzyskanie aktywów, które w jego opinii zostały skradzione Stanom Zjednoczonym.
Kontrowersje wokół prawa międzynarodowego
Interwencja zbrojna USA budzi jednak poważne wątpliwości natury prawnej. Eksperci wskazują na niebezpieczny precedens, który może prowadzić do erozji Karty Narodów Zjednoczonych. Dr Mateusz Piątkowski z Uniwersytetu Łódzkiego zauważa, że argumentacja Waszyngtonu oparta na walce z handlem narkotykami jest niewystarczająca do podjęcia otwartych działań wojennych. Według eksperta, nawet jeśli państwo sprawuje kontrolę nad kartelami, nie daje to podstaw do bombardowań lotniczych czy operacji zbrojnych na terytorium suwerennego kraju.
– Działania Stanów Zjednoczonych to niestety kolejny przykład ambiwalentnej postawy państw względem najistotniejszych zasad prawa międzynarodowego – ocenia dr Piątkowski. Zwraca on również uwagę, że zmiana władzy pod pretekstem operacji antynarkotykowej stoi w sprzeczności z zasadą, iż prawo międzynarodowe nie narzuca państwom konkretnego ustroju politycznego. Sytuacja ta stwarza ryzyko, że inne mocarstwa, takie jak Rosja czy Chiny, mogą uznać dostawy sprzętu wojskowego dla Wenezueli za w pełni legalne wsparcie dla ofiary napaści zbrojnej.
Głos Chile nie jest jedynym krytycznym sygnałem płynącym ze społeczności międzynarodowej. Ostre stanowisko zajęli również przedstawiciele Turcji. Cemil Ertem, doradca prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, nazwał działania USA "imperialnym bandytyzmem" i zadeklarował wsparcie dla narodu wenezuelskiego oraz prezydenta Maduro. Choć wpis ten został później usunięty z mediów społecznościowych, pokazuje on głębokie podziały w ocenie amerykańskiej interwencji.
Obecnie uwaga świata skupiona jest na tym, jak zareagują pozostałe państwa regionu oraz czy zapowiadany przez USA "nowy świt" doprowadzi do stabilizacji, czy też pogrąży Wenezuelę w jeszcze głębszym chaosie. Na ten moment kluczowe pozostaje pytanie o miejsce pobytu Nicolasa Maduro oraz reakcję instytucji międzynarodowych na tak radykalne złamanie dotychczasowego status quo w Ameryce Łacińskiej.