Przyszłość pośrednictwa finansowego: sześć zmian, które przedefiniują branżę

Branża pośrednictwa finansowego w Europie wchodzi w dekadę, która zmieni więcej niż jakakolwiek poprzednia. Nie dlatego, że pojawiają się nowe produkty - te zmieniały się zawsze. Zmienia się coś głębszego: to, kim jest klient, czego od nas oczekuje i jaką rolę w jego decyzji powinien odgrywać człowiek, a jaką technologia. Patrząc z perspektywy mojego doświadczenia w branży i tysiącach decyzji, które oglądałem z bliska, widzę sześć zmian, które będą decydować o tym, kto na tym rynku wygra, a kto zostanie w tyle.

Źródło zdjęć: © Adobe Stock

1. Technologia przejmuje mechanikę, nie odpowiedzialność za decyzję

Narzędzia cyfrowe – takie jak porównywarki ofert, automatyczny scoring kredytowy czy analiza dokumentów oparta na sztucznej inteligencji – zrewolucjonizowały dostęp do informacji i przyspieszyły procedury. Tak samo jak pojawienie się e-hipoteki czyli możliwości zdalnego zawnioskowania o kredyt hipoteczny w aplikacji banku.

Problem zaczyna się tam, gdzie technologię traktuje się jako substytut osądu. Algorytm bez trudu wskaże najniższe RRSO (Rzeczywistą Roczną Stopę Oprocentowania) na rynku. Nie oceni jednak, czy dany kredyt hipoteczny jest odpowiedni dla kogoś, kto za dwa lata planuje zmianę ścieżki zawodowej, zakłada rodzinę, a wybrana przez niego nieruchomość jest traktowana przez część banków jako podwyższone ryzyko. Te rzeczy wymagają kontekstu, doświadczenia i rozmowy - nie da się ich sprowadzić do parametru w formularzu.

Do tego dochodzi kwestia, o której rzadziej się mówi - mechaniczne odpowiedzi bywają po prostu błędne. Żadne narzędzie, nawet najlepiej wytrenowane, nie działa ze stuprocentową dokładnością i nic nie wskazuje, że to się szybko zmieni. Skuteczność modelu na poziomie 80% uznalibyśmy dziś za świetny wynik i słusznie. Ale ta sama liczba z drugiej strony znaczy, że jedna na pięć automatycznie wygenerowanych ocen jest nietrafna. Przy decyzji finansowej liczonej w setkach tysięcy złotych i rozłożonej na trzydzieści lat to nie jest margines błędu, który można zignorować - to konkretne ryzyko, które w najgorszych wypadkach może bardzo negatywnie wpłynąć na czyjeś życie.

Granica między tym, co można zautomatyzować, a tym, co wymaga osądu, jest dziś dość ostra i łatwo ją wskazać. Scoring kredytowy, kompletowanie dokumentów, monitorowanie zmian w ofertach banków czy pilnowanie terminów - to zadania o jasnych, powtarzalnych regułach, które technologia wykonuje szybciej i bez błędu. Ocena, czy konkretny produkt pasuje do niestandardowej sytuacji danego człowieka, wymaga natomiast łączenia informacji, które nigdy nie trafią do jednego formularza - bo dotyczą planów zawodowych, sytuacji rodzinnej czy tolerancji na ryzyko, których klient sam czasem nie umie nazwać, dopóki nie zostanie o to zapytany.

Organizacja, która to zrozumie, będzie budować rozwiązania, w których technologia odciąża eksperta od biurokracji, a nie zastępuje go w ocenie sytuacji klienta. Ci, którzy spróbują zautomatyzować samą decyzję, prędzej czy później natrafią na jej granice - zwykle kosztem klienta, który źle wybrał.

2. Koniec ery przewagi budowanej na niedoinformowaniu klienta

Przez lata część rynku finansowego budowała swoją pozycję na asymetrii informacji - pośrednik wiedział więcej niż klient i tę przewagę komercyjnie wykorzystywał. Regulacje dotyczące kredytów konsumenckich i hipotecznych, powszechny dostęp do porównywarek i rosnąca świadomość konsumencka definitywnie kończą tę erę.

Dzisiejszy klient nie pyta już tylko "jaka jest najniższa rata". Pyta, kiedy warto nadpłacić kredyt, a kiedy refinansować. Chce zrozumieć, czy potrzebuje ubezpieczenia na życie, czy wystarczy mu polisa zdrowotna. Oczekuje partnera, który patrzy na całość jego sytuacji finansowej, a nie tylko na produkt, który ma mu sprzedać w danym momencie.

Ten model przewagi opartej na niedoinformowaniu klienta był zresztą krótkowzroczny nawet z czysto biznesowego punktu widzenia - opierał się na pojedynczej transakcji, nie na relacji. Ekspert, który dawkował informacje, mógł sprzedać jeden produkt, ale rzadko widział tego klienta drugi raz, bo klient - gdy w końcu zrozumiał, na czym polegała różnica w warunkach - nie wracał i nie polecał. Rynek, na którym informacja jest dziś darmowa i dostępna w dwóch kliknięciach, eliminuje ten model niezależnie od tego, czy ekspert finansowy sam zdecyduje się go zmienić.

To przesunięcie wygra ten, kto zbuduje swoją wiarygodność na pełnej przejrzystości - jasnym wskazaniu, co i dlaczego rekomenduje, ile to kosztuje i jakie są alternatywy. Era dawkowania informacji się kończy, zaczyna się era zaufania budowanego na fundamencie transparentności oraz doświadczenia i wiedzy.

3. Rynek staje się obiektywnie bardziej skomplikowany

To nie jest tylko subiektywne wrażenie. Wahania stóp procentowych, dynamicznie zmieniające się programy wsparcia (jak kolejne odsłony programów na pierwsze mieszkanie), reformy podatkowe, nowe produkty ubezpieczeniowe i rosnąca liczba klientów o niestandardowym profilu dochodowym - działalność gospodarcza, ryczałt, dochody wielowalutowe - sprawiają, że decyzje finansowe są dziś trudniejsze do podjęcia niż dekadę temu, mimo że narzędzi do ich podjęcia mamy więcej.

Paradoksalnie, to właśnie rosnąca złożoność rynku tworzy przestrzeń dla wąskiej specjalizacji. Ekspert, który sam próbuje kompleksowo obsłużyć klienta, oferując mu kredyty, ubezpieczenia, leasing i inwestycje na poziomie ogólnym, nie da mu tego, czego ten klient dziś potrzebuje. Wygrywają firmy, które budują głęboką, stale aktualizowaną wiedzę wewnątrz organizacji i potrafią ją sprawnie udostępnić klientowi przez sieć specjalistów — tak, by klient miał jednego opiekuna prowadzącego całą relację, ale w każdym wąskim temacie mógł skorzystać z wiedzy kogoś, kto się w nim faktycznie specjalizuje. Przeciwieństwem tego modelu jest płytkie wsparcie "od wszystkiego", które na pierwszy rzut oka wygląda na kompleksowe, a w praktyce nie sięga głębiej niż ogólna orientacja w temacie.

Widać to wyraźnie choćby na przykładzie klientów z dochodem nietypowym - przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem czy osób pracujących zdalnie dla zagranicznych firm. Każdy bank inaczej liczy ich zdolność kredytową: jeden uśrednia dochód z dwóch lat, drugi wymaga dłuższej historii, trzeci wyklucza określone branże z automatu. Ekspert bez aktualnej, szczegółowej znajomości tych różnic między instytucjami skieruje takiego klienta do banku, który go odrzuci, tracąc czas i być może pieniądze, co dla osoby kupującej mieszkanie jest kluczowe. Ta wiedza nie jest jednorazowa - wymaga bieżącego śledzenia zmian polityk kredytowych, co samo w sobie staje się odrębną kompetencją.

© Adobe Stock

4. Zmienia się pokolenie, które podejmuje te decyzje

Millenialsi i pokolenie Z stają się głównymi nabywcami kredytów hipotecznych i głównymi decydentami w sprawach finansowych swoich rodzin. To pokolenie ma inne nawyki niż ich rodzice: przed jakimkolwiek kontaktem z ekspertem przeprowadza własny, często bardzo dokładny research online. Oczekuje cyfrowego pierwszego kontaktu, możliwości sprawdzenia statusu wniosku z telefonu, komunikacji bez zbędnego formalizmu.

Jednocześnie - i to jest ważne - to pokolenie wcale nie chce podejmować finalnej decyzji wyłącznie z algorytmem. Badania konsumenckie konsekwentnie pokazują, że nawet najbardziej "digital-native" klienci, gdy decyzja dotyczy dużych pieniędzy na wiele lat, szukają rozmowy z człowiekiem, któremu mogą zadać pytanie i usłyszeć odpowiedź dopasowaną do ich sytuacji. Zmienia się kanał pierwszego kontaktu. Nie zmienia się potrzeba ludzkiego potwierdzenia przy ostatecznym wyborze.

Ta zmiana ma też konkretne, praktyczne konsekwencje dla sposobu pracy z klientem. Młodszy klient zazwyczaj przychodzi na pierwszą rozmowę już z podstawową wiedzą, zazwyczaj znalezioną w internecie - czasem trafną, czasem nie (trochę jak pacjent do lekarza) - i oczekuje, że ekspert nie zacznie tłumaczenia od podstaw, ale odniesie się merytorycznie do tego, co klient już wie. To wymaga innego stylu rozmowy niż dekadę temu: mniej edukacji od zera, więcej weryfikacji i korekty. Jednocześnie ten klient rzadziej akceptuje sztywne godziny pracy placówki czy konieczność osobistej wizyty dla każdej formalności - oczekuje, że proces dopasuje się do jego harmonogramu, nie odwrotnie.

5. Decyzje finansowe przestają być jednorazowe

Kiedyś typowa ścieżka klienta wyglądała liniowo - kredyt hipoteczny raz na życie, jedna kariera, jedno miasto. Nawet umowa na telefon komórkowy była traktowana jak coś, co zawiera się "na zawsze". Dziś ludzie zmieniają pracę, model dochodu i miejsce zamieszkania znacznie częściej niż jeszcze piętnaście lat temu. Rośnie liczba osób przechodzących z etatu na działalność gospodarczą, a także łączących kilka źródeł dochodu, czy pracujących zdalnie dla zagranicznych pracodawców.

To oznacza, że sytuacja finansowa klienta nie jest już stanem ustalonym raz na dekady, ale czymś, co trzeba okresowo przeglądać i dostosowywać - refinansowanie, zmiana ubezpieczenia, nowe finansowanie pod zmieniający się biznes. Branża, która myśli w modelu jednorazowej transakcji, traci kontakt z klientem w momencie, gdy jego potrzeby zaczynają ewoluować. Wygrywają ci, którzy budują relację rozciągniętą na lata, nie na jedno podpisanie umowy.

To przesunięcie zmienia również ekonomię samej branży. Model biznesowy oparty wyłącznie na pierwszej transakcji wymusza nieustanne poszukiwanie nowych klientów, bo z każdym domknięciem relacja się kończy. Model oparty na towarzyszeniu klientowi przez kolejne etapy - zakończenie okresu stałego oprocentowania, zmiana sytuacji rodzinnej, rozwój firmy - pozwala budować portfel relacji, które generują kontakt bez kosztu nowej akwizycji. To różnica nie tylko wizerunkowa, ale operacyjna: wymaga systemów, które pamiętają o kliencie między transakcjami i potrafią się odezwać w odpowiednim momencie, zamiast czekać, aż klient sam wróci, jeśli w ogóle pamięta, do kogo.

6. Więcej informacji nie oznacza mniejszego niepokoju

To jest może najmniej oczywista, a najbardziej interesująca zmiana - natury psychologicznej, nie technologicznej. Intuicja podsuwa, że im więcej danych i porównań ma klient do dyspozycji, tym łatwiej powinno mu być podjąć decyzję. W praktyce dzieje się odwrotnie. Nadmiar ofert, parametrów i opinii prowadzi do efektu znanego w psychologii jako paradoks wyboru - zamiast ułatwiać decyzję, przeciążenie informacyjne zwiększa niepewność i odkłada moment podjęcia decyzji w czasie.

Klient, który samodzielnie przegląda kilkadziesiąt ofert kredytowych, często kończy bardziej zdezorientowany niż na początku. To, czego potrzebuje, to nie więcej danych, ale ktoś, kto pomoże mu te dane zawęzić - wskazać trzy realne opcje z trzydziestu możliwych i jasno wyjaśnić, czym się różnią. Rola eksperta finansowego przesuwa się więc od "dostarczania informacji" - bo tych jest dziś więcej niż klient potrafi przetworzyć - do kurowania i tłumaczenia tej informacji w kontekście konkretnej osoby.

Praktyczny wniosek z tego mechanizmu jest dość konkretny: dobra rozmowa z ekspertem finansowym nie powinna kończyć się listą piętnastu ofert do "przemyślenia w domu". Taka lista, choć wygląda jak rzetelna praca, w rzeczywistości przenosi cały paradoks wyboru z powrotem na klienta i nie rozwiązuje niczego. Skuteczniejszym podejściem jest aktywne zawężanie zestawu - przejście od pełnej listy dostępnych ofert do dwóch lub trzech realnych kandydatów, z jasnym wskazaniem, dlaczego pozostałe odpadły. To wymaga od eksperta gotowości do wzięcia odpowiedzialności za rekomendację, a nie tylko za udostępnienie danych.

Co z tego wynika

Te sześć zmian - technologiczna, regulacyjna, rynkowa, pokoleniowa, behawioralna i psychologiczna - prowadzą do jednego wniosku: rola pośrednika finansowego nie zanika, tylko się redefiniuje. Mechaniczna część pracy - liczenie, porównywanie, wypełnianie formularzy - przechodzi do technologii. Wartość, za którą klient jest gotów płacić i wracać, koncentruje się tam, gdzie potrzebny jest osąd, kontekst i zaufanie.

W Credipass obserwujemy te zmiany nie z dystansu, tylko z bardzo bliskiej, codziennej praktyki - i to one kierują decyzjami o tym, jak budujemy zespoły ekspertów, jakie inwestycje technologiczne traktujemy priorytetowo i jak definiujemy relację z klientem.

Co to oznacza w praktyce? Inwestujemy w monitoring ofert bankowych w czasie rzeczywistym i automatyzację obiegu dokumentów - nie po to, by zastąpić eksperta, ale by uwolnić mu czas, który wcześniej szedł na biurokrację, tak, aby mógł przeznaczyć go na rozmowę z klientem o jego konkretnej sytuacji. Budujemy zespoły wyspecjalizowane w wąskich obszarach - finansowanie firm, kredyty dla dochodów nietypowych, leasing - zamiast oferować jednego eksperta "od wszystkiego". Traktujemy każdą zamkniętą transakcję jako początek relacji, nie jej koniec - wracamy do klienta przy zmianie sytuacji rynkowej, a nie czekamy, aż on sam się zgłosi. Nasi eksperci są przygotowani do rozmowy z klientem, który przychodzi już z własnym researchem i potrafią rozmowę zacząć od weryfikacji tego, co klient już wie, aby ostatecznie dojść do momentu analizy dwóch czy trzech ofert, z konkretnym uzasadnieniem każdej opcji. Warto tutaj dodać, że nasza realna przewaga, czyli absolutna niezależność, wynikająca ze struktury właścicielskiej (brak banku czy firmy ubezpieczeniowej lub innej instytucji finansowej wśród udziałowców) sprawia, że nie mamy produktu, który musimy "wcisnąć", a klient zawsze wie, dlaczego rekomendujemy konkretne rozwiązanie i ile faktycznie kosztuje.

Podsumowując, cały ten proces jest prostszy niż mogłoby się wydawać – w ostateczności chodzi o bliskość. O to, by klient nie czuł się zostawiony sam z decyzją ani z formularzem, ani z listą ofert, ale miał poczucie, że ktoś naprawdę idzie z nim przez ten proces - od pierwszego pytania do ostatniego podpisu i dalej. To nie jest tylko nasza filozofia działania w Credipass. To, jak sądzę, kierunek, w którym zmierza cała branża - i ci, którzy go zignorują, będą musieli go gonić.

Fot. Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass Polska © materiały partnera

Autor: Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass Polska

Materiał sponsorowany przez Credipass Polska
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl