Nowy dekret Putina sieje strach. Krezusi już odpowiedzieli

Miliarder i założyciel Lukoilu Wagit Alekperow zapewnił, że koncern, którego wciąż jest udziałowcem, w ciągu trzech tygodni jest w stanie naprawiać swoje rafinerie, uszkodzone w wyniku ukraińskich ataków. – To reakcja na dekret. Putin sieje strach – mówi money.pl prof. Władimir Ponomariow.

Dekret PutinaNowy dekret Putina dekret umożliwia przejęcie kontroli nad koncernami
Źródło zdjęć: © GETTY | Andrew Holt, Contributor
Przemysław Ciszak

Założyciel i były wieloletni prezes Łukoilu, nadal jeden z najważniejszych akcjonariuszy koncernu Wagit w niedzielnym wywiadzie dla "Wiesti" przekonywał, że uruchomienie rafinerii po ukraińskich atakach dronowych jest możliwe w parę tygodni. To reakcja na podpisany przez Władimira Putina w końcu sierpnia dekret, który umożliwia przejęcie kontroli nad koncernami, które nie są w stanie same ochronić się przed atakami dronowymi albo nie przywrócą w krótkim czasie ich działania.

– Podejmujemy wszelkie niezbędne środki w celu zapewnienia funkcjonowania rafinerii. Nie zawsze jest to osiągane szybko, ale dwa do trzech tygodni wystarczą nam, abyśmy mogli przywrócić wszystko – zapewnił Alekperow cytowany przez RIA Novosti.

Oligarcha przez blisko 30 lat był twarzą koncernu, ale formalnie opuścił kierownictwo spółki w 2022 r. Dziś za bieżące zarządzanie Lukoilem odpowiada Siergiej Koczkurow, jednak podobnie jak inni szefowie rosyjskich gigantów od ogłoszenia tzw. ukazu 604 nabrał wody w usta.


DLA CIEBIE
Największe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6 


Putin sieje strach. W każdym stadzie zawsze musi znaleźć się ten najbardziej odważny albo ten najbardziej posłuszny. Alekperow jest bezradny wobec reżimu, jest miliarderem, ale nie może z tym majątkiem uciec. Poza tym jest ważnym udziałowcem Lukoilu, ale nie pełni już roli prezesa. Pozostali menedżerowie więc albo z nim uzgodnili, że będzie mówił w ich imieniu i biorąc na siebie tę rolę lidera, a reszta stada będzie bardziej kryć się w jego cieniu, albo jest zbyt słaby i powolny rozkazom z góry, że wzmacnia przekaz z Kremla

 – ocenia w rozmowie z money.pl prof. Władimir Ponomariow, rosyjski opozycjonista, ekspert Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego i były generał służby państwowej Federacji Rosyjskiej. 

Choć formalnie ukaz 604 nie jest decyzją o nacjonalizacji, wprowadza możliwość ustanowienia tymczasowego zarządu państwowego (Federalnej Agencji Zarządzania Majątkiem) nad majątkiem firm, jeżeli władze uznają np., że przedsiębiorstwo niezbyt wolno odtworzyło działalność po uszkodzeniu.

Jak informował pierwszy wicepremier Federacji Rosyjskiej Denis Manturow, władze już wytypowały listę firm. Ma być ich w sumie 167. Dekret obejmuje zarówno sektor paliwowo-energetyczny, jak i przemysł, transport, logistykę, łączność, energetykę atomową. Jednak nie jest tajemnicą, że to głównie rafinerie, składy paliwowe i naftoporty należące do koncernów energetycznych pozostają głównymi celami ukraińskich dronów pogłębiających kryzys paliwowy w Rosji.

Narzędzie presji. "Oni się wszyscy boją"

Menedżerowie największych koncernów w Rosji, gdy zabierają głos, to jedynie zgodnie z linią Kremla. Prezes rosyjskiego Gazpromu Aleksiej Miller uspokajał, że rosyjskie magazyny gazu są prawie pełne i zabezpieczają Rosję i jej partnerów na zimę, Europę zaś straszył mrozami. O uderzeniach w Astrachański Zakład Przetwarzania Gazu w końcu sierpnia, odpowiadający za przerób 12 mld m sześc. gazu rocznie oraz ok. 7,3 mln ton kondensatu, czy wcześniejszym ataku (z 13 sierpnia) na ogromny kompleks rafineryjno-petrochemiczny Gazpromu, położony ok. 1300 km od granicy Ukrainy, Gazprom Nieftiechim Saławat nie wspomniał. Podobnie jak o dekrecie Putina.

Igor Sieczin, prezes Rosnieftu, również nabrał wody w usta. W ostatnich tygodniach celem była choćby Riazańska Rafineria Rosnieftu (kolejny atak w nocy z 5 na 6 września) – jeden z największych zakładów paliwowych Rosji.

Oni się wszyscy boją. Putin sięga po rozwiązanie, które działa w Chinach. Państwo może uznać to za niegospodarność i przejąć majątek firmy. Putin chce, aby to menedżerowie wzięli na siebie pełną odpowiedzialność i z własnych środków, a nawet prywatnych majątków, finansowali naprawy. To prosty przekaz: "kombinujecie, jak możecie, macie to naprawić. W przeciwnym razie stracicie wszystko" – dodaje dr Przemysław Zaleski, ekspert Fundacji Pułaskiego i Politechniki Wrocławskiej.

Jednak Rosnieft to państwowy gigant, więc Kreml kontroluje go już bezpośrednio, podobnie jak Gazprom. To już Novatek (obiekt LNG w Ust-Łudze został trafiony dwukrotnie 6 i 10 lipca) czy Lukoil to prywatne spółki, których właściciele i zarząd mogą realnie odczuć wejście państwa w zarządzanie.

Z moich informacji wynika, że Lukoil ma poważne problemy. To około 60 proc. nieczynnych urządzeń. Nie mają części. Próbują pozyskać komponenty przez Malediwy i mają z tym duży problem. Nie są w stanie przywrócić pełnej funkcjonalności swoich rafinerii w przeciągu najbliższych 6 miesięcy – zaznacza dr Zaleski. – Alekperov przekonuje, że Lukoil jest w stanie sobie poradzić z naprawami. To mydlenie oczu. Nie bez powodu reszta menedżerów rosyjskich firm sektora energetycznego nabiera wody w usta. Ze strachu. Woli się nie wychylać – dodaje.

Sceptyczny wobec wypowiedzi byłego szefa Lukoilu jest również prof. Ponomariow. – To, co mówi Wagit Alekperow, to tylko część prawdy. W Rosji Putina nie ma możliwości powiedzieć, że koncerny nie będą w stanie czegoś zrobić. Będzie gorliwie przekonywał, że Lukoil poradzi sobie z naprawami w możliwie krótkim czasie. Wcale to nie oznacza, że tak się stanie. Alekperow zdecydowanie przesadza, twierdząc, że Lukoil nie ma problemów, ale wyjścia nie ma – dodaje.

Putin trzyma w ręku bicz i nim potrząsa

Jak podkreśla dr Zaleski, Rosja po kolejnych atakach ukraińskich dronów nie nadąża z naprawami swoich instalacji naftowych, ale też nie ma dostępu do części zamiennych.

Według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy w sierpniu ukraińskie ataki miały doprowadzić do wyłączenia około 17 proc. rosyjskich mocy rafineryjnych. To oznacza czasową utratę możliwości przerobu ropy na poziomie ok. 55–60 mln ton ropy rocznie. Produkcja benzyny w Rosji spadła pod koniec sierpnia do około 70 proc. średniego zapotrzebowania na rynku wewnętrznym w okresie letnim – podała agencja Reutera.

Ukraińcy uderzają celnie w te instalacje, których nie będzie można szybko naprawić. Powtarzają ataki na te rafinerie, które dopiero co zostały uruchomione po poprzednich uderzeniach – zaznacza dr Zaleski. Tak było choćby w przypadku rafinerii Kiriszy, jednej z największych w Rosji. Atak z 30 sierpnia nastąpił zaledwie kilka tygodni po wznowieniu pracy zakładu po wcześniejszych uderzeniach.

– Putin zrzuca odpowiedzialność za przywrócenie sprawności rafinerii na oligarchów – dodaje analityk Fundacji Pułaskiego. – Państwo nie jest w stanie naprawić tych rafinerii, to straszak, który ma wymusić działanie oligarchów i menedżerów. Ten bicz nad głową jednak niczego nie zmieni. Problem jest systemowy. Sankcje blokują dostawy części zamiennych, a zewnętrzne firmy serwisujące nie mogą zająć się naprawami, bo obawiają się sankcji wtórnych. Problem będzie się pogłębiał – zaznacza.

Putin ma problem. "Jest rozkaz z góry"

Kreml nie jest już w stanie ukryć, że problem jest. Sam Władimir Putin przyznał, że 40-dniowa kampania ukraińskich uderzeń przyniosła Rosji szkody rzędu ok. 1 proc. PKB. Choć przekonywał, że straty nie są krytyczne, to uderzenia miały odczuwalne skutki dla kluczowej infrastruktury i eksportu. "Wyrządzili nam realne szkody".

Jak podkreślał, po atakach dronów do naprawy pozostaje jedynie ok. 10 proc. rosyjskich rafinerii, co jednak powoduje presję na sektor paliwowy.

– Toczy się wojna, każda strona nigdy nie ujawnia prawdy do końca. Jedna i druga strona umniejsza własne straty i problemy, a zawyża te zadane przeciwnikowi. Tak jest, kiedy Ukraińcy mówią, że zniszczyli blisko 20 proc. mocy produkcyjnych Rosji, a Rosja twierdzi, że ataki na jej infrastrukturę krytyczną stanowią marginalny problem. Nie oznacza to, że strat nie ma. Są, i to poważne, ale nie o znaczeniu krytycznym – twierdzi prof. Ponomariow.

Przypomina, że dziś gospodarka rosyjska nie jest już rynkowa, jest w stanie mobilizacji, prawa rynkowe nie całkiem działają. – Zamiast praw rynku przychodzi rozkaz z góry. Putin, wydając dekret nr 604, chce mobilizacji wszystkich właścicieli koncernów, by na własny koszt naprawiali straty po uderzeniach ukraińskich dronów. Szkody dla gospodarki na pewno są poważne, część zniszczeń będzie trudno naprawić szybko, inne się uda – dodaje.

Zdaniem eksperta Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego, problemy Rosji trzeba rozpatrywać nie tylko w krótkim horyzoncie. – One są widoczne tu i teraz, ale również mają swoje dalekosiężne konsekwencje – zaznacza.

Uderzenia w rafinerie czy składy ropy generują problemy doraźne, ale również prowadzą do tego, że uszkodzone zakłady wstrzymują dostawy surowca. W konsekwencji pola naftowe zaczynają nierytmicznie pracować. – Odwierty naftowe muszą tłoczyć ropę, bo przestój może oznaczać brak możliwości ponownego uruchomienia złoża. A to potencjalnie zagraża gospodarce dużo bardziej. Nie ma gdzie przerabiać ropy, ale straty mogą być jeszcze poważniejsze w długim terminie – podsumowuje prof. Ponomaroiow.

Wybrane dla Ciebie