Europa wchodzi w okres grzewczy z rekordowo niskim poziomem rezerw gazu. W magazynach znajduje się obecnie około 718,21 TWh gazu, co stanowi zaledwie 63,5 proc. wypełnienia. O tej porze roku powinno sięgać co najmniej 80 proc.
Stan europejskich rezerw gazu podczas Wschodniego Forum Ekonomicznego skomentował szef rosyjskiego giganta gazowego Gazpromu Aleksiej Miller. - Zima nadejdzie nad Europę - ostrzegł w rozmowie z agencją TASS.
Nie jest to pierwszy raz, jak Rosja straszy Europę trudną zimą. To mantra, którą nie bez powodu Rosja powtarza. U progu okresu grzewczego ma przestraszyć Europejczyków i złamać ich jedność - ocenia w rozmowie z money.pl dr Szymon Kardaś, analityk z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.
DLA CIEBIENajwiększe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6
Dla porównania prezes Gazpromu dodał, że poziom rezerw gazu w podziemnych magazynach w Rosji osiągnął 90 proc. i zaznaczył, że do początku sezonu grzewczego, "jak to zawsze u nas bywa, oczywiście będą pełne".
- W tym roku Gazprom zwiększy operacyjne rezerwy gazu w podziemnych magazynach do 73,296 mld metrów sześciennych. Będzie to nowy historyczny rekord dla rosyjskiego sektora gazowego - powiedział Miller.
Szef Gazpromu uspokajał, że rosyjscy konsumenci, którzy korzystają z podziemnych magazynów w strefie podziemnego gazu - tu wspomniał o "białoruskich przyjaciołach" - "mogą być absolutnie pewni nadchodzącej zimy, że żadne niskie temperatury ich nie zmartwią". - Nasi zagraniczni partnerzy również czują się pewni - ci, którzy pracują z rosyjskim gazem - doprecyzował Miller.
- To stała rosyjska strategia straszenia i nęcenia zarazem. Chcą utrwalić tezę o nieracjonalnej polityce Europejczyków. Wprost twierdzą: "nie poradzicie sobie długo bez gazu z Rosji. Wasze zapasy są niewystarczające, a za gaz przepłacacie" - komentuje dr Kardaś.
Rosja w 2022 r., już po napaści na Ukrainę, prowadziła kampanię, która miała zmrozić krew w żyłach Europejczyków wspierających walczący Kijów. Gazprom opublikował wówczas film propagandowy, w którym pracownik rosyjskiego giganta energetycznego zakręca kurek. W efekcie ciśnienie na manometrze spada do zera. I zaczyna się nowa epoka lodowcowa. "Zima będzie sroga" - stwierdzają twórcy klipu.
Europa jest już w innym miejscu
Po ponad czterech latach wojny narracja się nie zmieniła, ale zmieniła się drastycznie sytuacja Europy, która od ponad 40-procentowej zależności od rosyjskich surowców przeszła do około 12 proc. importu (głównie LNG, rurociągowy gaz z Rosji stanowił w 2025 r. zaledwie 6 proc.).
Unia Europejska planuje całkowicie odciąć rosyjski gaz do końca 2027 r., ale już z końcem 2026 r ma odejść od dostaw LNG.
Europa w rekordowym tempie rozbudowała infrastrukturę LNG w postaci zarówno lądowych gazoportów, jak i pływających terminali FSRU. Od 2022 r. w Europie uruchomiono około 35 nowych projektów terminali LNG, a unijne zdolności importu LNG wzrosły o około jedną trzecią.
Państwa UE przeszły kosztową, ale skuteczną drogę uniezależnienia się od rosyjskich dostaw. Europa obecnie kupuje głównie gaz z USA, ale również sprowadza go drogą rurociągową z Norwegii, a także z Algierii czy Azerbejdżanu. Rosyjskie LNG w I kwartale 2026 r. stanowiło jednak około 13 proc. dostaw do UE, a kupują je wciąż: Francja, Belgia, Hiszpania, Holandia, Portugalia.
Rosja nie ma już dźwigni w postaci szantażu gazowego. Wciąż jednak ma do stracenia pozostałości intratnego rynku. Straszy więc drożyzną i nowym kryzysem energetycznym. - Adresaci są tradycyjnie ci sami. To gra na rozbicie jedności Europy. Podsycanie niepewności i uruchamianie tych ruchów w UE, które będą powtarzać hasła o powrocie do współpracy z Rosją i redukcji kosztów energii - zaznacza dr Kardaś.
Wymagająca zima
Jak przyznaje analityk z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, "to może rezonować trochę bardziej, jesteśmy w bardziej złożonej sytuacji niż przed rokiem".
W piątek ceny gazu ziemnego na TTF - holenderskim hubie, który wyznacza cenę gazu dla dużej części Europy, wciąż utrzymują się powyżej 70 euro za MWh. Nie jest to poziom kryzysowy jak w 2022 r., kiedy cena na TTF przekraczała 300 euro za MWh, ale jest to poziom, przy którym gaz zaczyna mocno wpływać na koszty przemysłu, nawozów i przyszłe taryfy.
Jak pisaliśmy w money.pl, relatywnie drogi gaz jest efektem kilku czynników. Po pierwsze wpływa na niego sytuacja na Bliskim Wschodzie, wojna z Iranem, której skutkiem jest zniszczenie potencjału produkcji i eksportu największego dostawcy LNG - Kataru, oraz blokada cieśniny Ormuz, przez którą przepływała rocznie piąta część światowych dostaw gazu.
- To, że jest drożej, to jest oczywiste. Ceny gazu rosną. Efekt był do przewidzenia, jeśli Katar, najważniejszy gracz na rynku LNG, pozostaje poza rynkiem przez dłuższy czas. To pośrednio uderza w Europę. Brutalnie rywalizujemy o dostępny gaz z innymi odbiorcami. To winduje cenę - zaznacza dr Kardaś.
Katar przedłużył na październik stan siły wyższej dla dostaw skroplonego gazu LNG do Europy i Azji.
Dodatkowo koszt podbija tzw. premię za ryzyko zimowe, czyli nienapełnienia magazynów do bezpiecznego poziomu 90 proc. wymaganego przez UE. Na rynku widać oznaki paniki i pomimo wysokich cen kraje europejskie zmuszone są odbudować rezerwę.
Analitycy nie zakładają obecnie powtórki z szoku 2022 r., ale ostrzegają, że zimą ceny gazu na TTF mogą pozostać wysokie. Bazowy scenariusz zakłada poziomy około 60–80 euro za MWh. Jednak przy szczególnie mroźnej zimie lub problemach z dostawami LNG notowania mogą przekroczyć 100 euro - oceniają cytowani przez "The Guardian" analitycy Goldman Sachs.