Czeka nas droga zima. Ceny gazu ziemnego na TTF - holenderskim hubie, który wyznacza cenę gazu dla dużej części Europy - w czwartek utrzymują się powyżej 70 euro za MWh. To najwyższy poziom od początku 2023 r.
To oznacza, że ceny gazu na Starym Kontynencie są ponad dwukrotnie wyższe niż przed rozpoczęciem ataku USA i Izraela na Iran. Problem w tym, że Europejczycy wstrzymywali się przed uzupełnieniem rezerw magazynowych w pierwszej połowie roku, licząc na uspokojenie sytuacji na rynkach i obniżenie cen.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
U progu sezonu grzewczego w unijnych magazynach znajduje się około 718,21 TWh gazu - wynika z wyliczeń firmy Gas Infrastructure Europe. To znacznie poniżej średniej 5-letniej na tę porę roku. Według ostatnich danych zmagazynowane zapasy wynoszą obecnie zaledwie 65,85 proc., podczas gdy ich zapełnienie powinno już sięgać co najmniej 80 proc.
Wszystko wskazuje na to, że nie uda się państwom członkowskim spełnić norm unijnych jeśli chodzi o poziom zapełnienia magazynów - ocenia w rozmowie z money.pl Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych. - Sytuacja jest poważna. Transporty LNG z Zatoki Perskiej praktycznie ustały. Braki na rynku azjatyckim rozkręcają rywalizację o dostawy, co winduje cenę. Już widać oznaki paniki - dodaje analityk.
Paradoks gazowy Europy
Europa wyciągnęła wnioski z kryzysu energetycznego z 2022 r., kiedy Rosja ograniczyła dostawy do Europy. Unia wprowadziła specjalne przepisy obligujące kraje członkowskie, by wypełniły magazyny gazu do 90 proc. pojemności przed sezonem zimowym, aby wchodziły w ten okres z odpowiednim buforem bezpieczeństwa.
Restrykcyjność tego przepisu nieco złagodzono w związku z dostosowaniem się państw UE do nowej rzeczywistości, w której odchodzi się od dostaw z Rosji. Po zmianach cel 90 proc. można osiągnąć w okresie od 1 października do 1 grudnia (wcześniej granicznym terminem był 1 listopada).
Europa wyszła z poprzedniej zimy ze znacznie mniejszym buforem niż zwykle. Pod koniec marca i na początku kwietnia magazyny UE były zapełnione w okolicach 28–30 proc., czyli znacznie poniżej typowych poziomów. W efekcie wiosną trzeba było kupować więcej gazu niż w typowym roku. Wówczas ceny wahały się w okolicach 45–50 euro MWh. Rynek liczył na to, że później będzie taniej.
- Nikt nie spodziewał się, że konflikt z Iranem potrwa tak długo. Cieśnina Ormuz wciąż jest zablokowana, a instalacje w Katarze wciąż nie zostały naprawione. Decyzję o uzupełnieniu magazynów odkładano. Dziś płacimy nie tylko za napiętą sytuację międzynarodową, ale też premię za zbliżającą się zimę - wyjaśnia prezes Sikora.
Europa próbowała przeczekać rynek zamiast odbudowywać rezerwę w czasie, gdy gaz był relatywnie drogi, ale i tak tańszy niż obecnie. Tymczasem ryzyko geopolityczne wróciło w końcówce lata i teraz cena zaczęła zawierać dodatkowo koszt bezpieczeństwa.Dodatkowo zaistniał paradoks gazowy. Gaz drożał, bo magazyny w UE były zbyt puste. Magazyny były puste, bo wcześniej gaz wydawał się zbyt drogi, by go kupować.
Ostra gra o gaz
Problem ma nie tylko Europa. Bezpośrednie skutki blokady cieśniny Ormuz odczuły kraje Azji, które ucierpiały z powodu braku dostaw. A to też wpływa na sytuację w Europie. UE obecnie kupuje głównie gaz z USA, ale amerykański LNG jest dostarczany tankowcami tam, gdzie kupujący zapłaci najwięcej. Konkurencja o LNG wzrosła, a część dostaw była kierowana poza Europę.
Co prawda do Europy gaz trafia też rurociągami z Norwegii, Algierii czy Azerbejdżanu. Choć Norwegia daje stabilność dostaw, to również i cena zależna jest od rynku. Jeśli ceny na TTF rosną, rośnie też wartość gazu norweskiego.
Europa nie ma dziś problemu z tym, że nie ma od kogo kupić gazu. Problem polega na tym, że kupuje gaz na globalnym rynku, gdzie konkurują o niego Europa, Azja i inni odbiorcy.
Polska w lepszej sytuacji gazowej niż Europa?
Jeśli spojrzeć na średnią europejską i porównać Polskę do innych krajów UE, to można zauważyć, że nasze magazyny są w daleko większym stopniu wypełnione niż w pozostałych państwach.
Jesteśmy wśród liderów Europy, jeśli popatrzeć na procentowy poziom zapełnienia magazynów. W Polsce w magazynach gazu jest 34,16 TWh tego paliwa, a ich zapełnienie wynosi 93 proc. - wynika z ostatnich danych Gas Infrastructure Europe.
Dla porównania w Niemczech magazyny gazu są obecnie zapełnione w 51,5 proc. We Francji to 67,8 proc. We Włoszech w magazynach wypełnienie gazem wynosi 82,0 proc., w Austrii 65,5 proc., a w Hiszpanii 73,5 proc. W Holandii zapełnienie magazynów gazem wynosi obecnie 45,0 proc. Węgrzy mają magazyny gazu wypełnione w 67,7 proc., a Czesi w 68,6 proc.
- Polska nie przespała okresu bunkrowania gazu. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że nasze magazyny są mniejsze. Rezerwa jednak nie zastępuje bieżących dostaw, co oznacza, że wysokie ceny gazu będą miały na nas wpływ - zaznacza prezes ISE.
Mamy więc dobrą sytuację względną, ale nie przewagę ilościową nad największymi magazynami Europy. Dla porównania Niemcy, choć magazyny mają wypełnione w 53 proc., to zarazem mają w nich 131 TWh rezerw, podczas gdy w Polsce jest to 34,16 TWh.
Tu jednak trzeba również wziąć pod uwagę skalę zapotrzebowania na gaz w danym kraju. W Polsce to około 18–20 mld m sześc. rocznie. Polskie magazyny mają pojemność ok. 3,5 mld m sześc. Rezerwa, jeśli magazyny są pełne, pozwala więc na około 60 dni działania ze średnim zużyciem. Niemcy mają zdolności magazynowe przekraczające 20 mld m sześc., ale zużywają ponad 80 mld m sześc. gazu, co zabezpiecza im około 70 dni z rezerwy - o ile mieliby pełne magazyny.
Jednak o bezpieczeństwie Polski decyduje nie tylko wielkość magazynów, lecz także dostęp do infrastruktury LNG, Baltic Pipe i niższe zużycie niż w największych gospodarkach UE.
Czeka nas droga zima
Czy drogie zatłaczanie magazynów podniesie rachunki? - Czekają nas zmiany taryfy. Są sygnały od URE, że oczekują wniosków wcześniej - zaznacza Andrzej Sikora. - Już teraz prognozy cen w okresie zimowym są o 20 proc. wyższe - dodaje. Jednak trzeba podkreślić, że w pierwszej kolejności odczuje to przemysł, producenci chemii i nawozów, a co za tym idzie - rolnictwo.
Zmiany cen na TTF nie mają bezpośredniego i natychmiastowego przełożenia na rachunki obywateli. Jednak gaz kupiony drożej latem i jesienią będzie stopniowo wliczany w koszty firm w 2027 r. i odbije się w końcu również na portfelach zwykłych ludzi.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl