Nowa licencja na handel rosyjską ropą pojawiła się tuż po wygaśnięciu poprzedniej, która obowiązywała do 17 maja.
"Ta licencja generalna pomoże ustabilizować fizyczny rynek ropy naftowej i zapewni, że ropa dotrze do krajów najbardziej narażonych na straty energetyczne. Pomoże również przekierować istniejące dostawy do państw najbardziej potrzebujących, ograniczając możliwości Chin w zakresie gromadzenia zapasów ropy po obniżonych cenach" - napisał na platformie X sekretarz skarbu Scott Bessent.
"Żebyśmy wyrobili sobie nawyk". Oto dlaczego sklepy oferują masło po 88 groszy
Bessent podobnie uzasadniał poprzednią decyzję o tymczasowym wstrzymaniu sankcji na rosyjską ropę załadowaną na statki, zaznaczając wtedy, że działa na prośbę państw o najsłabszym bezpieczeństwie energetycznym. Pierwsze zwolnienie, ogłoszone na początku marca, Waszyngton tłumaczył próbą obniżenia cen ropy po blokadzie cieśniny Ormuz przez Iran.
Bessent zapewniał wówczas, że to rozwiązanie przejściowe i nie zwiększy w istotny sposób dochodów Kremla. Początkowo zapowiadał też, że nie będzie kolejnego podobnego kroku, jednak po kilku dniach zmienił stanowisko.
Decyzje USA wywołały sprzeciw w Europie. Komisarz Unii Europejskiej ds. handlu Marosz Szefczovicz mówił PAP w kwietniu, że rozmawiał o tej sprawie z Bessentem podczas wizyty w Waszyngtonie i usłyszał zapewnienie, że licencja nie zostanie ponownie wydłużona.
- Nie chcę wypowiadać się w jego (Bessenta) imieniu, ale jasno zrozumiałem, że to się nie powtórzy w przyszłości - powiedział Szefczovicz.
Tak skorzystała Rosja
Według szacunków Demokratów w Senacie dzięki wojnie USA z Iranem oraz wyłączeniu z sankcji Rosja zarabiała na handlu ropą dodatkowe 150 mln dolarów dziennie przez pierwszy miesiąc licencji, a łącznie dotąd - ponad 4 mld dolarów. W momencie wydania pierwszej licencji w marcu, na statki załadowanych było ponad 140 mln baryłek rosyjskiej ropy. Druga licencja objęła około 100 mln baryłek.
Źródło: PAP