Rafał Orłoś nie chciał być telewizyjnym showmenem. Zarabia na muzycznej scenie

Syn Macieja Orłosia spełnia się w branży muzycznej od pięciu lat. Na co dzień współpracuje z Martą Markiewicz, wokalistką i kompozytorką znaną jako Sarsa. Niezbędna rzecz w pracy? Biuro, komputer, dobra bryka? Nic z tych rzeczy. To bateria w telefonie, która wytrzyma kilkanaście godzin.

- Pracuję od rana do wieczora, w zasadzie bez przerwy. Połowę dnia dzwonią do mnie ludzie i współpracownicy, druga połowę to ja dzwonię. - mówi Rafał Orłoś
Źródło zdjęć: © materiały partnera

Rafał nie ma biura, bo może pracować w każdym miejscu w Polsce. Przez 300 dni w roku pracuje z klientem. Jednym, konkretnie z Martą Markiewicz występującą na muzycznej scenie pod pseudonimem Sarsa.

Telewizja? Nie poszedł w ślady ojca, choć jako jedenastolatek zagrał w filmie. Sprawdza się zdecydowanie lepiej poza sceną, poza kamerami. - Tam się czuję dobrze - mówi 33-letni Rafał Orłoś.

Połowę dnia dzwonią do mnie, drugą połowę dzwonię ja

Z Rafałem spotykamy się tam, gdzie głównie pracuje. W jednej z warszawskich restauracji. Czym zajmuje się menadżer? Wszystkim tym, czym artysta nie powinien. Układaniem trasy, podpisywaniem kontraktów, wyszukiwaniem interesujących ofert dla artysty.

- Później wsiadam w busa z zespołem i jedziemy na koncerty. W klubie ostatnie sprawdzenie zaplecza technicznego i można przez chwilę podelektować się muzyką. A później? Znów to samo. Podpisywanie dokumentów, analizy prawne, organizowanie kalendarza. W ciągu roku razem z Sarsą spędzamy razem blisko 300 dni. Całkiem sporo - tłumaczy.

- W wolnych chwilach jeszcze wyciskasz z artystki kolejne piosenki na nową płytę? - dopytuję.

- Po pierwsze, nie muszę. Mam przyjemność współpracować z osobą, która kocha muzykę. I wie doskonale, jak ją tworzyć. Po drugie, w tej branży liczy się chemia pomiędzy artystą a menadżerem. Z pozycji siły to się rozwali - wyjaśnia Rafał Orłoś.

Dlaczego tylko Sarsa?

- Taki układ mi pasuje. 120 proc. mocy wkładam w jeden projekt, w jedną współpracę. Tylko tak można zbudować zaufanie. Pracuję od rana do wieczora, w zasadzie bez przerwy. Połowę dnia dzwonią do mnie ludzie i współpracownicy, druga połowę to ja dzwonię. Dlatego w zasadzie do prowadzenia tego biznesu potrzebna mi jedna rzecz. Telefon z wytrzymałą baterią - opowiada. W boju najlepiej sprawdził się Huawei, a od niedawna Huawei Mate20 Pro.

Między e-mailem a rozmową

Rozmowy z Orłosiem nie prowadzi się łatwo. I nie dlatego, że nie chce opowiadać o pracy. Co chwilę jednak musi odebrać telefon. Lub odpisać na e-maila – też na Huawei. Lub jednocześnie odpisać i dokończyć rozmowę. I tak przez cały dzień, bez doładowywania, powerbanku. Bateria mimo intensywnego użytkowania bez problemu wytrzymuje cały dzień.

W tej chwili Rafał ustala szczegóły kolejnych koncertów. Już na przyszły rok.

- Lubię na wszystko zerknąć sam. To ja odpowiadam koniec końców za sukces koncertu, od strony technicznej i wizualnej. Poza tym jak samemu się kontroluje stan prac, to samemu można szybko reagować na kryzysowe sytuacje - opowiada.

Ważne, by cały dzień być w formie

Przyszłość? - Od dawna chodzi mi po głowie mała wytwórnia. Mam wrażenie, że polski rynek muzyczny już niebawem pójdzie drogą Zachodu. Tam model małych, ale wyspecjalizowanych wytwórni sprawdził się doskonale, rozwija się. Wielkie firmy fonograficzne straciły na znaczeniu, są najczęściej wsparciem – tłumaczy Orłoś i dodaje: - Traktuję to jako plan, nie jako marzenie. Jestem przekonany, że i w Polsce artyści mogą budować wokół siebie dobre jakościowo wytwórnie. I dla siebie, i dla młodych zespołów. Spójrz, jak niewiele debiutów mamy w tym momencie. To wszystko dlatego, że młodymi nie ma się kto zająć.

Wyzwania? Zorganizować życie swoje, artysty i zespołu tak, by wszystko współdziałało. Jak sam o sobie mówi Orłoś, nie jest bałaganiarzem. I właśnie dlatego co roku umawia się z Sarsą na konkretne cele. Nowa płyta, trasa koncertowa, współpraca z firmą technologiczną. Nic nie dzieje się z przypadku i nic nie dzieje się w ostatniej chwili.

- Oczywiście, gdy sprawy nabierają tempa, to trzeba biec. Ale wszystko w biznesie mam przemyślane – mówi Rafał, sięgając po raz kolejny po Mate20 Pro. Tym razem dzwonią w sprawie podpisanych umów. Bateria w telefonie – podobnie jak jego właściciel – wciąż jest w formie.

Partnerem materiału jest Huawei

Wybrane dla Ciebie
Szantaż Trumpa ws. Grenlandii. Minister finansów: odpowiedź musi być jednoznaczna
Szantaż Trumpa ws. Grenlandii. Minister finansów: odpowiedź musi być jednoznaczna
Nocleg dla 12 tys. osób. To będzie największy plac budowy w Polsce
Nocleg dla 12 tys. osób. To będzie największy plac budowy w Polsce
Rekordowy wzrost rejestracji samochodów elektrycznych w Polsce
Rekordowy wzrost rejestracji samochodów elektrycznych w Polsce
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Afera mandatowa w Czechach. Mamy stanowisko polskiego MSZ
Afera mandatowa w Czechach. Mamy stanowisko polskiego MSZ
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Jeden z najpoważniejszych kryzysów. "Grenlandia staje się pretekstem" [OPINIA]
Jeden z najpoważniejszych kryzysów. "Grenlandia staje się pretekstem" [OPINIA]
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Pfizer pozwał Polskę. Rusza proces. Stawka to 6 mld zł
Pfizer pozwał Polskę. Rusza proces. Stawka to 6 mld zł