Biały Dom bierze pod uwagę podniesienie ceł i inne działania po ruchach ogłoszonych przez rząd premiera Marka Carneya - podaje Bloomberg. Rozmowy USA-Kanada miały się załamać pod koniec ubiegłego tygodnia, a tuż po północy weszły w życie 50-proc. cła na kanadyjskie towary warte ok. 20 mld dol., nałożone w oparciu o rzadko stosowaną sekcję 338 ustawy taryfowej z 1930 r.
Spirala się nakręca
Po stronie USA Trump zapowiedział już podwojenie ceł na samochody z Kanady do 50 proc. oraz wprowadzenie ceł na części samochodowe od 1 stycznia.
WIDEOSpokój ducha, czy bogactwo. Milioner mówi, co jest ważniejsze
Kanada odpowiedziała we wtorek w Ottawie: podwoiła obowiązujące cła kontrujące na amerykańską stal i aluminium do 50 proc., a nową stawką 50 proc. objęła też m.in. amerykańskie mleko, meble, odzież, konsole do gier, smartfony i inną elektronikę.
Łącznie kanadyjskie cła odwetowe mają dotknąć roczny eksport USA do Kanady wart 20 mld dol., czyli ok. 6 proc. amerykańskiego eksportu do Kanady w ubiegłym roku; środki mają wejść w życie 8 września.
Według wstępnej analizy danych cytowanej przez Bloomberg News, największą wartość eksportu narażoną na skutki działań Kanady mają stany: Ohio, Illinois, Pensylwania, Michigan i Kalifornia. Premier Ontario Doug Ford w rozmowie z telewizją Bloomberg apelował o deeskalację: "Wczoraj między nami zrobiło się trochę gorąco, Joe. Rzucał obelgami. A ja mu odpowiedziałem".