UE reaguje na atak USA w Wenezueli. Kallas wzywa do powściągliwości
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas apeluje o zachowanie zasad prawa międzynarodowego po nalotach Stanów Zjednoczonych na Caracas. Bruksela, jak wynika z oficjalnych komunikatów, monitoruje sytuację w Wenezueli, gdzie po schwytaniu Nicolasa Maduro doszło do gwałtownej eskalacji.
Wysoka przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Kaja Kallas, wystosowała oficjalny apel o zachowanie powściągliwości w związku z ostatnimi wydarzeniami w Ameryce Południowej. Reakcja Brukseli jest bezpośrednią odpowiedzią na ataki powietrzne przeprowadzone przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych w stolicy Wenezueli, Caracas. Szefowa unijnej dyplomacji podkreśliła w mediach społecznościowych, że w każdych okolicznościach niezbędne jest przestrzeganie zasad prawa międzynarodowego oraz zapisów Karty Narodów Zjednoczonych.
Kaja Kallas w swoim oświadczeniu przypomniała dotychczasowe stanowisko wspólnoty, wskazując, że Unia Europejska wielokrotnie uznawała prezydenta Nicolasa Maduro za lidera pozbawionego demokratycznej legitymacji. Jednocześnie Bruksela opowiada się za pokojową transformacją w kierunku rządu wyłonionego w wolnych wyborach. Kluczowym priorytetem dla europejskiej administracji pozostaje obecnie bezpieczeństwo obywateli Unii przebywających na terytorium Wenezueli, co Kallas zaznaczyła w swoim komunikacie.
Sytuacja jest dynamiczna, a szefowa unijnej dyplomacji przyznała, że pozostaje w stałym kontakcie z kluczowymi partnerami międzynarodowymi. W ostatnich godzinach Kallas rozmawiała z amerykańskim sekretarzem stanu Marco Rubio oraz ambasadorką Unii Europejskiej w Caracas, aby uzyskać pełny obraz sytuacji na miejscu. Działania te mają na celu koordynację reakcji międzynarodowej na niespodziewaną interwencję zbrojną Waszyngtonu, która doprowadziła do obalenia dotychczasowych struktur władzy w Wenezueli.
Milioner szczerze do bólu. "Czułem się debilem"
Geneza konfliktu i nocny atak na Caracas
Przypomnijmy, że do eskalacji doszło w nocy z piątku na sobotę, kiedy to Stany Zjednoczone zdecydowały się na przeprowadzenie operacji militarnej przeciwko reżimowi w Caracas. W wyniku tych działań Nicolas Maduro został schwytany i wraz z małżonką wywieziony z kraju. Administracja Donalda Trumpa uzasadniała ten krok koniecznością walki z terroryzmem narkotykowym oraz ochroną amerykańskich interesów gospodarczych w regionie.
Napięcie na linii Waszyngton-Caracas rosło od początku drugiej kadencji Trumpa, który oskarżał Maduro o wspieranie karteli narkotykowych i nielegalny handel surowcami. Amerykański prezydent już w połowie grudnia ogłosił blokadę wenezuelskich tankowców i nazwał tamtejszy rząd zagraniczną organizacją terrorystyczną. Donald Trump w serwisie Truth Social zapowiadał, że Wenezuela zostanie okrążona przez armadę, dopóki USA nie odzyskają ropy, ziemi i innych aktywów, które w jego ocenie zostały skradzione przez reżim.
Przygotowania do ataku trwały od kilku tygodni, a Amerykanie uzyskali między innymi zgodę Trynidadu i Tobago na wykorzystanie tamtejszej infrastruktury lotniczej do celów logistycznych. Wokół wybrzeży Wenezueli zgromadzono potężne siły, w tym lotniskowiec USS Gerald R. Ford. Zastępca sekretarza stanu USA Christopher Landau ogłosił w mediach społecznościowych "nowy świt dla Wenezueli", twierdząc, że tyran wreszcie odpowie za swoje zbrodnie.
Kontrowersje wokół prawa międzynarodowego
Interwencja USA budzi jednak poważne wątpliwości natury prawnej wśród ekspertów zajmujących się stosunkami międzynarodowymi. Dr Mateusz Piątkowski z Uniwersytetu Łódzkiego ocenił, że atak stanowi niebezpieczny precedens i przykład erozji Karty Narodów Zjednoczonych. Ekspert zauważył, że udział państwa w obrocie narkotykami, nawet jeśli jest udowodniony, nie stanowi w świetle prawa międzynarodowego adekwatnego powodu do bombardowań lotniczych czy inwazji.
Wenezuela nie prowadziła działań zbrojnych na terytorium USA, co stawia pod znakiem zapytania amerykańską argumentację o prawie do samoobrony. Zdaniem prawników, zmiana władzy pod pretekstem operacji antynarkotykowej może być postrzegana jako naruszenie suwerenności obcego państwa. Istnieje obawa, że takie działania mogą zostać wykorzystane przez inne mocarstwa, takie jak Rosja czy Chiny, do uzasadniania własnych operacji militarnych w przyszłości.
Obecnie los Nicolasa Maduro pozostaje nieznany, a wiceprezydentka Wenezueli Delcy Rodriguez zażądała od rządu USA dowodów na to, że obalony polityk żyje. Sytuacja polityczna w regionie jest skrajnie niepewna, a rynki surowcowe z niepokojem obserwują doniesienia dotyczące wenezuelskich pól naftowych. Dla Unii Europejskiej kluczowe będzie teraz wypracowanie spójnego stanowiska wobec nowych władz w Caracas, przy jednoczesnym zachowaniu dystansu do metod, jakimi posłużył się Waszyngton.