WAŻNE
TERAZ

Nokaut w półfinale. Znamy pierwszą finalistkę Rolanda Garrosa

Koniec reliktu PRL czy skok na kasę. Horrendalne podwyżki opłat tuż przed uwłaszczeniem

To skandal. Ale skandal, który przewidywano. W przededniu oddania Polakom prawa własności do ziemi, na której stoją ich mieszkania, zarządcy gruntów Skarbu Państwa, przynajmniej w stolicy, horrendalnie podnoszą opłaty za użytkowanie wieczyste.

Likwidacja użytkowania wieczystego to dobra zmiana, ale przy okazji urzednicy "skubią" Polaków
Źródło zdjęć: © pixabay.com / Joergelman / CC0
Marcin Lis

To miał być kolejny sukces rządu z grona tych "godnościowych". Likwidacja użytkowania wieczystego na gruntach zabudowanych domami i blokami, czyli odesłanie do lamusa reliktu PRL, przedstawiano jako akt sprawiedliwości dziejowej. Jednak już w czasie prac nad ustawą eksperci zwracali uwagę, że zmiana w prawie wywoła falę podwyżek. Nie mylili się.

Kilka tygodniu po wejściu w życie nowego prawa nasi czytelnicy z Warszawy zaczęli otrzymywać pisma rozsyłane przez Zarząd Mienia Skarbu Państwa. Czytali w nich o "aktualizacji" wysokości opłat za użytkowanie wieczyste.

Skąd taki ruch? Z zaostrzenia przepisów, które pozwalają gminom po 1 stycznia 2019 r. podnosić opłaty raz na trzy lata (czyli tak, jak dotychczas - red.) z zastrzeżeniem, że zmiany muszą odpowiadać GUS-owskiemu wskaźnikowi zmiany cen nieruchomości. Dziś wystarczy tzw. operat szacunkowy wskazujący na wzrost wartości ceny nieruchomości. Dlatego też gminy otwarcie krytykuję nowe przepisy.

Skok na kasę

"Aktualizacja" to jednak w przypadku otrzymanych przez nas pism eufemizm. Pięciokrotną podwyżkę stawki spokojnie można określić mianem skoku na kasę. Dowód? Jeden z naszych czytelników, który do nas napisał, do chwili otrzymania pisma mógł liczyć na to, że mieszkanie bez bonifikaty wykupi za około 2 tys. zł, a w razie jednorazowej spłaty w pierwszym roku, dzięki ustawowej zniżce, za około 800 zł.

Po podwyżce 2 tys. zł zmieniają się w 10 tys. zł, a 800 zł - w 3200 zł.

Obraz

Zdjęcie pisma, które otrzymał jeden z naszych czytelników (fot. Money.pl)

By zrozumieć, o ile tak naprawdę urzędnicy podnoszą nam opłatę, należy podzielić kwotę z roku 2019 na pół i porównać ją z kwotą dla roku 2021. Dlaczego tak? Ponieważ zgodnie z przepisami w razie podwyżki o ponad 100 proc. w pierwszym roku obowiązywania nowej stawki użytkownik (mieszkaniec) płaci jedynie dwukrotność dotychczasowej. A to oznacza w opisywanym przypadku skok ze 100 na 500 zł.

Zobacz też: Likwidacja "reliktu PRL" będzie kosztowała 130 mln zł rocznie

Odwołanie na ratunek

Dla wszystkich, którzy już otrzymali podobne pisma lub dopiero je otrzymają, jest tylko jeden sposób na ratunek. Złożenie w ciągu 30 dni wniosku do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Pismo kierowane do tej instytucji musi zawierać stwierdzenie, że podwyżka jest zupełnie lub częściowo nieuzasadniona.

Taki ruch niejako zamraża podwyżkę - do czasu rozpatrzenia skargi opłata pozostaje na poziomie sprzed aktualizacji.

W razie niekorzystnej dla użytkownika decyzji można złożyć protest, co oznacza skierowanie sprawy do sądu. Wówczas należy liczyć się z kosztami postępowania.

Co istotne, nie ma konieczności przygotowywania dowodów na brak podstaw do podwyżki, jednak zlecenie kontrwyceny nieruchomości z zasady pomaga w postępowaniach.

Nikt nic nie wie

Aby być dokładnym należy także wskazać, że choć w 2019 r. zgodnie z pismem, nasz czytelnik powinien zapłacić około 200 zł, to do celów wyliczenia opłaty przekształceniowej brana będzie kwota zaktualizowana - ponad 500 zł.

I wisienka na torcie. Choć urzędnicy wysyłają już pisma o podwyżce, to nie wiedzą, kto ostatecznie będzie odpowiedzialny za jej pobór. Jak usłyszeliśmy w ZMSP, informacje na ten temat mogą pojawić się dopiero w połowie grudnia.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez * *dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie