Notowania

NIK: Polska wydała 9,7 mln zł, żeby odzyskać dzieła sztuki warte 7,3 mln zł

Polska podczas wojny została ograbiona z ponad 500 tys. dzieł sztuki wartych setki milionów złotych. Ale od 1989 r. nikt nie stworzył strategii, jak je odzyskać, a instytucje za to odpowiedzialne sobie z tym nie radzą. W ciągu sześciu lat udało się odzyskać dzieła warte 7,3 mln zł. Koszty zaś sięgnęły 9,7 mln zł.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Jakub Kamiński)

Polska podczas wojny została ograbiona z ponad 500 tys. dzieł sztuki wartych setki milionów złotych. Od 1989 r. nikt nie stworzył strategii, jak je odzyskać, a instytucje za to odpowiedzialne sobie z tym nie radzą. W ciągu sześciu lat udało się odebrać dzieła warte 7,3 mln zł. Koszty zaś sięgnęły 9,7 mln zł.

W trakcie II wojny światowej Polska została ograbiona z 516 tys. dzieł sztuki. Straciliśmy warte setki milionów złotych prace m.in. Jana Matejki, Stanisława Wyspiańskiego, Jacka Malczewskiego, Wojciecha Kossaka, ale też Rafaela czy Pietera Bruegla.

Gdzie są teraz? Rozrzucone po całym świecie. Jak pokazuje najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli zarówno ministerstwo kultury, jak i ministerstwo spraw zagranicznych nie radzą sobie z ich rewindykacją.

Z raportu wynika m.in., że w latach 2011-2016 Polsce udało się odebrać zaledwie 28 pojedynczych prac i sześć zespołów dzieł sztuki. Ich wartość sięga 7,3 mln zł, a koszty poniesione w związku z ich odzyskaniem to 1,17 mln zł (15,8 proc. ich wartości).

Patrząc szerzej - na zadania związane z odzyskiwaniem dzieł sztuki wydano w latach 2011-2016 9,7 mln zł. To nakłady finansowe trzech instytucji, które zajmują się tym problemem - Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów.

Mimo że wydatki poniesione na odzyskiwanie naszych dóbr kultury są wyższe niż wartość dzieł, które wróciły do Polski, to wcale nie instytucjom do tego powołanym należy przypisywać zasługę odnalezienia naszych skarbów. W miażdżącej większości, bo aż w 90 proc. przypadków, udało się odzyskać dzieła sztuki dzięki temu, że ktoś z zewnątrz poinformował o ich odnalezieniu.

Co jest nie tak?

NIK wskazuje, że od 1989 r. do tej pory nikt nie podjął nawet decyzji, żeby stworzyć jakąkolwiek strategię restytucji dóbr skradzionych w Polsce. Nie zostały dotychczas wdrożone w prawie polskim nawet regulacje wynikające z przepisów europejskich.

W końcu, z dużym opóźnieniem, żeby zlikwidować luki prawne i wdrożyć europejską dyrektywę, w ministerstwie kultury został przygotowany projekt ustawy o restytucji narodowych dóbr kultury (22 grudnia 2015 r.). Unijne przepisy miały wejść w życie w grudniu 2016 r. - i tak z rocznym opóźnieniem. Tymczasem dopiero w marcu 2017 r. projekt wpłynął do Sejmu, a w kwietniu został przegłosowany i przekazany do Senatu.

NIK zarzuca również ministerstwu kultury i ministerstwu spraw zagranicznych, że nie powstały w nich dokumenty, które określałyby zakres kompetencji komórek zajmujących się odzyskiwaniem dzieł sztuki, ani zasady współpracy pomiędzy nimi.

Ministerstwa ze sobą nie współpracowały, nie koordynowały prac wystarczająco, co mogło odbić się na słabych efektach w odzyskiwaniu dzieł sztuki.

Nie wiemy nawet, co straciliśmy

Ministerstwo kultury prowadzi tzw. elektroniczną "bazę strat wojennych". NIK jednak wskazuje, że jej jakość jest niska. Według stanu na 14 września 2016 r. znajdowało się w niej zaledwie 63 tys. dzieł, spośród 516 tys. zaginionych.

To jedyny ogólnopolski rejestr tego, co utraciliśmy w wyniku II wojny światowej. Problem polega na tym, że baza nie jest publiczna, a na dodatek jest niespójna.

Dodatkowo tylko część polskich strat wojennych została zarejestrowana w dwóch największych międzynarodowych bazach: serwisie Interpolu - Stolen Works of Art i Art Loss Register. W pierwszym Polska zgłosiła jedynie 737 obiektów, w drugim 4782.

Dlaczego tak mało? Bo polskie instytucje nie były w stanie dostarczyć dokumentów z niezbędnymi do rejestracji informacjami.

Co udało nam się odzyskać?

Wśród dzieł odzyskanych w kontrolowanym przez NIK okresie znalazły się: obrazy Juliana Fałata "Przed polowaniem w Rytwianach" (wartość: 300 tys. zł) oraz "Naganka na polowaniu w Nieświeżu" (wartość: 250 tys. zł), obraz Francesco Guardiego "Schody pałacowe" (wartość: 800 tys. zł), rzeźba Jeana Antoine'a Houdona "Popiersie Diany" (wartość 149 tys. zł), stolik do gry z kolekcji mebli króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (wartość: 140,3 tys. zł) oraz obraz Aleksandra Gierymskiego "Żydówka z pomarańczami" (wartość 579 tys. zł.).

Skąd do nas wróciły te działa, pokazuje poniższa mapa:

Tagi: najwyższa izba kontorli, wiadomości, gospodarka, gospodarka polska, najważniejsze
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
18-05-2017

edpowiem tak , za wszsytkie dzieła sztuki powinni zapłacic niemcy

18-05-2017

GOŚCUkraina posiada więcej zrabowanch a POLSKICH DZIEŁ SZTUKI NIŻ CAAŁA EUROPA!!Wystarczy zobaczyć GALERIĘ LWOWSKĄ I CZARNĄ KAMINICĘ.!!

18-05-2017

hORnETTo działa sztuki więc tańsze nie będą Bicie piany na forach że to skandal jest dziecinne

Rozwiń komentarze (6)