Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Cztery kolejne niedziele bez handlu w kwietniu. Ekspert: branża jeszcze liczy straty, ale będzie fala bankructw

Cztery kolejne niedziele bez handlu w kwietniu. Ekspert: branża jeszcze liczy straty, ale będzie fala bankructw

W soboty sklepy próbują sobie odbić niedzielne straty Fot. Piotr Kamionka/REPORTER
W soboty sklepy próbują sobie odbić niedzielne straty

Cztery kolejne niehandlowe niedziele w kwietniu to przedsmak pełnego ograniczenia handlu. Eksperci nie mają wątpliwości, że duże sieci sobie poradzą, ale fala bankructw dotknie mniejsze firmy i handel przygraniczny. Coraz agresywniej o klienta walczą dyskonty.

Na pięć niedziel w kwietniu handlowa będzie tylko ostatnia. 1 kwietnia były Święta Wielkanocne, a kolejne trzy, jako wypadające w środku miesiąca, będą objęte zakazem. Cztery kolejne niedziele bez handlu to poważny test dla całej branży handlowej.

Branża na razie nie podejmuje się szacowania, jakiego rzędu straty zanotują sklepy. Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji mówi nam, że "trudno podać jakiekolwiek szacunki dotyczące strat kwietniowych, tym bardziej że dane z marca nie są miarodajne ze względu na Święta Wielkanocne i zakupy przedświąteczne". Ekspertka zauważa już jednak pewne trendy.

- Po pierwszych dwóch niedzielach bez handlu już widać, że zyski niedzielne nie rozkładają się na inne dni tygodnia - zaznacza.

Wideo: "Sklepom rykoszetem oberwie się w poniedziałek"

 

 

- To przedsmak pełnego ograniczenia handlu w niedziele, z jakim będziemy mieli do czynienia od roku 2020 - ocenia z kolei Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Jak mówi money.pl, sieci handlowe nie stracą wiele, ponieważ ludzie szybko przyzwyczają się do zakupów w inne dni tygodnia, ale wskazuje, że wiele firm nie będzie w stanie w żaden sposób odrobić tych strat. Chodzi o handel przygraniczny, który przyciąga turystów zakupowych niemal wyłącznie w weekendy oraz usługi, których "nie da się kupić na zapas".

Dramat w strefie nadgranicznej

- W nadgranicznych parkach handlowych trwa prawdziwy dramat, bo spadek obrotów sięga tam nawet 70-80 proc. - mówi nam Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego. Jak ocenia, obroty tego sektora tylko na granicy z Niemcami to co najmniej 3-4 mld zł rocznie.

Były ekspert Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji ocenia, że spadek obrotów całej branży handlowej w Polsce w tym roku wyniesie około 5 proc.

- Na razie jest chaos, ale moim zdaniem obroty całego sektora handlowego spadną o około 5 proc. w skali roku - stwierdza. - W niedzielę w handlu sieciowym robi się 10-12 proc. obrotu, ale są sklepy, które robią wtedy nawet ponad jedną czwartą tygodniowego obrotu - podkreśla.

Faliński jest przekonany, że z tego powodu możemy spodziewać się fali bankructw dużych sklepów niesieciowych w centrach handlowych, głównie odzieżowych czy sportowych. - Na razie wszyscy mówią o problemach organizacyjnych, nikt jeszcze nie mówi, ile ich to konkretnie kosztuje - zaznacza.

Szacowania spadku obrotów z powodu zakazu handlu na razie nie chce podejmować się Polska Izba Handlowa, która skupia głównie mniejsze sieci handlowe. - Jest za wcześnie na takie prognozy - mówi nam Joanna Chilicka, rzeczniczka PIH. -Agresywna reklama dyskontów może wkrótce spowodować stopniowe przekierowywanie konsumentów do dużych sklepów w soboty - zaznacza.

Dyskonty szaleją

Według Andrzeja Falińskiego "na pewno poradzą sobie duże sieci handlowe", ale niekoniecznie część ruchu uda się przejąć małym rodzinnym sklepom, które mogą działać w niedzielę. - Jeśli konsument przyzwyczai się do robienia zakupów w sześć dni w tygodniu, to w niedzielę będzie robił śladowe zakupy, bo będzie miał przywilej cenowy w dużych sieciach - wskazuje.

- Trudno na razie powiedzieć, jak będzie z rentownością, bo firmy będą mocno inwestować w utrzymanie sprzedaży, utrzymanie klienta przy sobie - dodaje. Jako przykład podaje agresywne kampanie, jakie prowadzą obecnie głównie największe sieci dyskontów.

Zarówno Biedronka, jak i Lidl prowadzą bardzo intensywną kampanią reklamową, zachęcającą to robienia zakupów na zapas w piątki i soboty. Godziny pracy sklepów zostały wydłużone, uruchomiono wszystkie kasy, a przede wszystkim trwają agresywne promocje cenowe. Przykład? 6 i 7 kwietnia w Biedronce o wartość podatku VAT obniżono ceny 2 tys. artykułów.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
marian
2018-04-19 22:31
Panie pielęgniarki pracują w niedzielę i święta, a mają rodziny !!!
JAŚ
2018-04-18 16:03
PANIE JACKU WYPISUJESZ BREDNIE CIĄGLE W BUDOWIE SĄ NOWE MARKETY I NIE PLAJTUJĄ
JAco
2018-04-16 12:51
Taaaaaaaaaaak? Jakoś nie widzę. Wiejski sklepik pod miastem który w tygodniu jest pusty w niedzielę pęka w szwach. Zgodnie z przepisami za kasą siedzi właściciel. Zagraniczne niech plajtują. W końcu to nie nasz kapitał
Pokaż wszystkie komentarze (1256)