Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Malwina Gadawa
|
aktualizacja

Wypadek pielgrzymów w Chorwacji. Przewoźnik: To jest nie do opisania, nie wiem co się wydarzyło

312
Podziel się:

Do tragicznego wypadku w Chorwacji doszło w sobotę na autostradzie A4 w kierunku Zagrzebia. Autokar zjechał z drogi. Na miejscu zginęło 11 osób, a jedna w szpitalu, 43 osoby zostały ranne. - To jest tragedia, niewyobrażalna tragedia, nie potrafię nic teraz powiedzieć, nic do mnie nie dociera — mówi money.pl Jacek Antoszkiewicz, właściciel firmy przewozowej. Zaręcza, że autokar przeszedł wszystkie badania techniczne, był sprawny, a kierowcy, którzy zostali wysłani w trasę, byli doświadczeni i na pewno nie mogli być zmęczeni.

Wypadek pielgrzymów w Chorwacji. Przewoźnik: To jest nie do opisania, nie wiem co się wydarzyło
Tragiczny wypadek polskiego autokaru w Chorwacji (AFP, East News, DAMIR SENCAR)

Organizatorem pielgrzymki do Medjugorie było biuro "U Brata Józefa". Dyrektor biura Jarosław Miłkowski w rozmowie z money.pl potwierdził, że to oni są organizatorem pielgrzymki, która zakończyła się tak tragicznie.

- W tym momencie trudno cokolwiek powiedzieć. Wszyscy jesteśmy w szoku — mówi Jarosław Miłkowski.

Jego firma organizowała pielgrzymki nie tylko do Medjugorie, ale także do Ziemi Świętej, Meksyku, Libanu, Armenii, Gruzji i Włoch.

Przewoźnik: autokar był sprawny

Autokar, którym jechali pielgrzymi, należy do firmy przewozowej z Płońska, jej właściciel Jacek Antoszkiewicz w rozmowie z money.pl nie kryje emocji.

To jest tragedia, niewyobrażalna tragedia, nie potrafię nic teraz powiedzieć, nic do mnie nie dociera — mówi przewoźnik.

O wypadku dowiedział się z samego rana. W tym momencie nie wie, co mogło się stać. Zaręcza w rozmowie z money.pl, że autokar przeszedł wszystkie badania techniczne, był sprawny, a kierowcy, którzy zostali wysłani w trasę, byli doświadczeni i na pewno nie mogli być zmęczeni.

Wszystko było zorganizowane tak, jak należy. To mogę zaręczyć, proszę mi wybaczyć, ale w tym momencie nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, to co się stało, jest nie do opisania — mówi Jacek Antoszkiewicz, nie ukrywając łez.

Przewoźnik mówi, że jego autokar zabrał grupę pielgrzymów z dworca Warszawa Zachodnia.

Ma już informację, że jeden z kierowców nie żyje. Jego firma organizowała już wcześniej podobne wyjazdy, więc ta pielgrzymka nie była nowym wyzwaniem

Firma specjalizuje się w transporcie osobowym i ciężarowym. Na stronie internetowej czytamy, że dba o bezpieczeństwo podróżnych. - Przykładamy uwagę do najmniejszych szczegółów, aby mieć 100 proc. pewności, że przejazd odbędzie się bezpiecznie, punktualnie i komfortowo — informuje przewoźnik.

Ministerstwo Infrastruktury potwierdza wersję przewoźnika i w oświadczeniu informuje, że autokar, który uległ wypadkowi w Chorwacji, był zarejestrowany w Polsce i posiadał wszystkie wymagane prawem przeglądy.

Pojazd został wyprodukowany w 2011 r. Badanie techniczne było ważne do 13 grudnia 2022 r.

Jak podkreśliło ministerstwo, więcej informacji o przebiegu wypadku będzie można uzyskać po analizie urządzeń rejestrujących, obecnych w autokarze. Polskie służby, w tym Inspekcja Transportu Drogowego już pracują, aby ustalić przyczyny wypadku.

Tragedia w Chorwacji

Do tragedii doszło w sobotę ok. godz. 5.40 na autostradzie A4, w położonym na północ od Zagrzebia regionie varażdińskim, między miejscowościami Jarek Bisaszki i Podvorec.

Według informacji podanych przez chorwackiego ministra spraw wewnętrznych Davora Bożinovici, w wypadku na miejscu zginęło 11 osób, a do szpitali przewieziono 32 ranne osoby, z których jedna zmarła.

Szpital w Zagrzebiu przyjął sześciu rannych, wszyscy muszą być operowani.

Do rannych w wypadku polskiego autokaru w Chorwacji dotarli już polski konsul i wicekonsul, którzy pojechali na miejsce. - Z lżej rannymi udało się nawiązać kontakt, ale wiele osób jest ciężko rannych — powiedział dziennikarzom w sobotę rzecznik MSZ Łukasz Jasina.

Na polecenie Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry wszczęto śledztwo ws. wypadku polskiego autokaru w Chorwacji.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(312)
Ova Urbii
wczoraj
Powiedzcie mi teraz !! kto pokryje koszty leczenia, transport rannych i ciał do kraju ! Bo to co czytałam podróżni zostali bez ubezpieczenia ! Ci co mieli prywatnie to OK ! .. ale ?!
Nina.
2 dni temu
W krajach unijnych żaden kierowca po 70 latach nie pracuje zawodowo a po 65 ciu idzie na testy sprawnościowe. Nawet Chorwaci byli zdziwieni jego wiekiem. Smutne.
Mika
3 dni temu
Sprawdzili pewnie czy nie było wystrzału opony... Bo wszyscy tu o spaniu znawcy. Niedawno zginęła młoda kobieta, bo wielkie auto ciężarowe z naczepą miało wystrzał opony. To jest moment. Ona jechała na przeciwko więc nie mędrkujcie jak nie wiecie.
Mika
3 dni temu
Jeśli wszystko było sprawne, przeglądy autokar miał to nie jest wina przewoźnika, który zresztą nie mógłby sobie pozwolić na złą opinię. Wypadki się zdarzają i to często sam kierowca przecież jest winny zdarzeniu, ten już nie żyje więc pewnie sprawa się tak zakończy. Nie da się przecież dojść przyczyny jeśli zawinił sam kierowca czy zasnął, czy odwrócił na moment uwagę od drogi, czy ktoś zajechał mu drogę itd. Tego już nie powie, natomiast to on prowadził a nie szef biura podróży. To duża odpowiedzialność taki biznes, bo nie może odpowiadać za jakieś błędy kierowców.
Jaga
1 tyg. temu
Ha ha był sprawny miał badania tak jak autokar z Opola pie rdolnal na drodze zjechał na pobocze wezwała policję zdjęci koło a tam koszmar ściągnęli następny autokar niby sprawny prosiłam policje aby ten autokar sprawdzili był taki sprawny że musieli wymienić koło nikomu nie wierze. .
...
Następna strona