Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Weronika A. Kosmala
|
aktualizacja

Wyrzuciłeś krzesło z PRL? Było warte średnią krajową

109
Podziel się:

Meble rodem z PRL niejednym przypominają siermięgę minionego ustroju, ale perspektywa zmienia się, gdy do obrazków dopasujemy stawki notowane na aukcjach. Szary fotel z lat 60., szklany wazonik z lat 70. oraz zielonkawy serwis do kawy z Chodzieży to kolejno: 4500 zł, 2500 zł i 10 000 zł. Każda ćmielowska figurka czy rozchwiane krzesło z domu dziadków, które pochłonęła śmieciarka, mogły przynieść zarobek. Eksperci twierdzą, że nawet czterocyfrowy.

Wyrzuciłeś krzesło z PRL? Było warte średnią krajową
Muzeum PRL w Nowej Hucie. Wielu z nas wciąż ma meble i przedmioty użytkowe z tamtego okresu. (East News)

Powiatowa spółdzielnia z Przasnysza, zakłady fajansu z Włocławka czy swojsko nazywane huty szkła w pierwszej kolejności nie kojarzą się z wystawnością wprawiającą w osłupienie gości. Zwykle bywa na odwrót - prędzej podsuniemy komuś zakąskę na półmisku z sieciówki niż na porcelitowym talerzu w płynne, kolorowe wzory z lat 60. Pierwszy kosztował nas kilkanaście złotych, podczas gdy drugi mógłby być wylicytowany na aukcji powyżej 1000 zł, bo pasja, z jaką wyrzucamy PRL-owskie projekty na śmietnik, z wielu przedmiotów uczyniła już kolekcjonerskie rzadkości.

Na aukcjach notowane są wyroby z porcelany, popularne wazony w kolorze zachodu słońca, krzesła, gazetowniki czy regały cenionych projektantów, które pasjonaci wychwytują nierzadko pomiędzy niebieskimi workami.

Zobacz także: Dostają wysokie pensje, ale cena, jaką sami płacą, też jest duża

- Podobny los spotyka często słynne fotele Józefa Chierowskiego, które na śmietnikach i podczas czyszczenia kamienic pozyskiwane są już przez wyspecjalizowane firmy. Po odnowieniu, a niekiedy tylko odświeżeniu, modele trafiają na rynek kolekcjonerski z cenami od 700 zł do nawet około 5000 zł. Gdyby komuś udało się znaleźć natomiast niewprowadzony do masowej produkcji fotel Romana Modzelewskiego z epoki, cena na aukcji wyniosłaby najpewniej około 80 000 zł - komentuje Iwona Wojnarowicz z domu aukcyjnego Libra.

Gra o tron

Wspomniane fotele Chierowskiego - typ 366 - opisywane są w książkach jako najczęściej spotykane meble polskich mieszkań z lat 1960-1980. Tapicerowane siedzisko wydłużające się w oparcie, szeroko rozwarte nogi z bukowego drewna i łagodnie skośne podłokietniki zestawione zostały po raz pierwszy w meblarskiej fabryce w Świebodzicach. Mimo że produkcja wynosiła setki tysięcy egzemplarzy i zapełniała zarówno placówki dyplomatyczne, jak i ciasne mieszkania, na dzisiejszym rynku kolekcjonerskim każda przyzwoicie zachowana sztuka jest rozchwytywana.

- Bardzo wielu z nas do niedawna uznawała te przedmioty za zupełnie bezwartościowe i namiętnie wyrzucała na śmietnik podczas remontu. Okazuje się więc, że w kontenerach znajdywane są czasem najcenniejsze przykłady rodzimego dizajnu, który właśnie w dobie PRL reprezentował bardzo wysoki poziom. Części społeczeństwa wyposażenie z tamtego okresu przypomina jedynie szarzyznę ustroju, natomiast pokolenie od lat 80. kupuje te przedmioty za kwoty liczone w tysiącach złotych, dostrzegając, że polska szkoła dizajnu wzorowana bywała m.in. na skandynawskiej - dodaje Iwona Wojnarowicz, przyznając, że sama widywała takie przedmioty, wyrzucając śmieci.

W przeciwieństwie do innych obszarów kultury, wzornictwo PRL nie zagrażało reżimowi żadnym buntowniczym przekazem, dlatego fantazja w jego projektowaniu nie była tłamszona przez władzę.

Ostrożnie, szkło

Oprócz mebli, których urody zdarza nam się nie zauważyć, z rozmachem wysypujemy do worków również ich zawartość: użytkowe szkło i porcelanę, a w szczególności czerwonawe wazoniki, których o czterocyfrowe ceny nie podejrzewają czasem nawet wprawni kolekcjonerzy.

 - Niedawno miałem do czynienia z całym kolekcjonerskim domem, pełnym dzieł sztuki prosto z dawnej Desy. Okazało się, że oprócz nich poupychane były w różnych kątach przedmioty zupełnie niedocenione. Mnóstwo kolorowych szkieł Horbowego, Słuczana-Orkusza i innych projektantów tłoczyło się na parapetach. W kuchni na stoliku wśród antyków stała jak gdyby nigdy nic lampa rogata w pięknym żółto-czarnym malowaniu. W kącie piwnicy - fajansowy kosz do owoców projektu Płażewskiego. Kiedy zwracałem na nie uwagę, właściciele byli zdziwieni, że to mnie interesuje - przecież to PRL, właściwie do utylizacji… A potem na aukcji wszystkie te dzieła rzemiosła posprzedawały się znakomicie - komentuje Adam Chełstowski, właściciel domu aukcyjnego Artessia.

Wspomniany przez niego Zbigniew Horbowy uznawany jest za ikonę rodzimych projektantów użytkowego szkła, dlatego zanim pozbędziemy się pochopnie kilkuset, a nawet kilku tysięcy złotych, warto wpisać do wyszukiwarki siedem liter jego nazwiska.

 Dawno temu w szafie

- Sama znalazłam w kredensie u rodziców dwa PRL-owskie wazony z dmuchanego barwionego szkła - dzisiaj już wiem, że to popularny "koziołek" zaprojektowany przez Czesława Zubera oraz klasyczny przykład wzornictwa Zbigniewa Horbowego. Oba byłyby warte po kilkaset złotych, być może powyżej 1000 zł - wspomina Iwona Wojnarowicz, wskazując na potencjał niezgłębionych szaf rodzinnych domów.

Czego oprócz szklanych dzbanów warto w nich poszukać? Zdecydowanie porcelanowych figurek, a także radosnych serwisów kawowych - z Chodzieży, Ćmielowa, Pruszkowa, czy śląskich Bogucic oraz wytwórni Steatyt.

Jak zauważa ekspertka, produkcję okresu PRL dzieli się na dwie linie: masowa przeznaczona była na rynek krajowy, a ekskluzywna na eksport oraz dla partyjnych dygnitarzy. Do drugiej zalicza się m.in. ćmielowskie serwisy o pozłacanych elementach - jeśli natrafimy na taki w komodzie, na rynku kolekcjonerskim będzie warty więcej niż zestaw bez pozłotki.

Według aukcyjnych notowań, ceny kompletnych serwisów kawowych dochodzą nawet do kilkunastu tysięcy złotych, a dla wyrobów ze wspomnianych zakładów rozpoczynają się zwykle od 700-800 zł.

Odwracaj kota

Przykładowy kawowy serwis Ina z Ćmielowa uzyskał na październikowej aukcji próg 7000 zł, ale o wartości zadecydował i stan zachowania, i fakt, że filiżankom towarzyszyły spodki, dzbanek, cukiernica oraz mlecznik bez uszczerbku. Autorem ich projektu jest Lubomir Tomaszewski, któremu PRL-owskie wnętrza zawdzięczają również część słynnych porcelanowych figurek, m.in. wielbłąda, charta czy mamuta. Najrzadsze kosztują nawet powyżej 20 000 zł, choć większość tych ćmielowskich ma ceny od 800 zł do kilku tysięcy złotych.

Jak radzi Iwona Wojnarowicz, porcelanowego kota czy jamnika przypisać możemy do konkretnej dekady po kształcie pieczęci umieszczanej od spodu, podobnie jak dzięki nalepkom na plecach rozpoznać da się projektanta starego mebla. W polskich mieszkaniach kurzy się ponadto również ceniony dizajn niemiecki, szwedzki czy austriacki, a niezależnie od stanu zachowania, zawsze opłaca się go komuś odsprzedawać. Czasem zdarza się i tak, że wśród byle krzeseł czeka prawdziwa perła rzemiosła warta nowego samochodu…

- Nigdy nie zapomnę aukcji z lat 90., kiedy na licytacji w Łodzi wystawiono krzesło autorstwa Władysława Strzemińskiego. Za tysiąc złotych! Po zagorzałej licytacji zostało sprzedane za 50 000 zł. To dopiero była wtedy sensacja. A właśnie na takich krzesłach przysiadywały panie pilnujące ekspozycji w pobliskim muzeum sztuki! Podobno nazajutrz po aukcji schowano je do magazynów - komentuje Adam Chełstowski, przestrzegając przed porządkami, które kończą się powyłamywanymi nogami.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(109)
Koneserka
rok temu
Mam pare( naście) perełek z przd 50- 40 lat.Stan super, tylko takich skarbów szukam.Głownie na wystawkach i pod kontenerami.Chodze z psem na spacery o dziwnych porach.4 rano 2 w nocy...i w tedy znajduje super rzeczy.Na początku znajomi byli zniesmaczeni...do czasu, teraz są w szoku co ludzie wurzucają a ja nigdy nie przestane się dziwić dlaczego ktoś się pozbył np.pięknej porcelany, unikatowych mebli,pięknej lampy z lat 60 stan idealny. .dla jednych śmieć dla innych skarb.
Mazurka
2 lata temu
lubię i mam antyki , często wymagały pracochłonnej renowacji , sporo porcelany KAROLINA w różowe kwiatki używam (ale ostrożnie :), szkło szlifowane z huty HORTENSJA jednak tylko od świątecznej okazji ( baaardzo cieniutkie), dużo odziedziczyłam i sporo kupiłam , bo lubię :) mam też lekceważony teraz WŁOCŁAWEK i nie zamierzam się go pozbywać , taka ze mnie dziwaczka :) pozdrawiam innych dziwaków zbierających ,,niepotrzebne,, starocie :)
Pamiętam te m...
2 lata temu
Meble wtedy były z naturalnych materiałów. Drewno, meble tapicerowane na sprężynach, porządne.Ale wzornictwo lekkie! Meble na nózkach. Mymieliśmy 3 pokoje: sypialnia rodziców, spory salonik i mój pokój.W kucni też były takie lekkie, białe mebelki. W saloniku: Biblioteczka, kredens na nóżkach- dębowy. Stół rozkładany z krzesłami na 6 osób.Stolik kawowy i te gięte foteliki. Stolik na radio i telewizor czarno- biały)) W sypialni rodziców królował duży tapczan z wałkami, a ja miałam kozetkę, lekki regał na ksiażki i szafę. Zasłonki były w geometryczne wzory, dywan w saloniku też. Na podłodze był parkiet. W łazience pralka- Frania, a wkuchni baniasta lodówka- Polar. Rodzice pracowali obydwoje. Ja w przedszkolu, a potem z kluczem na szyi ganiałam po podwórku z innymi dziećmi. Żyło się dobrze, choć skromnie.
Nikaa
2 lata temu
Te stare meble PRL- owskie są teraz BARDZO modne!! Ale odnowione! Wtedy w Polsce było znakomite wzornictwo, zwł w latach 60- tych. Te meble są sliczne! Lekkie, znakomite materiały! Drewniane! Wystarczy dać do ponownego obicia, a stelaż wyszlifować i zawoskować. Świetne też było wtedy wzornictwo tkanin- geometryczne( taka moda była wtedy) Doskonałe też było wzornictwo szkła, porcelany- też geometryczne, kubikowe inspirowane Picassem. . Teraz ten styl wnętrzarski jest bardzo modny, zwłaszcza wśród młodych ludzi urządzających swoje mieszkania.
tezeusz
2 lata temu
Jak coś modne, to się sprzedaje. Ale też nie modę zawsze chodzi. Swego czasu miałem 4 krzesła z czasów PRL. Pokrycie było już zużyte, ale konstrukcja solidna, więc - jak to wiele osób robi - zostały solidnie zabezpieczone i pozostawione na zasadzie że może się przydarzą, albo ktoś potrzebujący je weźmie. Kolejne krzesła, już "nowoczesne" zaczęły się sypać po roku. Nie było sensu zostawiać, bo niewiele można było z nimi zrobić. Kolejne również tak samo. Więc zaniosłem do tapicera te PRL owskie. Koszt renowacji porównywalny z ceną nowego krzesła ze średniej półki. I tak już w tym swoim drugim życiu służą chyba od 10 lat. W jednym, praktycznie nieużywanym pokoju stoi "meblościanka" zakupiona chyba w 1971 roku. Meble były wyprodukowane w nieboszczce Niemieckiej Republice Demokratycznej.
...
Następna strona