Trump ma nowy problem. Kontrowersyjny fundusz budzi sprzeciw nawet w jego partii
W otoczeniu Donalda Trumpa trwa dyskusja, czy wycofać się z prac nad funduszem wartym niemal 1,8 mld dol., przeznaczonym dla osób twierdzących, że spotkały je polityczne represje. Taki krok miałby pomóc w przeforsowaniu w USA finansowania działań imigracyjnych. Sam fundusz wywołał sprzeciw części republikańskich senatorów i trafił pod lupę sądu.
O sprawie pisze "Wall Street Journal". Jak podaje dziennik, "ponad tuzin senatorów Partii Republikańskiej miał w ostatnich dniach prywatnie namawiać najbliższych współpracowników prezydenta, by porzucili prace nad funduszem odszkodowawczym Anti-Weaponization Fund. Wśród osób, które zgłaszały zastrzeżenia, znalazł się także Lindsey Graham z Karoliny Południowej, zwykle wspierający działania Trumpa. Sam prezydent nie zgodził się dotąd na likwidację funduszu, ale miał przyznać sojusznikom, że widzi polityczny problem w relacjach z republikanami w Senacie.
Projekt powstał z myślą o wypłatach dla osób, które twierdzą, że w poprzednich latach państwowe instytucje wykorzystano przeciw nim z powodów politycznych. W administracji Trumpa rosną wątpliwości, czy fundusz w obecnej formie da się obronić. Biały Dom przekonuje zarazem, że rząd mógłby zawierać ugody także bez tworzenia osobnego mechanizmu wypłat.
Polak robił biznes z FBI. "Nie miała tego żadna firma"
Republikanie naciskają na Biały Dom
Sprzeciw w obozie republikańskim nasilił się po spotkaniu senatorów z pełniącym obowiązki prokuratora generalnego Toddem Blanche'em. Ted Cruz ocenił je jako jedno z najtrudniejszych w swojej pracy w Senacie. Według jednej z osób obecnych przy rozmowach republikańscy senatorzy potraktowali przedstawiciela administracji ostrzej niż w innych podobnych sytuacjach.
Część parlamentarzystów obawia się przede wszystkim, że pieniądze mogłyby trafić do niektórych uczestników szturmu na Kapitol z 6 stycznia 2021 r., którzy atakowali policjantów. Blanche publicznie bronił jednak samej konstrukcji funduszu i przekonywał, że oburzenie jest przedwczesne, bo projekt znajduje się dopiero na wczesnym etapie. Departament Sprawiedliwości utrzymuje, że wiele osób rzeczywiście padło ofiarą nadużyć za administracji Joe Bidena.
Skąd wziął się fundusz Trumpa
Jak tłumaczy "Wall Street Journal", fundusz był elementem porozumienia, w ramach którego Trump wycofał pozew przeciwko urzędowi skarbowemu IRS oraz dwa roszczenia związane z wcześniejszymi śledztwami wobec niego, warte łącznie ok. 230 mln dol. W styczniu prezydent domagał się od IRS co najmniej 10 mld dol. odszkodowania za ujawnienie jego zeznań podatkowych. W rozmowach o nowym mechanizmie mieli uczestniczyć m.in. prywatni prawnicy Trumpa, w tym Boris Epshteyn.
Epshteyn proponował nazwiska do pięcioosobowej komisji, która miałaby rozpatrywać wnioski osób uważających się za pokrzywdzone i zatwierdzać wypłaty. Urzędnicy przez wiele miesięcy debatowali, jak zamknąć spór z IRS, ale uznali, że bezpośrednia wypłata pieniędzy dla samego Trumpa mogłaby wywołać negatywną reakcję wyborców. Dlatego rozważali szerszy model rekompensat dla osób, które uważały się za poszkodowane przez działania poprzedniej administracji, m.in. uczestników protestów przeciw aborcji później ułaskawionych przez Trumpa oraz osób mówiących o dyskryminacji chrześcijan.
Sam Trump nadal jest rozgoryczony nielegalnym ujawnieniem jego zeznań podatkowych przez byłego współpracownika Urzędu Skarbowego (IRS) oraz dochodzeniami karnymi, z którymi miał do czynienia przed powrotem do Białego Domu - podaje "WSJ". M.in. chodzi o śledztwo, w ramach którego FBI przeprowadziło przeszukanie jego rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie. Nalot nastąpił po tym, jak Trump zabrał z Białego Domu dokumenty niejawne i odmówił ich zwrotu.
Osoby zaznajomione z jego wypowiedziami twierdzą, że często rozmawia on ze swoimi doradcami i prawnikami o kontrolach, którym został poddany – oraz o wycieku jego zeznań podatkowych – a także o swojej chęci zemsty. Na mocy ugody, która obejmuje utworzenie "funduszu przeciwdziałającego wykorzystywaniu informacji do celów politycznych", wszystkie toczące się kontrole wobec Trumpa zostały skutecznie zakończone - relacjonuje "WSJ".
Spór o fundusz trafił do sądu
W piątek sędzia federalna w sądzie we wschodniej Wirginii nakazała wstrzymanie prac nad uruchomieniem funduszu do czasu rozpoznania pozwu kwestionującego ten mechanizm. To nie jedyny front prawny związany z całą sprawą. Sędzia Kathleen Williams z federalnego sądu na południu Florydy ma otrzymać do 12 czerwca odpowiedź prawników Trumpa na wniosek 35 byłych sędziów, którzy chcą ponownego otwarcia zakończonego już postępowania.
Byli sędziowie twierdzą, że zawarta ugoda rodzi poważne pytania o sposób przedstawienia sprawy sądowi i możliwą manipulację systemem wymiaru sprawiedliwości. Doradcy Trumpa prywatnie mają się też obawiać kosztów politycznych przed wyborami do Kongresu. Ich zdaniem republikanom trudno byłoby bronić takiego funduszu w kampanii, a dodatkowym sygnałem napięcia była rezygnacja głównego prawnika resortu skarbu Briana Morrisseya w dniu ogłoszenia funduszu - podkreśla "WSJ".