Co zyskał Trump na wojnie? Firmy zarabiają, a zwykli ludzie? "Są wściekli na Trumpa"
Od ataku na Iran i blokady cieśniny Ormuz amerykańscy producenci odnotowują rekordowy eksport LNG oraz ropy naftowej. - Cała Zatoka Meksykańska produkuje na maksymalnych mocach - zaznacza dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego z Fundacji Pułaskiego. Zwykli Amerykanie płacą jednak za wojnę w cenach paliw.
Po trzech miesiącach od rozpoczęcia bombardowań Iranu, odwetowych ataków Teheranu na instalacje gazowe i naftowe, rurociągi i porty krajów Zatoki Perskiej oraz skutecznej blokady cieśniny Ormuz wciąż nie widać zakończenia rozkręcającego się kryzysu.
Mimo buńczucznych zapowiedzi Donalda Trumpa o rychłym zwycięstwie i przymuszeniu Iranu do zawarcia rozejmu, do odblokowania cieśniny nie doszło, a ceny gazu i ropy naftowej na światowych rynkach utrzymują się na wysokich poziomach. Co więc zyskała Ameryka na międzynarodowej "awanturze" w Zatoce Perskiej? Zakładane cele (zniszczenie irańskiego programu jądrowego) nie zostały osiągnięte, świat musi się zmagać z kolejnym kryzysem energetycznym, a globalna gospodarka cierpi.
Amunicja na pięć dni wojny? Szef Niewiadowa mówi, jak jest
- Bilans zdecydowanie nie jest korzystny dla prezydenta Trumpa - ocenia w rozmowie z money.pl dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego z Fundacji Pułaskiego oraz Politechniki Wrocławskiej.
Skorzystali amerykańscy eksporterzy LNG
Kryzys wokół Iranu i cieśniny Ormuz stworzył jednak dla USA okazję do zwiększenia sprzedaży swojego gazu skroplonego (LNG) i ropy naftowej.
Odwetowe uderzenie w katarską infrastrukturę LNG Ras Laffan doprowadziło do poważnych zniszczeń obejmujących nawet 17 proc. mocy eksportowych Kataru. Jak przekazała państwowa firma QatarEnergy, naprawy mogą zająć od 3 do 5 lat. Dodatkowo blokada cieśniny Ormuz uwięziła w Zatoce tankowce i jednostki transportujące LNG.
To zachwiało rynkiem. Pierwszy cios przyjęły kraje Azji najbardziej zależne od dostaw z Zatoki Perskiej, ale potem były kolejne konsekwencje: spadek podaży, zacięta rywalizacja o dostawy z innych części świata i wzrost cen.
Jak wyjaśnia dr Zaleski, z powodu kryzysu na atrakcyjności zyskał w Europie i Azji LNG z USA. - Cała Zatoka Meksykańska produkuje na maksymalnych mocach. Doszli do absolutnego maksimum możliwości, do tego stopnia, że wydłużyli terminy bieżących, standardowych procedur konserwacyjnych. Amerykanie są u szczytu swoich możliwości produkcyjnych zarówno LNG, jak i ropy naftowej - ocenia ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego.
W marcu, jak podał Reuters, amerykański eksport LNG wzrósł do rekordowych 11,7 mln ton, wobec 9,94 mln ton w lutym. Był najwyższy wynik w historii. Poprzedni rekord wynosił 11,5 mln ton i padł w grudniu ubiegłego roku.
Wysyłki do Azji wzrosły ponad dwukrotnie. Co interesujące, po ponad rocznej przerwie statki z amerykańskim LNG ruszyły także bezpośrednio do Chin. Reuters pisał o trzech jednostkach z terminali w Luizjanie, spodziewanych w Chinach w czerwcu. Choć w kwietniu całkowity eksport nieco stopniał - do poziomu 10,97 mln ton, to wysyłki do Azji dalej rosły - do 2,71 mln ton.
Tajlandia przyspieszyła rozmowy o długoterminowych dostawach amerykańskiego LNG do kraju. Z kolei główny państwowy koncern naftowo-gazowy Tajwanu i amerykański koncern Cheniere uzgodniły zwiększenie importu LNG z USA do Tajwanu. Według Reutersa chodzi o podwojenie dostaw.
W efekcie blisko czwarta część amerykańskiego LNG trafiła w kwietniu na rynki azjatyckie. Amerykańska Administracja ds. Informacji Energetycznej (EIA) wydała prognozę, w której szacuje, że efekcie kryzysu w Zatoce Perskiej eksport amerykańskiego LNG wzrośnie w całym 2026 r. średnio o 1,9 mld stóp sześc. dziennie, do 17 mld stóp sześc. dziennie.
Nafciarze też zarobili
Zyskały również amerykańskie firmy naftowe. Jak podała agencja Reutersa, w maju Japonia miała odebrać cztery razy więcej amerykańskiej ropy niż rok wcześniej, a japoński koncern Idemitsu Kosan kupił 2 mln baryłek amerykańskiej ropy WTI od południowokoreańskiego koncernu SK Energy z dostawą na czerwiec.
Także rząd Indonezji zapowiedział, że surowiec z Bliskiego Wschodu ma być zastępowany ropą z USA.
Pod koniec kwietnia tygodniowy eksport amerykańskiej ropy sięgnął rekordowych 6,44 mln baryłek dziennie - wynika z danych EIA. Reuters określił ten wynik jako najwyższy w historii. Mało tego, w tym konkretnym tygodniu (zakończonym 24 kwietnia) USA po raz pierwszy od II wojny światowej wysłały za granicę więcej surowej ropy, niż same sprowadziły z zagranicy (w ujęciu tygodniowym).
Eksport naftowy wzrósł wówczas o 1,64 mln baryłek dziennie w ujęciu tygodniowym, a łączny eksport ropy i produktów naftowych sięgnął rekordowe 14,18 mln baryłek dziennie.
Amerykanie wściekli na Trumpa
Mimo że eksporterzy LNG i naftowi giganci zyskali dzięki zwiększonemu eksportowi, zwykli Amerykanie odczuli skutki przedłużającego się konfliktu z Iranem w portfelach.
- O ile przemysł naftowy i rafineryjny przeżywa rozkwit, o tyle boom eksportowy nie przełożył się na zwykłych Amerykanów - podkreśla dr Zaleski.
Reuters, powołując się na badania Ipsos, przypomina, że poparcie dla Trumpa w maju spadło do 30 proc., poziomu najniżego od jego powrotu do Białego Domu. Większość Amerykanów obarcza Trumpa winą za skok cen benzyny.
Według danych EIA cena paliwa w USA wzrosła od początku ataku na Iran o ok. 50 proc. Jeśli w tygodniu poprzedzającym uderzenie za galon (niecałe 3,8 litra) benzyny regular Amerykanie płacili 2,937 dol., to pod koniec maja cena sięga już 4,47 dol. za galon. To wzrost o 52,4 proc.
- Oczywiście znacząco wzrósł eksport, ale cena na rynku odnosi się do cen eksportowych. Przeciętny Amerykanin płaci więc mniej więcej tyle, za ile się opłaca eksportować za granicę. Nie ma preferencji na rynek wewnętrzny. Amerykanie nie zrobili tego, co u nas. Nie ma programów osłonowych. Są niepokoje i to coraz bardziej widoczne - wyjaśnia dr Zaleski.
Przy tankowaniu około 15 galonów (około 57 litrów) wzrost ceny o 1,54 dol. na galonie oznacza, że takie tankowanie kosztuje ok. 23 dol. więcej niż przed wojną.
Również ceny diesla wzrosły. Jak wylicza Reuters, dziś trzeba płacić o 1,71 dol. więcej na galonie. To przełożyło się nie tylko na koszt tankowania przy dystrybutorze, ale też na transport, ceny żywności oraz inflację.
- Amerykanie są wściekli na Trumpa. Jeśli cena dochodzi do 4,50 dol. za galon, to jest to dla Amerykanów, w ich paliwożernych maszynach, niesłychane. Przeżywają prawdziwy szok - stwierdza dr Zaleski.
Jak pisał Reuters, do tej pory za graniczny próg uważano 4 dol. za galon benzyny. To poziom, którego przekroczenie wywołuje publiczny sprzeciw i niepokój ekonomiczny. Część analityków przytaczanych przez agencję prognozuje, że wciąż możliwy jest wzrost cen paliw w USA do 5 dol. za galon, choć według Reutersa siedem stanów już przekroczyło tę granicę.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl