Tygodnie, nie miesiące. Światu kończy się czas do surowcowej katastrofy
Trwająca od blisko trzech miesięcy blokada cieśniny Ormuz wyczerpuje światowe rezerwy ropy naftowej. Choć rynki zachowują pozorny spokój, a ceny utrzymują się w ryzach, eksperci ostrzegają, że przedłużenie kryzysu do wakacji wywoła potężny szok podażowy i cenowy.
Mijają kolejne tygodnie od momentu zablokowania kluczowych morskich szlaków transportowych na Bliskim Wschodzie. Mimo tak poważnego tąpnięcia w globalnej logistyce, rynki finansowe do tej pory nie zareagowały drastycznymi wzrostami cen na stacjach paliw.
To spora zmiana w porównaniu z nerwowymi reakcjami z marca, kiedy to analitycy podnosili kolejne prognozy, wprost określając sytuację jako największy w historii szok podażowy dla globalnego rynku. Ten obecny stan pozornego spokoju jest jednak efektem bezprecedensowego drenażu rezerw strategicznych, a bufor bezpieczeństwa kurczy się z każdym dniem.
Biorąc pod uwagę obecną sytuację, czyli trwającą blisko od trzech miesięcy blokadę cieśniny Ormuz, sytuacja na rynku ropy nie wygląda źle. Pewnie w lutym tego roku, gdyby przedstawić scenariusz trzymiesięcznej blokady, większość specjalistów wskazałoby na cenę ropy na poziomie 150-200 dol. za baryłkę - mówi w rozmowie z money.pl Dawid Czopek, ekspert rynku paliwowego i zarządzający Polaris-FIZ.
Obecnie notowania surowca utrzymują się na znacznie niższych poziomach, co może usypiać czujność inwestorów i konsumentów. Jak wskazuje ekspert, wycena baryłki nieznacznie przekracza 100 dolarów, a na rynku zaszły zjawiska świadczące o wierze w szybkie zakończenie sporu.
- Teraz mamy ceny na poziomie nieznacznie powyżej 100 USD/bbl i w ostatnim czasie ceny kontraktów z dostawą w lipcu oraz spotowa zaczęły się zbliżać do siebie, po dużym rozjeździe w kwietniu (kontrakt 100, spot nawet 150). Wynika to z nadziei na bliskie porozumienie oraz bardzo dużego wykorzystania zapasów - tłumaczy Czopek.
- W ostatnich kilkunastu tygodniach świat bardzo mocno wykorzystywał rezerwy, co pozwoliło uchronić się przed brakami oraz utrzymać cenę ropy na akceptowalnym poziomie - dodaje.
Zamknęli fabrykę Levi’sa. Przejął ludzi i maszyny. "Byłem pierwszy"
Kluczowe zapasy na wyczerpaniu
Sytuację tę uważnie śledzą globalne instytucje badawcze. Z analiz firmy HFI Research, na które powołuje się serwis Business Insider, wynika, że pierwsza połowa czerwca może okazać się momentem krytycznym. Jeśli do tego czasu szlaki handlowe pozostaną zamknięte, rynek może ogarnąć zjawisko paniki zakupowej. Dotychczasowa stabilność była bowiem kupowana kosztem przyszłego bezpieczeństwa energetycznego.
Jeżeli konflikt będzie trwał dłużej, zagrożenie, że nadmiernie uszczuplimy zapasy, będzie bardzo duże, stąd teraz cały świat "gra" na to, że Cieśnina zostanie odblokowana najpóźniej na przełomie maja i czerwca - podkreśla w rozmowie z money.pl Dawid Czopek.
Złożoność obecnego kryzysu wykracza jednak daleko poza same wyceny giełdowe. Dziennik "Financial Times" zwraca uwagę, że globalna gospodarka wchodzi w fazę, w której wirtualne obawy inwestorów zamieniają się w fizyczne braki towarów na rynkach.
Tankowce wypełnione surowcami nie przepływają przez zablokowane akweny od końca lutego, co tworzy narastającą wyrwę w łańcuchach dostaw. Według Nicka Butlera, byłego wiceprezesa koncernu BP i eksperta King's College London, w najbliższym czasie konieczne będzie zarządzanie fizycznymi niedoborami, co może wymusić tłumienie popytu i spowolnienie gospodarcze.
Problem z rafineriami i gotowymi paliwami
Sytuację dodatkowo komplikują zniszczenia infrastruktury na Bliskim Wschodzie. Z rynkowych raportów wynika, że z użytku wyłączono część rafinerii w regionie Zatoki Perskiej oraz instalacje gazowe w Katarze. Oznacza to, że z globalnego obiegu wypadła nie tylko ropa surowa, ale przede wszystkim gotowe produkty, takie jak diesel czy paliwo lotnicze, które trafiały bezpośrednio do Europy i Azji.
Wielu obserwatorów liczyło, że braki te zrekompensują Stany Zjednoczone. Eksperci branżowi ostrzegają jednak, że choć USA są potężnym producentem, ich rafinerie są technologicznie przystosowane do przetwarzania określonych, cięższych gatunków ropy, których obecnie brakuje na rynku. Zastąpienie zablokowanych dostaw z dnia na dzień okazuje się logistycznie i technologicznie niemożliwe.
Inflacyjne domino uderzy w gospodarkę
Kaskadowe skutki blokady cieśniny Ormuz dotykają znacznie szerszego spektrum gospodarki niż tylko sektora paliwowego. "Financial Times" alarmuje o zagrożonych dostawach substancji krytycznych dla nowoczesnego przemysłu. Chodzi między innymi o hel niezbędny do produkcji mikroczipów oraz komponenty kluczowe dla branży nawozów sztucznych, takie jak mocznik czy amoniak. Ograniczenie ich dostępności to bezpośrednie uderzenie w produkcję rolną, co może wywołać kolejną falę inflacji konsumenckiej.
Rynki wciąż wyceniają szybkie i pokojowe rozwiązanie konfliktu, jednak margines błędu dla takiego scenariusza właśnie się wyczerpuje.
Geopolityczny rollercoaster rynków paliwowych
Sytuacja na Bliskim Wschodzie przypominała zresztą w ostatnich miesiącach istny geopolityczny rollercoaster, w którym rynkowe nastroje zmieniały się z tygodnia na tydzień. Jeszcze w połowie kwietnia inwestorzy liczyli na dyplomatyczne przełamanie impasu, a ceny ropy znalazły się pod silną presją doniesień o zakulisowych rozmowach na linii Waszyngton-Teheran. Nadzieje na szybką deeskalację działań wojennych i odblokowanie transportu okazały się jednak przedwczesne.
W efekcie z każdym kolejnym tygodniem optymizm na giełdach topniał na rzecz obaw o strukturalne niedobory. To, co początkowo miało być jedynie przejściowym zawirowaniem, ostatecznie przerodziło się w pełnoprawny kryzys z ponurymi prognozami dla globalnej gospodarki. Jeśli scenariusz dyplomatyczny całkowicie zawiedzie, nadchodzące miesiące mogą przynieść bolesne uderzenie w portfele konsumentów, wymuszając na bankach centralnych kolejne trudne decyzje w walce o to, by inflacja ponownie nie wyrwała się spod kontroli.
- Wydaje się, że nikt nie wyobraża sobie innego scenariusza, także biorąc pod uwagę skalę uwolnienia zapasów. Przedłużenie konfliktu do wakacji oznaczałoby w mojej opinii duże kłopoty, szczególnie biorąc pod uwagę to, że już wcześniej wykorzystaliśmy znaczną część "polisy ubezpieczeniowej", czyli zapasów i zakładając odpowiedni nienaruszalny w warunkach pokoju poziom, nie będziemy mogli z nich w przyszłości korzystać w tym tempie - podsumowuje Dawid Czopek.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl