Trump pchnął bogaty kraj w stronę UE. "Szukają zabezpieczenia"

Rząd w Reykjaviku na sierpień wyznaczył datę referendum w sprawie wznowienia przerwanych negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. - Amerykańskie groźby wobec Grenlandii niepokoją Islandczyków. Szukają zabezpieczenia. Dla UE to dobra wiadomość - ocenia prezes WiseEuropa Maciej Bukowski.

Premier Islandii Kristrun Frostadottir w tle szefowa KE UrsulaPremier Islandii Kristrun Frostadottir w tle szefowa KE Ursula von der Leyen, prezydent USA Donald Trump
Źródło zdjęć: © Getty Images | Getty Images
Przemysław Ciszak

Rząd Islandii wyznaczył na 29 sierpnia datę referendum, w którym obywatele zdecydują, czy państwo wznowi przerwane negocjacje akcesyjne z Unią Europejską. To zwrot w nastawieniu mieszkańców nordyckiego państwa, które ponad dekadę wcześniej wstrzymało starania o akces do Wspólnoty.

- Sytuacja drastycznie się zmieniła. Kryzys grenlandzki i ekspansywna polityka Trumpa pchnęły Islandię w kierunku zbliżenia z Unią Europejską. Na całej szeroko rozumianej Północy zmienia się kurs na proeuropejski. Widzimy ten trend. To nie tylko islandzki fenomen, ale też norweski - ocenia w rozmowie z money.pl Maciej Bukowski, prezes WiseEuropa, lider Programu Ekonomia i Polityka Gospodarcza.

Rosnące znaczenie Arktyki w geopolitycznej układance, jak i roszczenia prezydenta USA Donalda Trumpa do położonej w tym regionie Grenlandii sprawiły, że już w marcu premier Islandii Kristrun Frostadottir przekonywała, że powrót do negocjacji z UE jest decyzją o strategicznym znaczeniu.

Jak bezpiecznie chronić pieniądze przed inflacją? "Gwarancji nie ma"

Pamiętają, "że USA w czasie II wojny światowej zajęły ich wyspę"

- Rejon między Wielką Brytanią, Grenlandią i Islandią to kluczowy obszar strategiczny. Stawia więc je w orbicie zainteresowania Trumpa. W Reykjaviku z niepokojem obserwowano, co się działo w sprawie Grenlandii. Wśród Islandczyków wciąż pokutuje pamięć o tym, że USA w czasie II wojny światowej zajęły ich wyspę. Nie są to dobre wspomnienia - zaznacza Tomasz Zduńczyk, analityk ds. bałtyckich i nordyckich z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Islandia boi się Trumpa. W UE szuka zabezpieczenia

Islandia nie ma własnej armii. Należy do NATO, ale ma także podpisaną umowę obronną z USA. Przez lata to było skuteczną gwarancją bezpieczeństwa. Dziś już nie jest. Nakładane przez Trumpa cła na Islandię, wspomniana presja w kierunku aneksji Grenlandii, polityczne ataki na sojuszników sprawiły, że kraj ten szuka bezpiecznych sojuszników.

Żart Billy'ego Longa, kandydata Trumpa na ambasadora w Islandii, że kraj ten stanie się 52. stanem USA (51. miała być Grenlandia albo w innej koncepcji Kanada), a on zostanie jego gubernatorem, zbulwersował opinię publiczną, a temat powrotu do negocjacji z UE stał się jeszcze pilniejszy.

- Zwiększenie nakładów na obronność, programy zbrojeniowe sprawiły, że UE przestała być traktowana jedynie jako format gospodarczy. Staje się realnym zabezpieczeniem - zaznacza Zduńczyk.

W marcu Islandia i UE podpisały umowę o partnerstwie obronnym, a rząd wyspy przyśpieszył datę referendum. Pierwotnie zapowiadał, że zorganizuje je do końca 2027 r.

- Trump się któregoś dnia skończy, ale nie trumpizm. Część republikanów, czy też zagorzałych zwolenników MAGA, postrzega dominację USA w radykalny sposób. To powoduje, że Europa widzi potrzebę wzmocnienia swojej pozycji poprzez nowe sojusze z Kanadą, z Indiami. Jej rozszerzenie to sygnał, że nie jest upadającym formatem - zaznacza Maciej Bukowski.

Bogaty kraj chce do UE

Oczywiście, jak zaznacza Tomasz Zduńczyk, referendum dotyczy wznowienia rozmów akcesyjnych z UE, co jeszcze nie oznacza przystąpienia. Niemniej nastroje społeczne mocno się zmieniły.

Szefowa rządu koalicyjnego i liderka socjaldemokratycznego Sojuszu Kristrun Frostadottir przypominała, że obecnie Islandia ma lepszą pozycję negocjacyjną niż po kryzysie ekonomicznym 2008 r. Dziś jest bogatym krajem. Choć zmaga się z inflacją na poziomie około 5,2 proc., to ma piąty najwyższy PKB na mieszkańca na świecie.

Jeszcze w lutym szefowa dyplomacji Islandii Thorgerdur Katrin Gunnarsdottir przekonywała, że nie spodziewa się długich negocjacji z UE, gdyż jej kraj już należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, co oznacza, że rynek jest w dużej części zintegrowany. Jej zdaniem obszary akcesyjne, które zostały już omówione, zostaną zaktualizowane.

- Dla Unii Europejskiej rozszerzenie o Islandię byłoby sukcesem politycznym. Nie tylko zyskuje kontrolę nad szlakami morskimi, zwiększa wpływy w regionie, o który konkurują obecnie supermocarstwa, ale pozyskuje dodatkowego płatnika netto. Pokazuje, że jest atrakcyjna nie tylko dla aspirujących krajów potrzebujących wsparcia programów, ale również zasobnych krajów - ocenia Zduńczyk.

Jak dodaje analityk PISM, to jak przebiegnie referendum w Islandii, będzie miało wpływ na sytuację w Norwegii. Efekt może być taki, że poszerzanie Unii nabierze tempa. - Dla UE to dobra wiadomość - uważa prezes WiseEuropa.

Problemem mogą być łowiska

Jak zaznaczają eksperci, z którymi rozmawiał money.pl, udział zwolenników i przeciwników akcesji do UE na Islandii jest mniej więcej równy. Nie bez powodu w 2013 r. kraj zamroził negocjacje, a dwa lata później się z nich wycofał.

Jednym z kluczowych problemów są poważne obawy o sektor rybołówstwa. - To największe dobro narodowe Islandii - zaznacza analityk PISM. Stanowi bardzo ważną gałąź gospodarki. Produkty morskie odpowiadają za ponad 1/3 eksportu towarów, czyli są porównywalnym filarem handlu zagranicznego do aluminium - wynika z danych OECD.

Dlatego też Islandczycy chcą się chronić zarówno przed kwotami połowowymi (limity określające, ile ryb danego gatunku można złowić w danym roku na konkretnym akwenie) narzucanymi przez Unię, jak i przed otwarciem na konkurencję.

Według szefowej islandzkiego MSZ trudnymi tematami negocjacji byłyby także rolnictwo i rynek pracy. Islandia ma mały, specyficzny rynek i wysokie koszty życia, więc obawy dotyczą m.in. konkurencji, regulacji i wpływu wspólnego rynku na lokalne sektory - wskazywał Reuters.

Jak przypomina Polska Agencja Prasowa, kraj przeszedł drogę od jednego z najbiedniejszych rejonów Europy do znaczącej siły gospodarczej dzięki wykorzystaniu zasobów naturalnych, energetyce i skutecznej restrukturyzacji po kryzysie z 2008 r. Obecna zasobność Islandii opiera się przede wszystkim na rybołówstwie, odnawialnych źródłach energii i rozwijającej się turystyce.

- Zarówno UE sygnalizuje, że skłonna jest iść na kompromis w sprawie kwot połowowych dla Islandii, jak sami Islandczycy coraz bardziej dostrzegają potencjalne korzyści z akcesji do UE - ocenia Maciej Bukowski.

Jak dodaje, dla obecnej administracji USA zbliżenie Islandii do UE nie jest korzystne. Choć nikt nie spodziewa się, że Trump zagrozi Islandii bezpośrednio, to będzie zapewne wykorzystywał wpływy, aby zniechęcić wyspę do przystąpienia do Wspólnoty.

Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie