Zatrudnienie w Polsce jednocześnie rośnie i spada? Wyjaśniamy zagadkę [ANALIZA]
Produkcja tzw. usług rynkowych w Polsce w pierwszych miesiącach tego roku była już realnie o 1/3 większa niż pięć lat wcześniej. Wraz z rozwojem sektora usług publicznych tłumaczy to, dlaczego liczba pracujących nad Wisłą jest stabilna pomimo malejącego już od kilku lat zatrudnienia w przemyśle i handlu.
Według najnowszych doniesień GUS, w lutym tego roku produkcja usług w Polsce zwiększyła się realnie - czyli w cenach stałych - o 5,1 proc. rok do roku po zwyżce o 4,6 proc. w styczniu (to dane oczyszczone z wpływu czynników sezonowych i kalendarzowych). Dla porównania, w dwóch pierwszych miesiącach 2026 r. produkcja przemysłowa wzrosła realnie o - odpowiednio - 0,4 i 1,7 proc. rok do roku, a produkcja budowlana ostro zmalała.
Luty był już 22. miesiącem z rzędu, gdy produkcja usług w Polsce rosła realnie szybciej niż produkcja towarów. Żeby znaleźć kilkumiesięczny okres, gdy było odwrotnie, trzeba się cofnąć do przełomu lat 2021 i 2022, gdy w przemyśle trwał postpandemiczny boom. W rezultacie w pierwszych miesiącach 2026 r. produkcja usług nad Wisłą była o niemal 34 proc. wyższa niż pięć lat wcześniej, podczas gdy produkcja przemysłowa zwiększyła się w tym czasie 17,7 proc. (a produkcja budowlana o zaledwie 4 proc.).
To coś więcej niż boom w turystyce
Sektor usługowy w ostatnich latach był kołem zamachowym większości europejskich gospodarek. Ale w Polsce sektor ten rozwija się wyjątkowo szybko. Według danych Eurostatu, które różnią się nieco od tych krajowych, realna produkcja usług nad Wisłą w ciągu pięciu lat podskoczyła o 36 proc. Lepsze lub podobne wyniki odnotowały tylko turystyczne kraje z południa Europy - Grecja (62 proc.), Hiszpania (42 proc.), Słowenia, Malta, Portugalia (po około 36 proc.) - oraz Estonia (54 proc.) i Bułgaria (37 proc.).
Co dalej z wynagrodzeniami lekarzy? Mocne stanowisko Dziemianowicz-Bąk
W Polsce turystyka również przeżywa rozkwit, o czym świadczy to, że aktywność biur podróży w minionych pięciu latach zwiększyła się trzykrotnie, podobnie jak aktywność w zakresie usług zakwaterowania. I nie był to tylko efekt odbicia po zapaści w trakcie pandemii Covid-19. W ostatnich dwóch latach koniunktura w branżach związanych z turystyką również była dobra. Ale rozwój sektora usług nad Wisłą ma znacznie szerszy zakres.
Porównując pierwsze miesiące tego roku do tego samego okresu 2025 r., największy wzrost produkcji - o niemal 35 proc. - odnotowała branża doradztwa biznesowego. Na kolejnych miejscach były usługi audiowizualne (14 proc.) oraz informacyjne (13 proc.). Szybko rozwijają się też niektóre inne (poza wspomnianym doradztwem) rodzaje usług profesjonalnych, technicznych i naukowych, np. inżynieryjne i architektoniczne. W dłuższym okresie potężny skok aktywności odnotowały m.in. branża magazynowa (o 42 proc. w ciągu pięciu lat) oraz administracyjna (o 34 proc.).
Rynek pracy kurczy się tylko pozornie
W prężnym rozwoju sektora usługowego w Polsce kryje się część odpowiedzi na pytanie, które pojawia się w kontekście niejednoznacznej sytuacji na rynku pracy. Z jednej strony w sektorze przedsiębiorstw, obejmującym podmioty z co najmniej 10 pracownikami, przeciętne (tzn. przeliczone na pełne etaty) zatrudnienie od ponad trzech lat utrzymuje się w trendzie spadkowym. W kwietniu liczba etatów była tam o 61 tys. (0,9 proc.) mniejsza niż rok wcześniej i o 138 tys. (2 proc.) mniejsza niż w tym samym miesiącu 2023 r. Nie da się tego wytłumaczyć tylko dorocznymi zmianami próby objętych tym badaniem firm. Przeciętne zatrudnienie malało też bowiem między styczniem a grudniem tych lat - łącznie nawet bardziej - choć próba się nie zmieniała.
Z drugiej strony, w całej gospodarce narodowej - obejmującej dwuipółkrotnie więcej pracowników niż sektor przedsiębiorstw - liczba pracujących jest stabilna. W listopadzie 2025 r. (to najnowsze dostępne dane) była wprawdzie o 67 tys. osób (0,4 proc.) mniejsza niż rok wcześniej, ale to przede wszystkim skutek odpływu pracowników z rolnictwa. Poza tym sektorem liczba pracujących w ciągu roku zmalała o 18 tys. (0,1 proc.), a w horyzoncie dwuletnim wzrosła o 26 tys. (te dane w cyklu miesięcznym GUS publikuje od początku 2022 r., więc zmiany w okresie trzyletnim nie da się jeszcze ocenić). Tłem dla tych zmian jest systematyczny spadek populacji osób w wieku produkcyjnym.
Do jeszcze bardziej optymistycznych wniosków prowadzi ankietowe Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności, wedle którego w IV kwartale 2025 r. w Polsce pracowało o niemal 100 tys. (0,6 proc.) osób więcej niż rok wcześniej i o blisko 40 tys. (0,2 proc.) więcej niż trzy lata wcześniej.
Wyniki BAEL są spójne z danymi dotyczącymi popytu na pracę nad Wisłą. Jak pisałem niedawno w money.pl, w 2025 r. pracodawcy zlikwidowali najmniej miejsc pracy od co najmniej 2009 r. Tempo kreacji nowych miejsc pracy też wprawdzie zmalało, ale w mniejszym stopniu. W rezultacie przyrost netto liczby miejsc pracy (166 tys.) utrzymał się na relatywnie wysokim poziomie, szczególnie biorąc pod uwagę wspomniane uwarunkowania demograficzne.
W przywołanym wyżej tekście argumentowałem, że sprzeczność między różnymi miarami zatrudnienia jest świadectwem zachodzących w polskiej gospodarce zmian strukturalnych. "Jedną z nich jest oczywiście starzenie się ludności. Inne to przesuwanie się pracowników między sektorami i branżami, związane z odmiennym tempem ich rozwoju oraz zróżnicowanym potencjałem do automatyzacji zadań, a także postępujące rozdrobnienie przedsiębiorstw i wzrost popularności samozatrudnienia względem pracy najemnej" - tłumaczyłem.
Jedni zwalniają, inni zatrudniają
Ta teza prowokuje jednak pytanie, gdzie powstają miejsca pracy, które zastępują te likwidowane w sektorze przedsiębiorstw (9+), szczególnie zaś w przemyśle przetwórczym i handlu detalicznym? Szybki rozwój sektora usługowego sugeruje, że właśnie tam. Dane dotyczące zatrudnienia w gospodarce narodowej to potwierdzają.
W okresie od stycznia do listopada 2025 r. tylko w czterech spośród 16 sekcji wyodrębnionych w ramach gospodarki narodowej liczba pracujących była średnio mniejsza niż w takim samym okresie 2025 r. To handel hurtowy i detaliczny, rolnictwo, leśnictwo i rybactwo, przemysł (nie tylko przetwórczy, ale też górnictwo i energetyka) oraz transport i magazynowanie. Wszystkie z nich odnotowały spadek zatrudnienia także w poprzednim roku.
Z tych sekcji tylko jedna - transport i magazynowanie - to część sektora usługowego. W innych sekcjach usługowych liczba pracujących systematycznie rośnie. W horyzoncie rocznym największy wzrost zatrudnienia (10,2 tys. osób) widać w "pozostałej działalności usługowej".
To szeroka kategoria obejmująca m.in. usługi kosmetyczne i serwisowe (z wyłączeniem naprawy pojazdów). Liczba pracujących wzrosła o co najmniej 7 tys. także w informacji i komunikacji, usługach administracyjnych i wspierających oraz w działalności profesjonalnej naukowej i technicznej. W większości z tych sekcji wzrost zatrudnienia wyhamował w porównaniu do poprzednich lat, co teoretycznie może być związane z coraz większą automatyzacją tego rodzaju usług dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji. Ale w warunkach kurczenia się populacji osób w wieku produkcyjnym wolniejszy wzrost liczby pracujących nie jest zjawiskiem niepokojącym.
Przywołane na początku dane dotyczące produkcji usług nie obejmują edukacji i opieki zdrowotnej, a więc sekcji, w których dużą rolę odgrywa państwo. W potocznym rozumieniu jest to jednak również część sektora usług. I podobnie jak usługi rynkowe, szybko się rozwija. W edukacji w 2025 r. (od stycznia do listopada) pracowało średnio o niemal 30 tys. osób więcej niż rok wcześniej. W opiece zdrowotnej (wraz z opieką społeczną) zatrudnienie zwiększyło się o ponad 15 tys. osób, co ma bezpośredni związek ze starzeniem się ludności, tłumaczącym spadek liczby pracujących w niektórych innych sektorach.
Od kilku lat szybko rośnie też liczba pracujących w administracji publicznej oraz obronie narodowej. To z kolei pokłosie inwestycji państwa w obronność, w tym zwiększania szeregów polskiej armii. Łącznie sektory usług rynkowych, edukacji i opieki zdrowotnej oraz administracji publicznej w 2025 r. odpowiadały już za ponad 54 proc. miejsc pracy poza rolnictwem, w porównaniu do niespełna 52 proc. w 2019 r. – tuż przed pandemią COVID-19, która przyspieszyła transformację polskiej gospodarki – i mniej niż 50 proc. przed 2012 r. (ilustruje to pierwszy wykres w tekście).
Podobny obraz wyłania się ze statystyk dotyczących wakatów w polskiej gospodarce. Choć ich liczba maleje systematycznie od połowy 2022 r., na tle historycznym nie jest nadzwyczajnie niska. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę to, jak szybko maleje populacja osób w wieku produkcyjnym. A w niektórych sektorach, zwłaszcza w edukacji i opiece zdrowotnej, jest na ponadprzeciętnym poziomie.
Z perspektywy pracowników, którzy tracą zatrudnienie w przemyśle lub handlu, fakt, że w innych sektorach gospodarki powstają nowe miejsca pracy, nie jest dużym pocieszeniem. Zwłaszcza że sektorowe zmiany struktury zatrudnienia wiążą się często ze zmianami geograficznymi. Podmioty, które zwiększają liczbę pracowników, nie zawsze mieszczą się bowiem w tych samych regionach kraju, co podmioty likwidujące etaty. W ten sposób przesuwanie się środka ciężkości polskiej gospodarki od produkcji i sprzedaży towarów ku działalności usługowej zwiększa niedopasowanie popytu na pracę do podaży pracy. Nie jest to jednak zjawisko równoznaczne z cyklicznym pogorszeniem koniunktury na rynku pracy, choć niektóre jego objawy mogą być podobne (np. wydłużanie się czasu poszukiwania pracy). Gdzie indziej trzeba więc szukać rozwiązań tego problemu.
Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl