Krach na rynku pracy? Ryzyko utraty pracy nigdy nie było mniejsze [ANALIZA]

Rosnąca stopa bezrobocia, szczególnie wśród osób młodych, oraz zwolnienia grupowe w niektórych zagranicznych korporacjach, prowokują obawy, że automatyzacja uderza w prężny do niedawna sektor usług dla biznesu. W 2025 roku w Polsce zlikwidowanych zostało jednak najmniej miejsc pracy od kilkunastu lat. A zatrudnienie poza rolnictwem, także w nowoczesnych usługach, wzrosło.

Starzenie się ludności zmniejsza ruch na rynku pracy.Starzenie się ludności zmniejsza ruch na rynku pracy.
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, GUS | MOZCO Mat Szymański, FotoDax
Grzegorz Siemionczyk
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Stopa bezrobocia rejestrowanego w styczniu tego roku sięgnęła 6 proc., w porównaniu do 5,7 proc. w grudniu 2025 r. – szacuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To oznacza, że liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy jako bezrobotne zbliżyła się do 935 tys. Wyższa była poprzednio latem 2021 r., gdy rynek pracy był pod wpływem antyepidemicznych restrykcji, które paraliżowały gospodarkę.

To kolejna w ostatnim czasie informacja, która na pierwszy rzut oka maluje ponury obraz sytuacji na rynku pracy. Niedawno GUS informował, że liczba pracowników zgłoszonych do zwolnień grupowych wyniosła w 2025 r. 97,7 tys., najwięcej od 2009 r., gdy polska gospodarka zmagała się z konsekwencjami globalnego kryzysu finansowego. To niemal tyle samo, co łącznie w poprzednich trzech latach. Zwolnienia grupowe pojawiły się też w szeroko rozumianym sektorze usług dla biznesu, obejmującym m.in. telekomunikację i informatykę, finanse, prawo, zarządzanie kadrami i marketing.

Te ostatnie dane wpisują się w inny trend, o którym w money.pl pisaliśmy niedawno: sektor ten, który przez kilkanaście lat konsekwentnie napędzał polski eksport i tworzył dziesiątki tysięcy dobrze płatnych miejsc pracy, wyraźnie stracił impet. Od dwóch lat zagraniczna sprzedaż takich usług nie rośnie już szybciej niż PKB Polski. To, w połączeniu z doniesieniami o rosnącym bezrobociu, budzi obawy, że sektor usług dla biznesu podlega szybkiej automatyzacji, co już zaczęło negatywnie wpływać na polski rynek pracy.

Regulacyjne zamieszanie. Oto przyczyny wzrostu bezrobocia.

Obawy te nie są pozbawione podstaw. - Nasz eksportowy hit, czyli tzw. centra usług wspólnych, to już raczej przeszłość. Oczywiście planu zagospodarowania dziesiątek tysięcy młodych pracowników korpo, którzy zaraz stracą pracę, nie ma – napisał na X dr Iwo Augustyński, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Skomentował tak komunikat banku Goldman Sachs, który posiada swoje zaplecze usługowe w Warszawie, że modele sztucznej inteligencji dobrze sprawdzają się w zadaniach z zakresu obsługi transakcji finansowych. To już teraz wstrzymało wzrost zatrudnienia w tej amerykańskiej instytucji.

Wbrew obawom, w 2025 r. w Polsce rosło zatrudnienie w większości
Wbrew obawom, w 2025 r. w Polsce rosło zatrudnienie w większości branż usługowych. © money.pl | Wojciech Kozioł

Z perspektywy polskich pracowników kluczowe jest jednak to, czy likwidacji miejsc pracy nad Wisłą, niezależnie od sektora, towarzyszy tworzenie nowych miejsc pracy. Najnowsze dostępne dane sugerują, że dotychczas tak się działo. Skala zwolnień i cięć zatrudnienia nie była wyjątkowa ani na tle liczby pracujących w Polsce, ani na tle nowych miejsc pracy. Nie daje to wprawdzie gwarancji, że tak będzie nadal. Ale daje pewne podstawy do optymizmu.

Na początku wyjaśnijmy fenomen wzrostu stopy bezrobocia, widoczny od czerwca 2025 r. Jak tłumaczyliśmy w money.pl, z początkiem tamtego miesiąca w życie weszła nowa ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia, która pozwoliła osobom bezrobotnym rejestrować się w miejscu zamieszkania, a nie w miejscu zameldowania. Umożliwiła też uzyskanie statusu osoby bezrobotnej wszystkim rolnikom, a nie tylko tym, którzy posiadają niewielkie gospodarstwa.

Co więcej, zarejestrowani bezrobotni są wykreślani z ewidencji dopiero po trzech miesiącach braku kontaktu z urzędem, a nie – jak wcześniej - w przypadku odrzucenia oferty pracy bądź niedopilnowania comiesięcznego obowiązku potwierdzenia gotowości do podjęcia zatrudnienia. Te zmiany sprawiły, że wzrosła nieco liczba osób rejestrujących się jako bezrobotne i jednocześnie zmalała liczba osób wyrejestrowywanych.

Konsekwencją zmian regulacyjnych jest też gwałtowny spadek liczby trafiających do urzędu ofert pracy: w styczniu, jak podało MRPiPS, pracodawcy zgłosili 25,4 tys. wolnych miejsc pracy w porównaniu do niemal 89 tys. rok wcześniej. Nie jest to świadectwo załamania popytu na pracowników, jak mogłoby się wydawać, tylko skutek tego, że pracodawcy zostali zwolnieni z obowiązku zgłaszania wakatów zanim powierzą pracę cudzoziemcowi. Są też dokładniej sprawdzani przez urzędników, m.in. pod względem zaległości finansowych.

Najnowsze dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej sugerują, że te zaburzenia powoli ustępują. W styczniu stopa bezrobocia wzrosła o 0,3 pkt proc. w stosunku do grudnia – dokładnie tak samo jak w poprzednich trzech latach. Nie zmienia się też skala wzrostów rok do roku. W minionym miesiącu stopa bezrobocia była o 0,6 pkt proc. wyższa niż rok wcześniej, tak samo jak w poprzednich dwóch miesiącach. W październiku była zaś o 0,7 pkt proc. wyższa. Z kolei przed reformą urzędów pracy wskaźnik ten rósł o 0,1 pkt proc. rok do roku albo w ogóle się nie zmieniał.

Jakikolwiek wzrost zatrudnienia to dzisiaj cud

Jak pogodzić to, że liczba bezrobotnych faktycznie nie rośnie, z tym, że skokowo zwiększyła się liczba osób objętych grupowymi zwolnieniami? Likwidowane miejsca pracy zastępowane są w dużej mierze nowymi, niekiedy w innych sektorach, o czym jednak rzadziej się mówi. A w skali całej gospodarki liczba osób gotowych do pracy w Polsce spada szybciej niż liczba miejsc pracy.

Po pierwsze, zgłoszenie przez pracodawcę zamiaru przeprowadzenia zwolnień grupowych nie jest tożsame z faktycznymi zwolnieniami – nawet uwzględniając naturalne opóźnienie w realizacji tych planów (przykładowo, w dekadzie od 2010 do 2019 r. zgłoszeniami takich zwolnień objętych było blisko 470 tys. osób, ale pracę faktycznie straciło 255 tys.). Często chodzi o rozwiązanie wcześniejszych umów i zawarcie nowych – to przypadek Poczty Polskiej, która w 2025 r. odpowiadała za ponad połowę pracowników zgłoszonych do zwolnień grupowych.

Faktycznie zwolnionych w ramach takich postępowań w ubiegłym roku zostało niespełna 30 tys. osób, nieznacznie więcej niż rok wcześniej. To mniej więcej 0,2 proc. ogółu osób pracujących w gospodarce narodowej (według danych pochodzących ze źródeł administracyjnych, które obejmują także podmioty każdej wielkości, włącznie z samozatrudnionymi – łącznie około 15 mln osób). W takim ujęciu nie jest to wynik szczególnie wysoki: w latach 2011-2013, gdy polska gospodarka znalazła się w stagnacji w następstwie kryzysu zadłużeniowego w strefie euro, odsetek ten dochodził do 0,3 proc.

Nie wolno zapominać też o tym, że obowiązek zgłaszania zwolnień grupowych siłą rzeczy obejmuje tylko dużych pracodawców (zatrudniających co najmniej 20 osób, a w praktyce jeszcze większych). Im więcej takich podmiotów w strukturze zatrudnienia, tym częściej redukcja etatów przybiera formę zwolnienia grupowego. Dane dotyczące liczby pracujących w gospodarce narodowej sugerują zaś, że rola dużych podmiotów faktycznie powoli rośnie. W sierpniu 2025 r. (to najnowsze dane) pracodawcy zatrudniający co najmniej 50 osób odpowiadali za 51,4 proc. liczby pracujących w porównaniu do 51,2 proc. rok wcześniej.

W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. w Polsce zlikwidowano mni
W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. w Polsce zlikwidowano mniej miejsc pracy niż w takim samym okresie poprzednich kilkunastu lat. © money.pl | Wojciech Kozioł

Jak było wcześniej, nie wiadomo. Widać jednak, że liczba osób objętych zwolnieniami grupowymi – zarówno deklarowanymi, jak i faktycznymi – w 2025 r. wzrosła relatywnie do całkowitej liczby likwidowanych etatów. W pierwszych trzech kwartałach minionego roku pracodawcy w Polsce zlikwidowali niespełna 186 tys. miejsc pracy – najmniej od co najmniej 2009 r.

To liczba odpowiadająca 1,3 proc. osób pracujących poza rolnictwem – również najmniej od co najmniej kilkunastu lat (odnosimy się do danych dotyczących gospodarki narodowej, wedle których na koniec 2024 r. w Polsce pracowało niespełna 15,2 mln osób; według BAEL liczba pracujących była wtedy wyższa o około 2 mln osób; oba wskaźniki idą jednak ze sobą w parze, choć różnią się co do poziomu). Inaczej mówiąc: ryzyko utraty pracy nad Wisłą systematycznie spada.

Demografia zmniejsza ruch na polskim rynku pracy

Liczba nowo utworzonych miejsc pracy również była w analizowanym okresie (pierwsze trzy kwartały) mniejsza niż w kiedykolwiek wcześniej w historii tych danych: wyniosła niespełna 329 tys. To jednak wciąż o 77 proc. więcej niż liczba zlikwidowanych miejsc pracy. W pierwszych trzech kwartałach 2024 r. różnica ta była nawet większa, sięgała 90 proc., co sugeruje, że w minionym roku popyt na pracowników nieco osłabł w stosunku do poprzedniego roku. Ale patrząc w szerszej perspektywie był relatywnie wysoki.

Na tle liczby osób pracujących w Polsce skala zwolnień topnieje
Na tle liczby osób pracujących w Polsce skala zwolnień topnieje © money.pl | Wojciech Kozioł
Wypadkową tych zmian powinien być teoretycznie wzrost zatrudnienia, ale w praktyce dane te obejmują nieco węższą grupę podmiotów niż te dotyczące liczby pracujących w gospodarce narodowej. Dlatego te ostatnie pokazują, że w pierwszych ośmiu miesiącach 2025 r. (to najnowsze dane) nad Wisłą pracowało średnio niespełna 15,1 mln osób, o 0,2 proc. mniej niż w takim samym okresie 2024 r. Wyłączając rolnictwo (wraz z leśnictwem i rybactwem), liczba pracujących wzrosła jednak o 0,1 proc.

Na pierwszy rzut oka nie jest to dobry wynik, ale w kontekście starzenia się ludności Polski trudno uznać go za rozczarowujący. Według GUS na koniec 2024 r. populacja osób w wieku produkcyjnym (czyli od 18 lat do 59 w przypadku kobiet i 64 w przypadku mężczyzn) była bowiem o 151 tys. (0,7 proc.) mniejsza niż rok wcześniej. To zaś oznacza, że zatrudnienie relatywnie do liczby osób w wieku produkcyjnym zauważalnie się zwiększyło.

Jak wspomnieliśmy wyżej, badanie aktywności ekonomicznej ludności (BAEL) wskazuje na wyższy poziom zatrudnienia w Polsce, ale jeśli chodzi o jego zmiany, maluje podobny obraz co dane administracyjne. W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. liczba pracujących według BAEL zmalała o 0,1 proc. rok do roku, ale po wyłączeniu rolnictwa wzrosła o 0,4 proc. rok do roku.

W których sektorach zatrudnienie rosło? Najbardziej, o ponad 2,5 proc. rok do roku, w sekcjach "pozostała działalność usługowa" oraz "edukacja" (patrz pierwszy wykres w artykule). Zwyżki o ponad 2 proc. GUS odnotował też w sekcjach "administracja publiczna i obrona narodowa", "działalność związana z obsługą rynku nieruchomości" oraz "informacja i komunikacja".

Nieco mniejsze, ale również zauważalne zwyżki zatrudnienia nastąpiły w innych sekcjach usługowych, które obejmują wspomniane wcześniej centra usług dla biznesu ( "działalność profesjonalna, naukowa i techniczna", "finanse i ubezpieczenia", "administrowanie i działalność wspierająca"). Poza rolnictwem zatrudnienie malało natomiast w przemyśle – zarówno w górnictwie, jak i w przetwórstwie – a także w handlu i transporcie oraz gospodarce magazynowej.

W tych danych wyraźnie widoczna jest zmiana struktury polskiej gospodarki od branż "towarowych" w kierunku branż "usługowych". Jak pisaliśmy w money.pl, ta transformacja może potencjalnie mieć negatywne konsekwencje dla pracowników, nawet jeśli nie będzie wiązała się ze spadkiem popytu na pracę (relatywnie do jej kurczącej się podaży). Istnieje na przykład ryzyko, że nowe miejsca pracy będą gorszej jakości niż te likwidowane, choćby wskutek rozdrobnienia sektora przedsiębiorstw. Wspomniane wcześniej statystyki, wedle których ostatnio udział dużych podmiotów w zatrudnieniu rósł, sugeruje jednak, że jak dotąd ten proces nie zachodził. Zwiększała się też różnica między medianą wynagrodzeń w usługach a medianą wynagrodzeń w przemyśle.

Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl

Wybrane dla Ciebie
"To nie reakcja na inflację". Sieci widzą zmiany. Tak kupują Polacy
"To nie reakcja na inflację". Sieci widzą zmiany. Tak kupują Polacy
Świat spogląda na Bliski Wschód. Rynek reaguje
Świat spogląda na Bliski Wschód. Rynek reaguje
Nie tylko medal. Oto, na co może liczyć Kacper Tomasiak
Nie tylko medal. Oto, na co może liczyć Kacper Tomasiak
Wizy dla pracowników. Niemcy złamały prawo? Cios w polskie firmy
Wizy dla pracowników. Niemcy złamały prawo? Cios w polskie firmy
Akcje Orlenu najwyżej od lat. Surowce napędzają zyski
Akcje Orlenu najwyżej od lat. Surowce napędzają zyski
Gorąco wokół sklepów Dino. Władze spółki przerwą milczenie?
Gorąco wokół sklepów Dino. Władze spółki przerwą milczenie?
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 10.02.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 10.02.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 10.02.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 10.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 10.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 10.02.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 10.02.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 10.02.2026
958 mln zł bez weryfikacji. Żurek zapowiada przełom ws. głośnego śledztwa
958 mln zł bez weryfikacji. Żurek zapowiada przełom ws. głośnego śledztwa
"Gigantyczne łapówki" w Chinach. Prokuratura stawia zarzuty
"Gigantyczne łapówki" w Chinach. Prokuratura stawia zarzuty