Wydarzenia, które zdefiniowały 2025 r. Alfabet ekonomiczny money.pl
Produkt krajowy brutto Polski w 2025 r. przebił 1 bln dol., co zapewniło nam miejsce w grupie 20 największych gospodarek świata. Premier Donald Tusk podkreślał, że to "absolutnie historyczny" fakt. Większość Polaków zapamięta jednak miniony rok z wydarzeń może mniej epokowych, ale za to bardziej odczuwalnych. Przypominamy tematy, którym poświęcaliśmy najwięcej uwagi.
A jak auta z Chin
Czytelnicy mają prawo oczekiwać, że na A będzie afera, bo tych nigdy w Polsce nie brakuje. Spokojnie, jeszcze o tym napiszemy (patrz "K"). Tymczasem odnotujmy, że Polskę zalewają auta z Chin – i to nie elektryczne, tylko hybrydowe i spalinowe, na które UE nie nałożyła w 2024 r. dodatkowych ceł. Według instytutu SAMAR w pierwszych jedenastu miesiącach 2025 r. udział chińskich marek w rejestracjach nowych samochodów osobowych (i małych dostawczych) nad Wisłą wyniósł niemal 6,7 proc., w porównaniu do 1,8 proc. w całym 2024 r. W samym listopadzie przekraczał już 10 proc.
Chińscy producenci, wobec słabego popytu konsumpcyjnego na krajowym rynku i wysokich ceł w USA, nie za bardzo mają alternatywę dla ekspansji w Europie. A Europejczycy wprawdzie tych aut nie chcą, ale zaciskają zęby i biorą. Z badania IBRiS wynika, że 60 proc. Polaków rozważyłoby zakup auta chińskiej marki, gdyby było 20-30 proc. tańsze od preferowanego odpowiednika. A z danych SAMAR wynika, że ten warunek często jest spełniony.
Nowy Chińczyk czy używany z Niemiec? Co się bardziej opłaca? Kamil Makula w Biznes Klasie
B jak butelki
Oczywiście plastikowe, które od października – wraz z puszkami i szklanymi butelkami wielorazowego użytku - objęte zostały systemem kaucyjnym. Pod warunkiem, że mają pojemność do 3 litrów i opatrzono je odpowiednim znaczkiem. W praktyce wielu konsumentów nie miało jeszcze okazji systemu przetestować. Zwrotnych butelek w sklepach było jak na lekarstwo, a automaty, do których można je oddać, aby odzyskać 50 groszy, nie stały się oczywistym elementem wyposażenia sklepów. Podobno zmieni się to od stycznia, gdy minie okres przejściowy.
Jeśli system będzie nastręczał problemów producentom, sprzedawcom i nabywcom napojów, szybko pojawią się pomysły, jak go ominąć. Jeden zademonstrowała w październiku Ustronianka, oferując w sieci Kaufland wodę w butelce o pojemności 3,001 litra. Wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko nie docenił innowacyjności przedsiębiorstwa i wytknął mu "antypolskie cwaniactwo", a Kaufland wycofał kontrowersyjny produkt.
C jak cykl…
…obniżek stóp procentowych, którego formalnie nie było, choć był widoczny gołym okiem. Rada Polityki Pieniężnej między majem a grudniem 2025 r. obniżyła główną stopę procentową NBP z 5,75 do 4 proc. Cięła ją sześć razy, w tym na pięciu kolejnych posiedzeniach. Po każdej takiej decyzji prezes NBP Adam Glapiński przekonywał, że było to "dostosowanie stóp" – czyli, w żargonie ekonomicznym, jednorazowa reakcja na zmianę okoliczności – a nie element cyklu. Towarzyszyła temu litania argumentów, które przemawiają przeciwko łagodzeniu polityki pieniężnej.
Jeśli prezesowi NBP chodziło o utrwalenie wizerunku osoby skrajnie nieprzewidywalnej, to bez wątpienia odniósł sukces. W grudniu 2024 r. ankietowani przez money.pl ekonomiści, bazując m.in. na wypowiedziach Glapińskiego, oczekiwali przeciętnie, że w 2025 r. RPP obniży główną stopę procentową tylko o 0,75 pkt proc., do 5 proc. (chylimy czoła przed analitykami mBanku i BNP Paribas, którzy nie dali się zwieść!).
D jak deklaracja Mentzena
Sławomir Mentzen to prawdziwy zwycięzca ostatnich wyborów prezydenckich w Polsce. Choć formalnie odpadł w pierwszej turze, zdobył wystarczająco dużo głosów (15 proc.), aby pozostali na placu boju kandydaci musieli walczyć o poparcie jego sympatyków. Aby ułatwić swoim wyborcom ocenę, który z pretendentów do prezydentury lepiej go zastąpi, lider Konfederacji spisał swoje credo i przedłożył do podpisu Karolowi Nawrockiemu i Rafałowi Trzaskowskiemu.
Zauważyliśmy wtedy, że jeśli któryś z nich zdecyduje się podpisać deklarację Mentzena, skreśli się z listy osób godnych sprawowania urzędu prezydenta. Działanie w zgodzie z obietnicami lidera Konfederacji byłoby bowiem nieodpowiedzialne, a często też sprzeczne z prawem i polską racją stanu. Dotyczy to choćby pierwszego punktu: "nie podpiszę żadnej ustawy, która podnosi istniejące podatki, składki, opłaty lub wprowadza nowe obciążenia fiskalne dla Polaków". Mimo to Karol Nawrocki "ósemkę Mentzena" podpisał i zdaje się, że już jako prezydent, dochowuje jej wierności (patrz "Ł").
E jak energia
A właściwie ceny energii, które w zeszłym roku były jednym z głównych tematów gospodarczych i politycznych, zarówno na poziomie makro, jak i mikro. Już na początku roku, w czasie sprawowania przez Polskę prezydencji w Radzie UE, minister finansów Andrzej Domański zapowiadał: "Gospodarka unijna nie będzie konkurencyjna, jeśli wspólnie nie podejmiemy działań w zakresie wysokich cen energii w Unii". Ale nad Wisłą więcej emocji budziły ceny energii dla gospodarstw domowych, które na różne sposoby były mrożone od 2022 r. i nie bardzo było wiadomo, kiedy zostaną odmrożone.
Ostatecznie nastąpi to z początkiem 2026 r., gdy rachunki dla przeciętnego gospodarstwa domowego wzrosną o około 3 proc. Wprawdzie ceny samej energii zmaleją, ale wyższe będą rozmaite opłaty związane z kosztami działania całego systemu, np. dystrybucyjna. To temat na tyle ważny, że stał się przedmiotem politycznej burzy wokół ustawy wiatrakowej, którą zawetował prezydent Nawrocki, prezentując własną, podobno lepszą.
F jak Fitch
Jedna z trzech najważniejszych agencji ratingowych we wrześniu zmieniła perspektywę oceny wiarygodności kredytowej Polski ze stabilnej na negatywną. To ostrzeżenie, że sama ocena, która od niemal 20 lat wynosi A- (siódmy spośród 10 stopni inwestycyjnych, czyli dobrych), może zostać wkrótce obniżona. Niedługo później żółtą kartkę polskiemu rządowi pokazała też agencja Moody’s, która jednak ocenia jego wiarygodność kredytową o stopień wyżej.
Rating Polski poprzednio budził jakiekolwiek emocje dekadę temu, gdy nieoczekiwanie obniżyła go trzecia z kluczowych agencji, S&P. Tamta decyzja była kontrowersyjna, bo odzwierciedlała obawy związane ze skutkami rządów PiS, a nie faktyczne pogorszenie stanu finansów państwa.
Tym razem, gdy – cytując członka RPP Ludwika Koteckiego - narastający dług publiczny jest "słoniem w pokoju, który coraz głośniej ryczy", S&P pozostała niewzruszona. Odnotowała prognozy samego Ministerstwa Finansów, wedle których zadłużenie Polski w 2029 r. sięgnie 75 proc. PKB, w porównaniu do 55 proc. PKB w 2024 r., ale uznała, że dopóty, dopóki polska gospodarka szybko rośnie, nic nam z tego powodu nie grozi. Szczególnie że te prognozy są warunkowe: opierają się na założeniu, że w polityce fiskalnej nic się w Polsce nie zmieni. Ostrzeżenia Fitcha i Moody’s zwiększają szanse na to, że ten warunek nie będzie spełniony.
G jak G20
Czyli grupa 20 największych gospodarek świata, do której symbolicznie dołączyła Polska. Październikowe prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego sugerowały, że produkt krajowy brutto (PKB) Polski w 2025 r. sięgnął 1040 mld dol., w porównaniu do 915 mld dol. w 2024 r. To pozwoliło nam wyprzedzić 20. pod tym względem Szwajcarię. Awans Polski był błyskawiczny. Jeszcze w 2016 r., z PKB na poziomie 473 mld dol., zajmowaliśmy 27. pozycję na liście największych gospodarek, ustępując nie tylko Belgii i Szwecji, ale też Argentynie i Nigerii.
Zła wiadomość: jeśli wierzyć prognozom MFW, w 2030 r. nadal będziemy na 20. miejscu, tuż za Arabią Saudyjską, której PKB ma być wtedy o 15 proc. większy niż Polski (obecnie ta różnica to 22 proc.). Dobra wiadomość: te prognozy nie zakładają wahań kursów walut, a to właśnie znaczące osłabienie dolara wobec złotego walnie przyczyniło się do naszego sukcesu. Dlatego przeciętny Kowalski symboliczny awans Polski do G20 zauważył głównie w memach: tym skrótem w mediach społecznościowych opatrywane są dziś wszelkie doniesienia o polskich patologiach.
H jak handel emisjami
To właśnie unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2 kryje się za złowrogim skrótem ETS. Dla podzielonych na co dzień rządu i opozycji niewiele jest pól tak wspólnych jak to, że Polska nie jest gotowa na wprowadzenie nowej wersji ETS w przewidzianym terminie, czyli od 2027 r. Od początku 2025 r. rząd zapowiadał, że ETS2, który objąć ma też budownictwo i transport, wymaga rewizji, co miało oznaczać odroczenie jego wdrożenia w Polsce o co najmniej trzy lata.
Z opozycji słychać było jeszcze ostrzejsze głosy, w tym ten Janusza Kowalskiego z PiS, aby zamiast wchodzić do ETS2, wyjść z ETS1. Aczkolwiek to ostatnie bez wyjścia z UE jest niemożliwe. Jak dotąd Bruksela zgodziła się na odroczenie wejścia w życie ETS2 o rok, co z perspektywy rządu jest sukcesem wątpliwym. Jeśli bowiem nie chciał wdrażać tego systemu w wyborczym 2027 r., to trudno sobie wyobrazić, żeby chciał przyjmować wtedy stosowne ustawy, tak aby mogły zacząć obowiązywać rok później. Z rządu słyszymy, że walka trwa, a cele są dużo bardziej ambitne — możliwe, że nawet odłożenie ETS2 na wieczne nigdy.
I jak inwestycje
Inwestycje to w Polsce słowo pełne paradoksów. Z jednej strony słyszymy nieustannie, że jest ich za mało, co spowalnia rozwój gospodarki (to mit), ale gdy inwestycji przybywa, to narzekamy, że są marnotrawstwem pieniędzy, albo - odwrotnie - obawiamy się, że zabiorą nam pracę.
W 2025 r., jak można dziś szacować, nakłady brutto na środki trwałe zwiększyły się realnie o blisko 6 proc., a więc przyzwoicie. Ale nie wszystkich to zadowoliło. Liberałom (i opozycji) nie podobało się to, że za wzrost inwestycji odpowiadał głównie sektor publiczny i spółki Skarbu Państwa. Prywatne podmioty były ostrożne. Gdy z pomocą przyszedł im Krajowy Plan Odbudowy, rozpoczęło się tropienie absurdów, bo oto firmy hotelarskie i gastronomiczne ubiegały się o finansowanie zakupu mobilnych ekspresów do kawy, jachtów, basenów czy sauny.
Krytycy zapomnieli, że KPO został rozpisany w następstwie pandemii, a ten konkretny program (1,2 mld zł) miał pomóc mikro- i małym firmom w modernizacji lub dywersyfikacji działalności. Trudno oczekiwać, że takie podmioty zainwestują w fabrykę półprzewodników, wiatraki na morzu lub coś równie spektakularnego.
J jak JDG
Jednoosobowa działalność gospodarcza to w Polskę popularna forma pracy na etacie, minimalizująca obciążenia składkowe i podatkowe. Wiadomo o tym od lat, ale każda próba eliminacji nadużyć wywołuje burzę. Nie inaczej było w 2025 r., gdy rząd chciał zrealizować jeden z tzw. kamieni milowych KPO, zakładający wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy, aby mogła zamieniać nieprawidłowe umowy zlecenia i B2B w etat.
Początkowo ten postulat nie budził kontrowersji, ale jesienią obudziły się kadry w firmach i do sporej części przedsiębiorstw dotarło, że zmiany mogą być bolesne. Pojawiły się apokaliptyczne wizje bankructw firm spowodowanych decyzjami inspektora PIP.
Bez względu na prawdziwość tych obaw, ich konsekwencją były spory w rządzie i koalicji i złagodzenie projektu ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Po korektach decyzje inspektorów PIP miały nie wchodzić w życie natychmiast i nie działać wstecz, ale to jeszcze nie koniec zmian. W środę dowiedzieliśmy się, że projekt został zwrócony do szefowej resortu rodziny i pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk.
K jak koncentrat
Nieprzejrzysta jak koncentrat pomidorowy, flagowy produkt Dawtony, była sprawa zakupu przez wiceprezesa tej firmy Piotra Wielgomasa 160-hektarowej działki w Zabłotni, ujawniona w październiku przez Wirtualną Polskę. Do transakcji doszło w grudniu 2023 r., niedługo przed oddaniem władzy przez PiS. Sprzedawcą gruntu, przez który przebiegać ma linia kolei dużej prędkości z Warszawy do Centralnego Portu Komunikacyjnego, był Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, agencja podlegająca Ministerstwu Rolnictwa.
O ile intencje zaangażowanych w to polityków PiS-u wydają się jasne, o tyle zagadką pozostaje opieszałość nowych władz KOWR i CPK w wyjaśnianiu afery. Kusi powiązanie jej z faktem, że po zmianie rządu Dawtona została sponsorem Campusu Polska Przyszłości, a rodzina jej założycieli przekazała 130 tys. zł na kampanię wyborczą Rafała Trzaskowskiego. Ostatecznie strategicznej wagi nieruchomość wróciła do KOWR, a Piotr Wielgomas oświadczył, że został "wplątany w walkę polityczną".
L jak lekarz
"Pokaż lekarzu, co masz w garażu" — ten cytat nieżyjącego już polityka PiS Ludwika Dorna wracał w minionym roku dosyć często. O ile jednak w 2007 r., gdy został wypowiedziany, wywołał oburzenie, o tyle po doniesieniach o obecnych zarobkach lekarzy, zwłaszcza tych rekordowych, było nieco inaczej. Stał się przyczynkiem do dyskusji o tym, czy szczytna intencja, aby medycy zarabiali godnie, która stała za ustawą o minimalnym wynagrodzeniu zawodów medycznych z 2021 r., nie wiedzie systemu NFZ na manowce.
Przykładowo, projekt ustawy budżetowej na 2026 r. zakłada, że nakłady na ochronę zdrowia wzrosną o 25,5 mld zł, czyli ponad 11 proc. Jednocześnie luka w NFZ, według minister zdrowia, zwiększy się z 14 do 23 mld zł. Jedną z przyczyn tej sytuacji jest to, że wydatki NFZ zaczął dyktować wzrost wynagrodzeń w zawodach medycznych regulowany wspomnianą ustawą. Z tą diagnozą nie wszyscy się zgadzają, ale wszyscy chyba wiedzą, że na obecnych zasadach ten system już dłużej nie pojedzie.
Ł jak łańcuch
Ten z nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, która miała wprowadzić zakaz trzymania psów na uwięzi. Miała, bo w grudniu zawetował ją prezydent Karol Nawrocki, poprawiając swoje statystyki naczelnego opozycjonisty rządu. Od początku kadencji prezydent zastosował weto 20 razy. Do rekordzistów Nawrockiemu sporo jeszcze brakuje: Lech Wałęsa ma na koncie 27 wet, a Aleksander Kwaśniewski 35. Temu ostatniemu zajęło to jednak dwie kadencje, a obecnej głowie państwa niecałe dwa kwartały.
Kancelaria Karola Nawrockiego podkreśla, że prezydent w tym czasie podpisał 130 ustaw. Jeśli w politologii nie wymyślono jeszcze "współczynnika wetowania", to zgłaszamy wniosek patentowy: w przypadku Nawrockiego wynosi 13 proc. Dla rządzącej koalicji ważniejsze jest to, co z wet wynika. Sprzeciw prezydenta wobec ustawy łańcuchowej zapewne oznacza tylko tyle, że wejdzie ona w życie nieco później z korektami, ale zatrzymanie zmian w akcyzie na alkohol czy opłacie cukrowej ogranicza rządowi pole manewru w polityce podatkowej (patrz "D").
M jak manna z nieba
Pieniądz też ma cenę. A gdy jest wysoka, banki zarabiają najlepiej i to niewielkim wysiłkiem. Bo cenę pieniądza ustala bank centralny. Gdy stopy procentowe rosną, automatycznie rośnie oprocentowanie kredytów i innych produktów finansowych, a wraz z nim odsetkowe przychody sektora. To właśnie ten mechanizm część polityków okrzyknęła mianem manny z nieba. W tej narracji rekordowe obecnie zyski banków - ok. 40 mld zł rocznie – nie są zasługą ich wysiłków, tylko ubocznym efektem wysokich stóp procentowych (patrz "C"), w tym WIBOR-u (patrz "W"). A skoro tak, to może im się nie należą?
Odpowiedzią rządu na to pytanie jest podwyższony CIT dla sektora bankowego: z 19 proc. obecnie do 30 proc. w 2026 r., 26 proc. w 2027 r., 23 proc. od 2028 r. Banki grzmią o niekonstytucyjności tej zmiany, ale przepisów nie zaskarżają. Za to ostrzegają, że podwyżka podatków i tak ostatecznie obciąży klientów.
N jak Niemcy
Europejska potęga gospodarcza chwieje się w posadach. Od 2019 r., ostatniego roku przed pandemią Covid-19, która zapoczątkowała serię wstrząsów ekonomicznych, do końca 2025 r. PKB Niemiec zwiększył się realnie (licząc w cenach stałych) o zaledwie 0,2 proc. W tym czasie aktywność ekonomiczna we Francji wzrosła o 5 proc., we Włoszech o 6 proc., w Hiszpanii o 10 proc., a w Polsce o około 18 proc.
Słabość nadreńskiej gospodarki to wynik splotu niefortunnych czynników, w tym nadmiernego uzależnienia od importu surowców energetycznych z Rosji oraz od eksportu, co uwidoczniło się w dobie zawirowań geopolitycznych i handlowych (patrz "T"). Ekonomiści nie mają jednak wątpliwości, że Niemcy zaszkodzili sobie również nadmiernym przywiązaniem do doktryny "czarnego zera", czyli zrównoważonego budżetu.
Rząd kanclerza Friedricha Merza zapowiedział, że zerwie ten fiskalny gorset. W ciągu dekady Niemcy zamierzają wydać na inwestycje, m.in. w obronność i infrastrukturę, blisko 900 mld euro. Efekty mają być widoczne już w 2026 r., gdy – jak prognozuje KE – PKB Niemiec zwiększy się o 1,2 proc. Byłby to pierwszy raz od 2017 r., gdy wzrost nad Renem byłby szybszy niż nad Sekwaną.
O jak osiemset plus
Świadczenie wychowawcze w 2025 r. dwukrotnie znalazło się w centrum debaty publicznej. W styczniu Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta, oświadczył, że 800 plus powinno przysługiwać tylko tym imigrantom, którzy w Polsce pracują i płacą podatki. Posłowie PiS, sprawdzając czystość intencji prezydenta Warszawy, szybko złożyli projekt stosownej ustawy.
W money.pl pisaliśmy wtedy, że politycy wskoczyli na falę narastającej niechęci Polaków wobec Ukraińców, przy okazji ją spiętrzając. Podkreślaliśmy też, że imigranci – z Ukrainy w szczególności – charakteryzują się wyższym poziomem aktywności zawodowej niż Polacy, a jeśli nie pracują, to dlatego, że nie mogą znaleźć zatrudnienia bądź opieki nad dziećmi. Zaostrzenie kryteriów wypłaty 800 plus tylko by im to utrudniło, a państwu przyniosło znikome oszczędności.
O tym, gdzie lepiej tych oszczędności szukać, mówił listopadowy raport think-tanku CenEA, który redakcja money.pl opisała jako pierwsza. Otóż z 64 mld zł, które rząd wydał w 2025 r. na świadczenia wychowawcze, 13 mld zł trafiło do jednej piątej gospodarstw domowych o najwyższych dochodach. To nieco więcej niż do 20 proc. rodzin o najniższych dochodach.
P jak pilotaż
Pilotaż skróconego czasu pracy miał szansę zrewolucjonizować polską politykę publiczną, która zbyt często prowadzona jest po omacku, bez rzetelnych danych i analiz. Rząd zaplanował "największy w Europie" – jak zapewniała ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk - eksperyment, którego wyniki mogły dać wyobrażenie o tym, jakie byłyby konsekwencje ustawowego skrócenia czasu pracy, na przykład do czterech dni w tygodniu. Mogły, bo eksperyment został spartaczony.
I nie chodzi wcale o to, że na 90 podmiotów zakwalifikowanych do pilotażu ponad połowa to instytucje publiczne, którym w udziale przypadnie niemal 75 proc. całego budżetu, opiewającego na 50 mln zł. Zasadniczym problemem jest to, że MRPiPS nie stworzyło grup kontrolnych, co jest podstawą podejścia eksperymentalnego. Dlatego nie dowiemy się, czy ewentualne efekty pilotażu – np. zmiany produktywności lub dobrostanu psychicznego pracowników – to faktycznie następstwo skrócenia czasu pracy, czy raczej innych czynników, np. inwestycji sfinansowanych z przyznawanych uczestnikom dotacji.
R jak regulacje
Albo Rafał Brzoska, który stał się twarzą deregulacji w Polsce. W lutym na konferencji "Polska. Rok przełomu" premier Donald Tusk oświadczył, że należy pilnie przygotować akty uwalniające gospodarkę, ale nie powinni tym się zajmować urzędnicy, tylko sami przedsiębiorcy. Zadania podjął się właśnie Brzoska, stając na czele zespołu ds. deregulacji, znanego szerzej jako inicjatywa "SprawdzaMy".
Być może prezes InPostu zainspirował się rolą Elona Muska w administracji USA, który niewiele wcześniej został szefem stworzonego specjalnie dla niego Departamentu Efektywności Rządu (DOGE). Podobnie jak twórca Tesli, Brzoska zrezygnował ze swojej funkcji po 100 dniach, ale – i to zasadnicza różnica - nie z powodu ewidentnej porażki, tylko zgodnie z planem. Inicjatywa "SprawdzaMy" wciąż bowiem działa. Pod koniec roku informowała, że w życie weszło już 119 jej postulatów deregulacyjnych spośród 500 opublikowanych.
To na ogół drobne zmiany, które bez wątpienia ułatwią życie przedsiębiorcom. Ale rozczaruje się ten, kto wierzy, że deregulacja stanie się silnym impulsem do rozwoju polskiej gospodarki. Naszym problemem nie jest bowiem wcale ilość przepisów, tylko ich niska jakość i duża zmienność.
S jak samorządy
Rok 2025 był pierwszym, w którym działał nowy system finansowania samorządów, wprowadzony tzw. reformą Domańskiego. Z części samorządów słychać utyskiwania na tę zmianę, ale per saldo jednostki samorządu terytorialnego (JST) dostały więcej, niż miały. Ostatnie analizy pokazują, że w pierwszym roku obowiązywania nowe przepisy doprowadziły do nieznacznego spłaszczenia różnic między mniej i bardziej zamożnymi samorządami, a nowa ustawa zwiększyła strumień dochodów JST i ich autonomię finansową.
Za to, jak zwracał nam uwagę polityk opozycji, przekazując tyle samorządom, Andrzej Domański ograniczył sobie budżetową swobodę manewru, a apetytów samorządowców wcale nie nasycił. Dlatego dziś jedno z najciekawszych pytań do ministra finansów brzmi, czy gdyby jeszcze raz mógł decydować o reformie finansów samorządowych, to jego decyzja byłaby taka sama?
T jak taryfa celna…
…czyli najpiękniejsze hasło w słowniku według Donalda Trumpa. Za sprawą prezydenta USA w 2025 r. termin ten był odmieniany przez wszystkie przypadki we wszystkich możliwych językach świata. Na początku kwietnia Trump ogłosił tzw. cła odwetowe na wszystkie kraje, które – w założeniu – miały równoważyć wszelkie cła i pozacelne bariery, które stosują one wobec towarów z USA. Stawki sięgały od 10 do nawet 50 proc. Trump okrzyknął ten moment "dniem wyzwolenia Ameryki" oraz "deklaracją niepodległości gospodarczej".
Ekonomiści w ocenie polityki handlowej Białego Domu byli zgodni jak w mało której innej sprawie: uważali, że najbardziej zaszkodzi Amerykanom. Czy mieli rację, nie sposób jeszcze powiedzieć. Jak dotąd głównym skutkiem decyzji Trumpa był wzrost niepewności, który szkodził całej światowej gospodarce. Trump bowiem cła równie często obniżał lub zawieszał, co podwyższał lub wprowadzał. Dlatego średnia efektywna stawka celna na import do USA wynosi dziś około 10 proc. – czterokrotnie więcej niż na początku 2025 r., ale znacznie mniej, niż wynikałoby z zapowiedzi prezydenta.
U jak urzędy pracy…
…które w 2025 r. zostały zalane wnioskami o rejestrację osób bezrobotnych. Fala zaczęła wzbierać w czerwcu, gdy zwykle – ze względu na zapotrzebowanie na pracowników sezonowych – bezrobotnych ubywa. We współczesnej historii tylko raz było inaczej: w pandemicznym 2020 r. Nic dziwnego, że dane, wedle których w ciągu kolejnych sześciu miesięcy liczba zarejestrowanych bezrobotnych zwiększyła się o 90 tys. (blisko 12 proc.), a stopa bezrobocia podskoczyła z 5 do 5,6 proc., wzbudziły obawy o kondycję rynku pracy.
Ludzi, którzy zwykle nie wierzą w dane, tym razem trudno było przekonać, że anomalia to konsekwencja zmian regulacyjnych. Z początkiem czerwca w życie weszła nowa ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia, która pozwoliła osobom bezrobotnym rejestrować się w miejscu zamieszkania, a nie w miejscu zameldowania. Umożliwiła też uzyskanie statusu osoby bezrobotnej wszystkim rolnikom. Konsekwencją tej ustawy, a nie świadectwem załamania popytu na pracowników, był też spadek zgłaszanych do urzędów ofert pracy.
W jak WIBOR
Dni WIBOR-u są policzone. Ten wskaźnik referencyjny, przez lata święty Graal polskiego rynku finansowego, ma zostać wygaszony z końcem 2027 r. Zastąpi go - także w starych umowach klienckich - nowy, "lepszy" i inaczej liczony wskaźnik: POLSTR. Sektor przekonuje, że nie ma wyboru, bo świat przechodzi na wskaźniki oparte na twardych danych historycznych, a nie deklaracjach, po ile banki chciałyby pożyczać sobie pieniądze.
Problem w tym, że to nie jest kosmetyczna korekta, lecz operacja na otwartym sercu. Mimo ostrzeżeń prawników i części ekspertów, że zmiana może skończyć się chaosem, regulator i sektor – patrzący na wyniki tu i teraz – nie zwalniają tempa. Reforma wchodzi w decydującą fazę, a 2026 r. będzie testem zaufania do POLSTR-u. Zobaczymy, które banki postawią na "lepsze", a które kurczowo będą trzymać się starego WIBOR-u, mimo że coraz częściej ląduje on na sądowej wokandzie. Czy lepsze okaże się wrogiem dobrego? Czas pokaże.
Z jak złoto
Królewski metal był w 2025 r. inwestycyjnym hitem. Cena uncji złota, licząc w dolarach, podskoczyła o około 65 proc., najbardziej od niemal 50 lat, ocierając się o 4,4 tys. dol. Zwyżka o około 26 proc. w 2024 r., która również była imponująca, na tym tle wygląda jak kosmetyczna zmiana. Hossa na rynku metali szlachetnych (jeszcze mocniej wystrzeliły ceny srebra) to w niemałym stopniu efekt osłabienia dolara, ale nie jest to jej jedyne źródło. Dość powiedzieć, że we wrześniu cena złota przebiła rekord ze stycznia 1980 r. także w ujęciu realnym, czyli po korekcie o zmianę siły nabywczej dolara. W przeliczeniu na polską walutę złoto podrożało o około 43 proc.
Ten rajd był o tyle nietypowy, że w 2025 r. drożały też aktywa finansowe zaliczane do ryzykownych, np. akcje. Inwestorzy kupują zaś złoto m.in. jako zabezpieczenie portfela, bo zwykle zyskuje ono na wartości wtedy, gdy ryzykowne aktywa tracą. Tę ujemną korelację w ostatnich latach zaburzył ogromny popyt na złoto zgłaszany przez banki centralne, w tym NBP, który zwiększył ilość kruszcu w swoich aktywach rezerwowych do ponad 540 ton z około 230 ton pięć lat wcześniej.
Grzegorz Siemionczyk, Grzegorz Osiecki, Karolina Wysota, dziennikarze money.pl