Rekordowe zatrudnienie. Polski rynek pracy wciąga wykluczonych [ANALIZA]
Na polskim rynku pracy zachodzą pozytywne zmiany. Rośnie dostępność pracy na niepełny etat, co sprzyja aktywności zawodowej starszych osób oraz aktywizuje grupy wcześniej wykluczone. Wobec kurczącej się populacji kraju to jedyna obok imigracji droga do wzrostu zatrudnienia. Efekty już widać: w ostatnim kwartale 2025 r. w Polsce pracowało więcej osób niż kiedykolwiek wcześniej w tym okresie.
Szczegółowe wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, udostępnione przez Eurostat w połowie marca, wskazują, że w IV kwartale w Polsce pracowało ponad 17,3 mln osób. W porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku liczba ta zwiększyła się o niemal 100 tys., czyli 0,6 proc. Wobec kurczenia się populacji osób w wieku produkcyjnym, to zmiana zaskakująco duża. Zatrudnienie nad Wisłą poprzednio rosło szybciej w pierwszej połowie 2022 r., w okresie silnego ożywienia gospodarczego po pandemii Covid-19 i napływu uchodźców z Ukrainy (choć nie jest jasne, w jakim stopniu uchwyciły ich powyższe statystyki).
Wzrost liczby pracujących był możliwy dzięki imigracji, ale również dzięki temu, że rynek pracy "wciągał" osoby, które wcześniej były bierne zawodowo. Przejawem tego zjawiska był wzrost współczynnika aktywności zawodowej (w grupie 15-74 lata) do 64,9 proc. z 63,9 proc. rok wcześniej. Wskaźnik ten pokazuje, jaka część populacji pracuje lub jest bezrobotna (czyli, zgodnie z definicją Międzynarodowej Organizacji Pracy, szuka pracy i jest gotowa ją podjąć). W ostatnim kwartale roku odsetek ten nigdy wcześniej nie był tak wysoki.
Nie tylko poziom, ale wzrost współczynnika aktywności zawodowej należał do największych we współczesnej historii Polski. Do takich lub większych jego zwyżek (czyli o co najmniej 1 pkt proc.) w tym stuleciu doszło zaledwie sześć razy, zwykle po okresach wyraźnego osłabienia koniunktury na rynku pracy. Tym razem również może to być symptom ożywienia, choć już poprzednie lata nie były dla pracowników jednoznacznie słabe.
Opóźnianie emerytury
Szczególnie mocno, o 1,4 pkt proc. rok do roku, zwiększył się współczynnik aktywności zawodowej osób w wieku 55-64 lat. W przypadku kobiet z tej grupy wieku zwyżka sięgnęła 2,1 pkt proc. To dobra wiadomość, bo jest to jedna z nielicznych już grup demograficznych, w których Polska ma wciąż niewykorzystane zasoby pracy – co jest pokłosiem niskiego minimalnego wieku emerytalnego. Poziom aktywności zawodowej kobiet w wieku 55-64 lat w IV kwartale 2025 r. wynosił nad Wisłą zaledwie 52,2 proc., w porównaniu do 64,2 proc. średnio w UE. Niższy był tylko w trzech krajach Unii. Dla porównania, współczynnik ten wśród mężczyzn z tej samej grupy wieku wynosił 73,8 proc., o 2,1 pkt proc. mniej niż średnio w UE, a wśród kobiet w wieku 25-54 lat aż 86,4 proc., o 3,7 pkt proc. więcej niż średnio w UE.
Część zaktywizowanych osób zasiliła szeregi bezrobotnych, których liczba – zgodnie z powyższą definicją – zwiększyła się o 72 tys. rok do roku, do 567 tys. (co popchnęło stopę bezrobocia do 3,2 proc. z 2,8 proc. w IV kwartale 2024 r.). Większość podjęła jednak pracę, o czym świadczy to, że wskaźnik zatrudnienia – czyli udział osób pracujących w całej populacji osób w wieku 15-74 lat - zwiększył się do 62,8 proc. z 62,1 proc. rok wcześniej. To, podobnie jak w przypadku współczynnika aktywności zawodowej, nowy rekord. Jest to również wynik o 0,7 pkt proc. powyżej unijnej średniej, podczas gdy jeszcze niedawno – przed pandemią Covid-19 – Polska należała do krajów o relatywnie niskim wskaźniku zatrudnienia.
Wyniki BAEL sugerują, że na polskim rynku pracy zachodzą korzystne zmiany, zwiększające jego inkluzywność – czyli otwartość na wszystkie osoby, które chcą pracować, niezależnie od płci, wieku, sprawności oraz możliwości czasowych. Jedną z tych zmian jest wzrost dostępności pracy w niepełnym wymiarze godzin. To, czy ten trend się utrzyma, będzie miało kluczowe znaczenie dla poziomu zatrudnienia w przyszłości.
Bezprecedensowy skok. Kto pracuje na niepełny etat?
W IV kwartale 2025 r. na niepełny etat pracowało w Polsce ponad 1,25 mln osób, o blisko 160 tys. (14,5 proc.) więcej niż rok wcześniej. To bezprecedensowy wzrost. W całym minionym roku liczba pracujących w niepełnym wymiarze godzin wynosiła średnio nieco ponad 1,2 mln osób, o 80 tys. więcej niż w 2024 r. W tym samym czasie liczba pracujących ogółem praktycznie się nie zmieniła. Inaczej mówiąc, gdyby nie to, że nad Wisłą przybywało miejsc pracy na część etatu, zatrudnienie w 2025 r. wyraźnie by zmalało.
Wypadkową powyższych zmian było to, że w IV kwartale 2025 r. w niepełnym wymiarze czasu pracowało w Polsce 7,3 proc. ogółu pracujących, w porównaniu do 6,4 proc. rok wcześniej. W całym 2025 r. odsetek ten wynosił średnio 7,1 proc., o 0,5 pkt proc. więcej niż w 2024 r. Tylko w siedmiu krajach UE odsetek ten w tym czasie zwiększył się w podobnym lub większym stopniu. W tym gronie są cztery inne kraje z Europy Środkowo-Wschodniej: Łotwa, Słowacja, Czechy i Węgry. Nie jest to zbieg okoliczności. Nasz region w UE wyróżnia się obecnie wyjątkowo niską powszechnością pracy na część etatu.
Średnio w całej wspólnocie dotyczy to blisko jednego na pięciu pracowników, ale w niektórych krajach północno-zachodniej Europy – np. w Austrii, Danii i Niemczech – jednego na trzech. Rekordzistą jest Holandia, gdzie odsetek pracujących w niepełnym wymiarze godzin przekracza 40 proc. Tymczasem spośród 11 krajów Europy Środkowo-Wschodniej tylko w Estonii odsetek ten przekracza 10 proc., średnio jest zaś poniżej 7 proc. (to średnia arytmetyczna, nieważona populacją tych państw).
Jednocześnie cały nasz region zmaga się z podobnymi wyzwaniami demograficznymi. Aby podtrzymać poziom zatrudnienia, nie mówiąc nawet o jego wzroście, państwa Europy Środkowo-Wschodniej muszą aktywizować osoby bierne zawodowo oraz wydłużać okres aktywności zawodowej osób pracujących. To zaś wymaga zwiększania elastyczności rynku pracy.
- Rynek pracy, który oferuje dużo możliwości zatrudnienia w niepełnym wymiarze czasu, jest bardziej inkluzywny, co zwiększa partycypację kobiet, osób starszych oraz z niepełnosprawnościami – napisał dr Maciej Albinowski, ekonomista z Instytutu Badań Strukturalnych, w opublikowanym niedawno artykule naukowym, który poświęcony jest różnicom w powszechności pracy na niepełny etat między "starymi" a "nowymi" członkami UE.
W jednej z wcześniejszych publikacji Albinowski wykazał, że w Europie w tych sektorach, w których udział pracujących na część etatu jest wyższy, osoby po 60. roku życia dłużej pozostają zatrudnione, a w efekcie czas pracy takich osób maleje wolniej niż w sektorach, gdzie dominuje zatrudnienie na pełen etat. Ten efekt jest szczególnie wyraźny w przypadku kobiet wykonujących pracę manualną, ale jest statystycznie istotny dla wszystkich kategorii pracowników.
To nie jest powtórka z historii
W Polsce upowszechnianie się pracy w niepełnym wymiarze godzin również idzie w parze ze wzrostem wskaźnika zatrudnienia (i aktywności zawodowej) w grupach, w których wcześniej był on relatywnie niski, czyli ogólnie wśród kobiet oraz wśród seniorów niezależnie od płci.
Przykładowo, w 2025 r. nad Wisłą pracowało niemal 85 proc. mężczyzn w wieku 20-64 lat. W ciągu dekady odsetek ten wzrósł o niecałe 10 pkt proc. Ale wskaźnik zatrudnienia najstarszych mężczyzn z tej grupy, w wieku 55-64 lat, w tym samym okresie podskoczył o ponad 17 pkt proc., do 71,2 proc.
Wśród kobiet w wieku 20-64 lata w 2025 r. pracę miało nieco ponad 73 proc., o 12,3 pkt proc. więcej niż dekadę wcześniej. Lepszym wynikiem mogło się pochwalić tylko sześć państw UE, głównie z naszego regionu. Wskaźnik zatrudnienia kobiet w wieku 55-64 lata z powodu niskiego minimalnego wieku emerytalnego wynosił zaledwie 49,9 proc., ale to i tak oznaczało wzrost o ponad 14 pkt proc. w ciągu 10 lat.
W tych samych grupach, tzn. wśród kobiet i wśród osób starszych obu płci, i dodatkowo wśród osób uczących się, praca na niepełny etat jest w Polsce bardziej popularna niż przeciętnie. W przypadku kobiet (w wieku 15-74 lat) odsetek pracujących w niepełnym wymiarze czasu wynosi nieco ponad 10 proc., a w przypadku mężczyzn zaledwie 4,5 proc. Gdyby ograniczyć się do osób w wieku od 55 do 74 lat, na niepełny etat pracuje ponad 12,4 proc. – 17,5 proc. kobiet i 8,6 proc. mężczyzn.
Warto dodać, że choć te odsetki są w trendzie wzrostowym, to w przeszłości bywały już wyższe. Jak już wspomnieliśmy, w całej populacji osób w wieku 15-74 lat w 2025 r. na niepełny etat pracowało 7,1 proc., najwięcej od 2018 r. Wcześniej jednak zdarzały się lata, w których zbliżał się do 10 proc.
Istnieją jednak powody, aby sądzić, że obecnie wzrost liczby (i odsetka) zatrudnionych na część etatu ma inne przyczyny niż dawniej i w rezultacie jest zjawiskiem jakościowo innym. Kluczowym rozróżnieniem jest to, czy praca w niepełnym wymiarze godzin jest zgodna z preferencjami wykonujących ją osób, czy też jest wymuszona przez okoliczności rynkowe. Pracujących na niepełny etat wbrew własnej woli statystyka zalicza do osób niskozatrudnionych (underemployed), czyli częściowo bezrobotnych.
Niskozatrudnieni to w Polsce zanikająca grupa
W 2025 r. w niepełnym wymiarze czasu wbrew swoim preferencjom pracowało niespełna 1 proc. ogółu zatrudnionych (w wieku 15-74 lat). Rok wcześniej ten odsetek był niższy, wynosił mniej niż 0,9 proc. Jego wzrost w niewielkim stopniu tłumaczy jednak zwyżkę odsetka wszystkich pracujących na niepełny etat. A w przeszłości grupa niskozatrudnionych bywała wyraźnie większa, okresowo dochodziła do 2,5 proc. ogółu zatrudnionych. Wyłączając z grona pracujących na niepełny etat tych, którzy robią to wbrew własnej woli, ich odsetek w 2025 r. był najwyższy od 2010 r.
Do tego porównania trzeba jednak podchodzić ostrożnie. Kilkanaście lat temu współczynnik zatrudnienia w Polsce wynosił około 54 proc., o niemal 9 pkt proc. mniej niż obecnie, a stopa bezrobocia (według BAEL) sięgała 9,5 proc., trzykrotnie więcej niż dziś. W takich okolicznościach część z pracujących na niepełny etat, zadowolonych z tego, że mają jakiekolwiek zatrudnienie, w badaniach mogła nie wyrażać swoich prawdziwych preferencji.
Inaczej mówiąc: to, czy wzrost odsetka pracujących na niepełny etat jest zjawiskiem pozytywnym czy negatywnym, w pewnym stopniu zależy od kontekstu. Niekiedy jest to świadectwo pogorszenia koniunktury na rynku pracy, innym razem zaś poprawy. Przykładowo, w Hiszpanii gwałtowny wzrost stopy bezrobocia w następstwie globalnego kryzysu finansowego i załamania na tamtejszym rynku nieruchomości szedł w parze ze wzrostem odsetka osób pracujących w niepełnym wymiarze czasu. Niemal w całości odzwierciedlało to narastający problem niskozatrudnionych. Ożywienie w hiszpańskiej gospodarce, które trwa od kilku lat, poskutkowało znaczącym spadkiem odsetka zatrudnionych na niepełny etat.
Drugim czynnikiem, od którego zależy ocena popularności pracy na niepełny etat, jest sytuacja demograficzna. W 2004 r., gdy Polska wchodziła do UE, blisko 15 proc. zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin stanowili mężczyźni w sile wieku (25-49 lat), którzy na "zdrowym" rynku pracy prawdopodobnie pracowaliby na pełny etat. Dzisiaj ich udział to około 12 proc. Elastyczność, którą daje część etatu, jest częściej zachętą do wejścia na rynek pracy dla osób, które w razie braku takiej opcji pozostałyby bierne.
Kulturowa bariera wciąż istnieje
Mimo widocznego wzrostu dostępności pracy w niepełnym wymiarze czasu, wciąż jest ona w Polsce i innych krajach regionu niska. Odpowiedzi na pytanie, z czego to wynika, w przywołanym już artykule szuka Maciej Albinowski. Jego analiza dotyczy osób w wieku 25-54 lata, czyli pomija grupy, które wszędzie w UE najczęściej wybierają taką formę pracy. Mimo to, część jego wniosków ma odniesienie do całej populacji.
Ekonomista wykazał, że około połowę różnicy w rozpowszechnieniu dobrowolnej pracy na niepełny etat między Europą Zachodnią a Europą Środkowo-Wschodnią tłumaczą czynniki ekonomiczne. Chodzi m.in. o strukturę sektorową gospodarek, poziom płac (im wyższe wynagrodzenia, tym więcej osób może się utrzymać, nie pracując na pełny etat) oraz dostępność dochodów z innych źródeł niż praca. - Wskazuje to, że znaczna część luki w dobrowolnym zatrudnieniu na część etatu wynika z różnic instytucjonalnych między obiema częściami Europy – przekonuje badacz z IBS.
Jedną z tych różnic jest konstrukcja systemu podatkowego. - Wysoka progresywność może ograniczać korzyści z pracy na pełen etat w porównaniu do pracy na część etatu ze względu na wysokie opodatkowanie krańcowe dodatkowych godzin pracy. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej charakteryzują się zaś przeciętnie niższą progresywnością opodatkowania pracy niż kraje Europy Zachodniej – wyjaśnia Albinowski.
Ogólnie jednak, jak twierdzi ekonomista, instytucje formalne, takie jak właśnie system podatkowy, poziom świadczeń społecznych czy regulacje rynku pracy, w niewielkim stopniu tłumaczą tę część różnicy w popularności pracy w niepełnym wymiarze czasu między "starymi" i "nowymi" członkami UE, której nie uzasadniają czynniki ekonomiczne. Kluczowe znaczenie mają odmienne normy społeczne i systemy wartości, kształtujące preferencje samych pracowników. - Możliwe, że zatrudnienie w pełnym wymiarze pozostaje w tych krajach dominującą normą społeczną, której trzymają się pracownicy – uważa ekonomista z IBS. Konsekwencją obowiązywania takiej normy jest to, że osoby, które byłyby potencjalnie zainteresowane krótszym czasem pracy, nie decydują się na to ze względu na obawy o to, jak wpłynęłoby to na rozwój ich kariery i co pomyślałaby o nich grupa odniesienia.
Jak podkreśla w rozmowie z money.pl Albinowski, ta norma ma pewne zalety. – Niski odsetek zatrudnionych na część etatu ma pozytywny wpływ na produktywność godzinową pracy. Czas pracy krótszy niż 40 godzin może wiązać się z niższą produktywnością m.in. ze względu na koszty stałe, koszty koordynacji między pracownikami i mniejszy przyrost doświadczenia. Dlatego nie powinno nam zależeć na tym, żeby osoby w sile wieku i bez obowiązków opiekuńczych zmniejszały wymiar czasu pracy – mówi.
Albinowski podkreśla jednak, że konsekwencją małego upowszechnienia pracy na niepełny etat wśród osób w sile wieku może być to, że pracodawcy nie są skłonni do tego, aby robić wyjątek dla innych pracowników: rodziców małych dzieci, osób starszych oraz osób z niepełnosprawnościami. To zaś zmniejsza inkluzywność rynku pracy, której znaczenie rośnie w związku ze zmieniającą się sytuacją demograficzną Polski.
Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl