Kupili dom, regularną powódź "mają gratis". Koszmar rodzin z Podkarpacia

Zakup wymarzonej nieruchomości miał być bezpieczną inwestycją, jednak dla kilkunastu rodzin z Podkarpacia zamienił się w finansowy koszmar. Możliwe, że brak izolacji fundamentów sprawił, że do nowych budynków wdziera się woda. Szacowane koszty napraw idą w miliony złotych. Sprawę opisuje serwis nowiny24.pl.

Kupili dom, mają problemy (zdjęcie ilustracyjne)Kupili dom, mają problemy (zdjęcie ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Unsplash | Roman Biernacki (Pexels), The Tampa Bay Estuary Program (Unsplash) | ZipZapic.com | ZipZapic.com
Robert Kędzierski

Mieszkańcy osiedla Niwa w Głogowie Małopolskim od blisko roku zmagają się z rzekomymi wadami konstrukcyjnymi w nowo wybudowanych domach. Jak informuje portal Nowiny24, w budynkach przy ulicy Fryderyka Chopina prawdopodobnie nie wykonano odpowiedniej izolacji fundamentów. Skutkiem tego rzekomego błędu budowlanego jest postępujące zawilgocenie oraz bezpośrednie wdzieranie się wody do wnętrz podczas intensywnych opadów deszczu. Dla wielu nabywców sytuacja ta oznacza nie tylko zniszczone mienie, ale przede wszystkim zagrożenie dla ich życiowych oszczędności.

Problem ujawnił się w lipcu ubiegłego roku, zaledwie kilka miesięcy po tym, jak nabywcy przejęli nieruchomości w stanie deweloperskim. Kwestia odpowiedniego zabezpieczenia interesów kupujących staje się obecnie przedmiotem szerszej publicznej debaty – w odpowiedzi na rynkowe uchybienia rząd szykuje duże zmiany na rynku, w tym przepisy mające stanowczo lepiej chronić nabywców na wypadek niewywiązania się firm budowlanych ze swoich zobowiązań. Tymczasem z relacji poszkodowanych z Podkarpacia wynika, że początkowo wykonawca zabraniał im samodzielnego odkopania gruntu w celu weryfikacji problemu, grożąc utratą rękojmi oraz gwarancji. Zdeterminowani właściciele musieli szukać przyczyn wewnątrz budynków.

Byliśmy zmuszeni skuwać wylewkę wewnątrz domu. Następnie wylaliśmy wodę w ogródku, która bez przeszkód wpłynęła do środka. Od razu było wiadomo, że nie ma izolacji – relacjonuje na łamach dziennika Nowiny24 pan Paweł, jeden z właścicieli feralnych nieruchomości.

Kupili dom za 105 tys. zł. Tyle wydali na jego remont

Prywatne ekspertyzy i zniszczone majątki

Wobec początkowego braku zdecydowanych działań ze strony firm odpowiedzialnych za budowę, mieszkańcy zdecydowali się sfinansować z własnych środków opinię biegłego sądowego z zakresu budownictwa. Dokument ten jednoznacznie potwierdził brak właściwej izolacji. Jak przekazała lokalnym mediom pani Monika, właścicielka jednego z domów, ekspert przebadał cztery budynki i w każdym z nich stwierdził identyczne braki. Poszkodowani szacowali pierwotnie, że problem dotyczy około dziesięciu domów, jednak rzeczywista skala zjawiska okazała się znacznie większa.

Koszty usuwania skutków zalań spadły bezpośrednio na nabywców. Pan Jan, kolejny z poszkodowanych, przyznaje w rozmowie z portalem, że musiał na własny koszt remontować i osuszać wnętrze swojego domu, w którym woda zniszczyła ściany i doprowadziła do podniesienia się parkietu. Mężczyzna podkreśla, że dla wielu sąsiadów zakup tej nieruchomości wiązał się z zainwestowaniem oszczędności całego życia, a konieczność poprawek pochłania kolejne dziesiątki tysięcy złotych.

Upływający czas budzi dodatkowy niepokój o kwestie prawne. Mieszkańcy, cytowani przez rzeszowski serwis, obawiają się, że przedłużający się impas to celowa strategia dewelopera, mająca na celu przeczekanie pięcioletniego okresu gwarancyjnego, po którym właściciele zostaliby z usterkami sami.

Deweloper zapowiada wielomilionowe naprawy

Spółka White House Deweloper, odpowiedzialna za inwestycję, nie uchyla się od odpowiedzialności za wady, jednak winą za zaistniałą sytuację obarcza swoich podwykonawców. Przedstawiciele firmy oficjalnie przyznają, że brak izolacji fundamentów dotyczy łącznie osiemnastu budynków na głogowskim osiedlu.

– Początkowo dogadywaliśmy się z podwykonawcą, który miał to realizować, po czym po prostu wycofał się z rozmów. Stąd cała zwłoka, bo podwykonawca nas zwodził – tłumaczy Maciej Mruk, reprezentujący dewelopera, w wypowiedzi dla portalu Nowiny24.

Sprawa osiedla Niwa to jaskrawy przykład szerszego zjawiska, z jakim w ostatnich miesiącach boryka się rynek pierwotny. Spowolnienie gospodarcze, presja kosztowa i poszukiwanie oszczędności sprawiają, że deweloperzy nierzadko zmagają się z rotacją nierzetelnych podwykonawców. Ostateczną cenę za te zawirowania płacą jednak klienci, którzy po odbiorze kluczy do wymarzonych mieszkań lub domów odkrywają poważne wady ukryte.

Prawa nabywców i ostateczny finał sprawy

Eksperci rynku nieruchomości od dłuższego czasu zwracają uwagę, że nabywcy nie są w takich starciach bezbronni. Kluczowe staje się skrupulatne dokumentowanie wszelkich usterek już na etapie odbiorów technicznych z udziałem niezależnych inżynierów oraz stanowcze egzekwowanie praw z tytułu rękojmi, zanim upłynie ustawowy termin chroniący konsumenta przed błędami wykonawczymi.

Firma deweloperska zadeklarowała, że ze względu na skalę problemu organizuje obecnie trzy niezależne ekipy budowlane, które mają sprawnie przeprowadzić niezbędne prace naprawcze jeszcze w bieżącym sezonie. Przedsiębiorstwo zobowiązało się do usunięcia wad na własny koszt, szacując całkowity budżet tych operacji na półtora miliona złotych. Po zakończeniu prac naprawczych i zabezpieczeniu domów mieszkańców, spółka zamierza wejść na drogę prawną i domagać się stosownego odszkodowania od rzekomo nieuczciwego podwykonawcy, który pierwotnie odpowiadał za ten etap budowy.

Wybrane dla Ciebie