Trump uderzy w Kubę? Eksperci studzą optymizm Białego Domu

Z doniesień agencji AP wynika, że prezydent USA Donald Trump intensyfikuje naciski na reżim w Hawanie. Działania amerykańskiej administracji do złudzenia przypominają strategię zastosowaną wcześniej wobec Wenezueli, która zakończyła się zbrojnym obaleniem Nicolasa Maduro. Czy scenariusz się powtórzy?

US President Donald Trump (C) delivers remarks during a rally in Suffern, New York, USA, 22 May 2026. EPA/KENA BETANCUR Dostawca: PAP/EPA.Donald Trump
Źródło zdjęć: © PAP | PAP/EPA/KENA BETANCUR
Robert Kędzierski

To wyraźne zaostrzenie kursu w porównaniu z sytuacją sprzed kilku tygodni, gdy amerykański przywódca zdecydował się jedynie na nałożenie na wyspę kolejnego pakietu sankcji gospodarczych. Zmiana retoryki i konkretne kroki polityczne sugerują, że Biały Dom przygotowuje grunt pod zdecydowane rozwiązania.

Amerykański przywódca wielokrotnie sugerował możliwość zbrojnej interwencji, określając Kubę mianem kraju upadłego, którego reżim jest gotowy do upadku. Zaznaczał również, że Stany Zjednoczone mogą mieć zaszczyt przejęcia kontroli nad wyspą.

– Inni prezydenci patrzyli na to przez 50, 60 lat, żeby coś z tym zrobić. I wydaje się, że to ja będę tym, który to zrobi – powiedział Donald Trump, cytowany przez agencję AP.

Impact'26: Rafał Rudzki/ GRUPA ŻABKA

Mechanizmy presji: od ropy po zarzuty karne

Amerykańska strategia opiera się na sprawdzonych schematach. Wobec obu państw Waszyngton wykorzystał narzędzie blokady naftowej, choć w odmienny i dostosowany do lokalnych warunków sposób. W przypadku Wenezueli, będącej producentem surowca, celem było odcięcie rządu od zysków z eksportu. Kuba natomiast padła ofiarą blokady dostaw paliwa, od którego jest drastycznie uzależniona. Jak zauważa AP, krok ten znacząco pogłębił trwający tam kryzys gospodarczy i humanitarny.

Kolejnym wspólnym mianownikiem jest uderzenie w najwyższych rangą oficjeli państwowych. Zanim amerykańscy komandosi pojmali w Caracas Nicolasa Maduro i przetransportowali go do USA przed oblicze sądu, wenezuelski przywódca usłyszał zarzuty związane z narkoterroryzmem. Podobny krok wykonano właśnie wobec 94-letniego Raula Castro. Były prezydent Kuby został oskarżony w związku z incydentem z 1996 r., kiedy to zestrzelono dwa cywilne samoloty.

Ekspert do spraw polityki latynoamerykańskiej z Uniwersytetu Amerykańskiego w Waszyngtonie William LeoGrande ocenia na łamach AP, że choć postawienie zarzutów Castro zwiększa presję na kraj, to nie wpłynie to na bieżące funkcjonowanie rządu. Były przywódca pozostaje wpływową postacią, z którą konsultowane są kluczowe decyzje, jednak nie kieruje on już codziennymi pracami administracji w Hawanie.

Eksperci studzą optymizm Białego Domu

Analitycy podkreślają, że mechaniczne przeniesienie wenezuelskiego scenariusza na grunt kubański może okazać się niemożliwe ze względu na uwarunkowania polityczne i militarne.

– Prezydent Trump ocenił interwencję w Wenezueli jako fantastyczny sukces. Próbował zastosować ten sam model w innych miejscach, w tym w Iranie. Ale oczywiście Kuba, jak i Iran, bardzo różnią się od Wenezueli – ocenił Brian Finucane, starszy doradca think tanku International Crisis Group.

Brak kandydata do przejęcia władzy

Zasadniczą różnicą jest kwestia potencjalnej sukcesji władzy. Po schwytaniu Maduro, rządy w Wenezueli za przyzwoleniem Waszyngtonu przejęła jego zastępczyni Delcy Rodriguez. Eksperci wskazują, że na Kubie brakuje obecnie kandydata skłonnego do współpracy z USA, który mógłby płynnie przejąć stery państwa. Przedstawiciele kubańskich władz w rozmowach z dziennikarzami AP wprost deklarują, że w ich kraju nie ma odpowiednika wenezuelskiej polityk.

Odmienna skala zaangażowania wojskowego

Zwraca się również uwagę na odmienną skalę zaangażowania wojskowego. Operację w Wenezueli poprzedziło zgromadzenie potężnych sił, w tym najnowocześniejszego lotniskowca USS Gerald R. Ford i ponad stu statków powietrznych. Obecna koncentracja floty USA wokół Kuby jest znacznie skromniejsza i opiera się między innymi na najstarszym służącym lotniskowcu USS Nimitz.

Temat amerykańskich restrykcji i uderzania w łańcuchy dostaw paliw wpisuje się w szerszą, globalną strategię USA z ostatnich miesięcy. Surowce energetyczne stają się dla Waszyngtonu głównym narzędziem geopolitycznego nacisku, a same rynki funkcjonują w cieniu ogromnej niepewności. W marcu polityka ta zbiegła się w czasie z potężnymi zawirowaniami na Bliskim Wschodzie, gdy uwaga świata skupiała się na historycznych zakłóceniach wywołanych blokadą Cieśniny Ormuz, co z kolei prowokowało na najwyższych szczeblach dyskusje o skuteczności i wpływie globalnych reżimów sankcyjnych na światowe gospodarki.

Zwiększanie presji na takie państwa jak Kuba czy wspominany przez ekspertów Iran odbywa się przy jednoczesnym zarządzaniu własnym bezpieczeństwem energetycznym. Chcąc łagodzić szoki naftowe, amerykański Departament Energii zmuszony był pod koniec lutego uwolnić ponad 50 milionów baryłek ze swoich rezerw strategicznych. Równocześnie koncerny zza oceanu bacznie śledzą rosnące ceny surowca, licząc na zyski z potencjalnych kryzysów w rejonach wydobycia. Ta wielopoziomowa gra pokazuje, że wenezuelski czy kubański scenariusz to zaledwie jeden z elementów bardzo skomplikowanej polityki Białego Domu.

– To różne sytuacje i bardzo trudno spodziewać się podobnych rezultatów. Nie wydaje się, by nalot w celu schwytania i wywiezienia Raula Castro albo kogoś, kto w rzeczywistości pełni funkcję przywódczą, miał podobne skutki na Kubie, jak w Wenezueli – podsumował Brian Finucane z ICG.

Źródło: PAP

Wybrane dla Ciebie