Jeden z najpoważniejszych kryzysów. "Grenlandia staje się pretekstem" [OPINIA]

W Europie rośnie determinacja do użycia instrumentów, które dotąd pozostawały jedynie w sferze deklaracji. ACI, handlowa "bazooka", po raz pierwszy jest traktowany jako realna opcja, a nie tylko straszak. Oznacza to jakościową zmianę w podejściu Europy do relacji z USA – pisze w opinii dla money.pl Piotr Arak.

Donald TrumpW kontrze do działań Trumpa narasta presja polityczna
Źródło zdjęć: © GETTY | Martin Sylvest Andersen, Andrew Harnik
Piotr Arak
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Spór o Grenlandię przestał być dyplomatyczną osobliwością i urósł do rangi jednego z najpoważniejszych kryzysów w relacjach transatlantyckich od zakończenia zimnej wojny. Eskalacja retoryki administracji Donalda Trumpa – od żądań sprzedaży Grenlandii po cła – i sugestie użycia siły, jest zarzewiem podziału w Unii, który dla USA może być korzystny, ale też sygnalizuje, że Ameryka nie potrzebuje wszystkich sojuszników.

Grenlandia jako pretekst do nowej wojny handlowej

Zapowiedź nałożenia dodatkowych ceł na osiem państw europejskich, w wysokości 10 proc. od lutego i 25 proc. od czerwca, oznacza faktyczne wznowienie wojny handlowej między USA a UE.

Tym razem jednak cła nie są narzędziem korekty bilansów handlowych, lecz instrumentem nacisku geopolitycznego. Grenlandia staje się pretekstem, a cła środkiem wymuszenia decyzji suwerennego państwa.

"Niemcom się to nie podobało". Mówi, jaki miał problem z biznesem za granicą

Makroekonomiczne skutki takich działań są relatywnie dobrze znane: szacunki wskazują, że trwałe cła na poziomie 25 proc. mogłyby obniżyć tempo wzrostu PKB UE o ok. 0,2 pkt proc. Jednak realny koszt jest wyższy i trudniejszy do zmierzenia – to narastająca niepewność inwestycyjna, skracanie horyzontu decyzyjnego firm oraz stopniowa dywersyfikacja handlu z dala od rynku amerykańskiego.

Już w 2025 roku udział USA w eksporcie UE spadł z 21 proc. do 18 proc., co sugeruje strukturalną zmianę zachowań eksporterów. Jednocześnie jednolity rynek UE umożliwia omijanie ceł przez państwa trzecie, co podważa ich skuteczność i dodatkowo zniekształca handel. Oznacza to, że straty gospodarcze będą realne.

Granice władzy prezydenta

Administracja Trumpa opiera zapowiedziane cła na ustawie IEEPA (International Emergency Economic Powers Act), co otwiera nowy front prawny. Sąd Najwyższy USA rozpatruje obecnie legalność wcześniejszych ceł wprowadzonych w oparciu o tę ustawę.

Negatywne rozstrzygnięcie mogłoby unieważnić także nowe dekrety prezydenta i zmusić Biały Dom do szukania innych instrumentów – bardziej czasochłonnych i politycznie kosztownych.

Równolegle, w kontrze do działań Trumpa, narasta presja polityczna. W Kongresie USA złożono ponadpartyjne projekty ustaw zakazujące finansowania jakichkolwiek działań militarnych przeciwko sojusznikom z NATO, w tym Danii.

Co istotne, poparcie społeczne dla aneksji Grenlandii w USA jest marginalne, a część senatorów otwarcie deklaruje gotowość do przyjęcia ustaw z większością odporną na prezydenckie weto.

Po stronie europejskiej rośnie determinacja do użycia instrumentów, które dotąd pozostawały jedynie w sferze deklaracji. Anti-Coercion Instrument (ACI) – instrument przeciwdziałania przymusowi gospodarczemu UE, nazywany handlową "bazooką" (na razie na 93 mld dol. eksportu z USA) – po raz pierwszy jest traktowany jako realna opcja, a nie tylko straszak. Oznacza to jakościową zmianę w podejściu Europy do relacji z USA.

Destrukcja NATO

Najbardziej destrukcyjnym wymiarem konfliktu jest jego wpływ na bezpieczeństwo transatlantyckie. Grenlandia ma realne znaczenie strategiczne dla USA, od projekcji siły w Arktyce po systemy wczesnego ostrzegania.

Te interesy od dekad są zabezpieczone Porozumieniem Obronnym z 1951 roku, które daje Waszyngtonowi szerokie prawa wojskowe bez podważania suwerenności Danii. Mimo to administracja Trumpa nie wskazała żadnych konkretnych, niezaspokojonych potrzeb bezpieczeństwa.

Eskalacja ma więc charakter polityczny, nie strategiczny. Odpowiedzią Europy jest wzmacnianie obecności wojskowej na Grenlandii przez Danię i innych członków NATO (dodajmy raczej symboliczne, bo na Grenlandii mieszka 57 tys. ludzi).

Choć siły te nie byłyby w stanie odeprzeć hipotetycznej interwencji USA, skutecznie eliminują scenariusz "bezbolesnej" okupacji arktycznej wyspy i pełnią funkcję odstraszającą.

Fakt, że europejscy sojusznicy mówią dziś, choć nie wprost, o odstraszaniu wobec USA, jest jednym z najbardziej kompromitujących momentów w historii NATO.

Suwerenność Grenlandii nie będzie oznaczać, że zostanie kolejnym stanem USA. Retoryka administracji Trumpa, odwołująca się do siły, presji i "historycznej konieczności", przywołuje przedwojenny model ekspansji terytorialnej przez wojny i zakupy terytoriów. To zderza się nie tylko z prawem międzynarodowym, lecz także z zasadą samostanowienia Grenlandczyków.

Ani Dania, ani władze Grenlandii nie wykazują najmniejszego zainteresowania sprzedażą wyspy. Pojawia się również wątek jej potencjalnej niepodległości. Taki scenariusz, choć realny w długim horyzoncie, rodzi pytania o bezpieczeństwo nowego państwa. Bez gwarancji sojuszniczych Grenlandia stałaby się strategicznie podatna. Paradoksalnie więc presja USA może przyspieszyć rozwiązania, które wcale nie prowadzą do amerykańskiej kontroli, lecz do internacjonalizacji jej bezpieczeństwa w ramach NATO.

Od maksymalizmu żądań do ograniczonych efektów

Historia polityki Trumpa pokazuje, że skrajne stanowiska często pełnią funkcję punktu wyjścia do renegocjacji celów. Tak było w NATO, gdzie presja doprowadziła do zobowiązań dotyczących wydatków obronnych na poziomie 5 proc. PKB, których poprzednie administracje nie potrafiły uzyskać. Podobna ścieżka jest możliwa także w przypadku Grenlandii.

Rozwiązaniem mogłoby być symboliczne "nowe otwarcie" Porozumienia Obronnego z 1951 roku, wzmocnienie obecności NATO w Arktyce oraz większy udział europejskich sojuszników i Kanady w bezpieczeństwie regionu. Trump mógłby ogłosić sukces, twierdząc, że jego presja przyniosła efekty, bez realnej zmiany statusu Grenlandii.

Porozumienie w sprawie Grenlandii pozostaje możliwe i leży w interesie wszystkich stron. Presja ze strony Kongresu USA oraz europejskich sojuszników może skłonić administrację Donalda Trumpa do redefinicji celów i ogłoszenia sukcesu w formule współpracy, a nie konfrontacji.

Przykład wymuszenia zwiększenia wydatków obronnych w NATO pokazuje, że nawet twarda, często konfrontacyjna retoryka bywa przekuwana w realne i trwałe rezultaty. Aneksja oparta na groźbach lub użyciu siły oznaczałaby ogromne koszty polityczne i strategiczne oraz trwałe podważenie zaufania w świecie zachodnim. W sumie trudno wyobrazić sobie, co byłoby dalej. Europa mogłaby zrezygnować z NATO wiedząc, że litera traktatu na podstawie, którego został oparty jest martwa.

Wzmocnienie bezpieczeństwa Arktyki, przy większym zaangażowaniu Europy, może sprawić, że NATO i relacje transatlantyckie wyjdą z tego kryzysu osłabione, ale nadal funkcjonalne i zdolne do odbudowy.

Rozpoczynające się Forum Ekonomiczne w Davos stworzy okazję do bezpośrednich rozmów Donalda Trumpa z europejskimi liderami, choć szybkie rozwiązanie kryzysu wydaje się mało prawdopodobne.

Trzeba pamiętać, że jednym z kluczowych powodów obecnej eskalacji jest ograniczona skuteczność polityki wewnętrznej prezydenta USA, co zmniejsza szanse Partii Republikańskiej w nadchodzących wyborach do Kongresu. W tej sytuacji administracja Trumpa poszukuje politycznych "zwycięstw" na arenie międzynarodowej. Problem w tym, że Amerykanie chyba nie kochają Grenlandii tak jak Trump.

Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, senior fellow Atlantic Council

Wybrane dla Ciebie
Gwałtowny skok cen ropy w USA. Tego nie było od 43 lat
Gwałtowny skok cen ropy w USA. Tego nie było od 43 lat
Kluczowa zmiana dla kierowców. Już sypią się kilkutysięczne mandaty
Kluczowa zmiana dla kierowców. Już sypią się kilkutysięczne mandaty
Indonezja zawiesza członkostwo w Radzie Pokoju. Po ataku na Iran
Indonezja zawiesza członkostwo w Radzie Pokoju. Po ataku na Iran
"To jest brednia". Balcerowicz uderza w SAFE prezydenta i prezesa NBP
"To jest brednia". Balcerowicz uderza w SAFE prezydenta i prezesa NBP
"Czyste powietrze" ma przyspieszyć. Wiceminister składa deklarację
"Czyste powietrze" ma przyspieszyć. Wiceminister składa deklarację
Gorąco wokół cieśniny Ormuz. Iran ostrzega USA
Gorąco wokół cieśniny Ormuz. Iran ostrzega USA
Wojna na Bliskim Wschodzie. Polski importer paliw kreśli scenariusz
Wojna na Bliskim Wschodzie. Polski importer paliw kreśli scenariusz
Kolejny kraj w Unii? Zapytają obywateli, czy chcą dołączyć
Kolejny kraj w Unii? Zapytają obywateli, czy chcą dołączyć
Niemiecki koncern przejmuje znany brytyjski dziennik
Niemiecki koncern przejmuje znany brytyjski dziennik
Tak pływają teraz statki. Wyraźna zmiana po ataku na Iran
Tak pływają teraz statki. Wyraźna zmiana po ataku na Iran
Media: USA podejrzewają Chiny o włamanie do sieci FBI
Media: USA podejrzewają Chiny o włamanie do sieci FBI
USA zmienią zdanie ws. sankcji na rosyjską ropę? Jest sygnał
USA zmienią zdanie ws. sankcji na rosyjską ropę? Jest sygnał