Czerwień zalewa giełdy. Ropa naftowa drożeje na potęgę
Poniedziałkowy poranek przyniósł inwestorom gwałtowne przebudzenie. Po weekendowym uderzeniu USA i Izraela na cele w Iranie rynki finansowe rozpoczęły tydzień od ucieczki od ryzyka. Ropa naftowa drożeje o ponad 5 proc., złoto zyskuje na wartości, a giełdy w Azji – m.in. Indiach i Pakistanie – notują wyraźne spadki. To jednak dopiero preludium przed otwarciem parkietów w Europie i USA.
Rynki reagują na wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Chociaż główne centra finansowe w Londynie, Frankfurcie i Nowym Jorku pozostają jeszcze zamknięte, handel w Azji oraz na rynkach kontraktów terminowych (futures) daje jasny obraz tego, jak kapitał reaguje na eskalację napięcia. Scenariusz jest podręcznikowy: inwestorzy wyprzedają akcje i uciekają w stronę tak zwanych bezpiecznych przystani, czyli dolara, złota oraz surowców energetycznych, których podaż może być zagrożona.
Azja dyktuje nastroje: czerwień na indeksach
Pierwszą ofiarą geopolitycznej niepewności stały się rynki azjatyckie, które jako pierwsze zareagowały na weekendowe wydarzenia. Japoński indeks Nikkei 225 traci ponad 1,3 proc. – spada do poziomu około 58 050 punktów. To wyraźny sygnał, że inwestorzy w Tokio obawiają się globalnych konsekwencji konfliktu.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w Hongkongu, gdzie indeks Hang Seng zniżkuje o ponad 1,6 proc. – w okolice 26 200 punktów. Hang Seng Tech Index spadł "poniżej kluczowego poziomu wsparcia", co może sugerować kolejne obniżki – odnotowuje Bloomberg.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Tak wyglądało niebo nad Tel Awiwem
Wyprzedaż dotknęła również parkietu w Indiach – indeksy BSE SENSEX oraz Nifty tracą solidarnie ponad 1,1 proc. Jedynym rynkiem, który zachowuje względny spokój, jest giełda w Szanghaju (SSE Composite), która oscyluje wokół zera, notując symboliczne wzrosty. Może to wynikać ze specyfiki tamtejszego rynku, który często reaguje z opóźnieniem lub jest stymulowany wewnętrznymi mechanizmami regulacyjnymi.
Spadki pojawiły się także w Pakistanie: indeks KSE-30 tracił 9,6 proc., co wywołało całkowite wstrzymanie handlu. Ten, według pakistańskiej giełdy, miał zostać wznowiony ok. godziny 10:27 czasu lokalnego (czyli o 6:27 czasu polskiego). W kraju tym pojawiły się jednocześnie liczne, proirańskie protesty. Doszło do starć z policją, w których zginęło przynajmniej 10 osób. Protestujący próbowali m.in. atakować bramy konsulatu USA w mieście Karachi.
Ropa naftowa: strach przed blokadą cieśniny
Najbardziej gwałtowną reakcję obserwujemy jednak na rynku surowców energetycznych. Ryzyko, że konflikt rozleje się na szlaki transportowe w Zatoce Perskiej, natychmiast znalazło odzwierciedlenie w wycenach. Notowania amerykańskiej ropy naftowej WTI (West Texas Intermediate) wystrzeliły w górę o ponad 6,5 proc. Baryłka, która jeszcze w piątek kosztowała poniżej 70 dol., w poniedziałkowy poranek wyceniana jest na rynkach terminowych w okolicach 71-72 dol., choć w szczytowym momencie sesji azjatyckiej cena zbliżała się nawet do 75 dol.
Z kolei ropa Brent podskoczyła o 6,8 proc., zbliżając się do ceny 78 dol. Według Bloomberga pierwsze reakcje były największymi wzrostami od czterech lat. Analitycy cytowani przez agencję uważają, że to może nie być koniec. "Widzimy ropę w okolicach 80-90 dol. za baryłkę w naszym bazowym scenariuszu na najbliższy tydzień" – stwierdził Max Layton, analityk Citigroup, w nocie przed rozpoczęciem handlu w poniedziałek.
Bank Morgan Stanley z kolei podniósł swoje prognozy dla ropy Brent do 80 dol. za baryłkę (z 62,5 dol.) na drugi kwartał roku.
Analitycy i stratedzy rynkowi, cytowani przez Polską Agencję Prasową, wskazują, że kluczowym czynnikiem ryzyka jest potencjalna odpowiedź Iranu. Mirosław Budzicki, strateg banku PKO BP, w weekend podkreślał, że rynek wycenia scenariusz blokady cieśniny Ormuz. To strategiczne wąskie gardło, przez które przepływa znaczna część światowego transportu ropy i LNG. Irańska Gwardia Rewolucyjna (IRGC) wydała już ostrzeżenia dotyczące żeglugi w tym rejonie, co de facto jest interpretowane przez część armatorów jako groźba zamknięcia szlaku.
Eksperci XTB w swoich komentarzach – publikowanych jeszcze przed poniedziałkowym rankiem – idą o krok dalej i sugerują, że w czarnym scenariuszu – czyli faktycznej fizycznej blokady cieśniny lub serii ataków na tankowce – ceny surowca mogłyby poszybować nawet w okolice 100 dol. za baryłkę. To z kolei przełożyłoby się na drastyczne podwyżki cen paliw na stacjach, windując koszt litra benzyny w Polsce do poziomu 6,50-7,00 zł.
Złoto wraca do łask
W momentach niepokoju kapitał tradycyjnie płynie w stronę kruszców. Złoto, które w ostatnich tygodniach przechodziło korektę, znów błyszczy. Cena uncji wzrosła o 1,6 proc., osiągając poziom ponad 5360 dolarów. To gwałtowne odwrócenie trendu spadkowego z lutego.
Rynek próbuje dyskontować ryzyko przedłużającego się konfliktu. Jak zauważają eksperci PKO BP, obecne poziomy cenowe mogą być dopiero początkiem ruchu w górę. Jeśli napięcie nie opadnie, realny jest powrót notowań złota do historycznych szczytów ze stycznia bieżącego roku, kiedy to za uncję płacono około 5600 dolarów. Złoto pełni w tym układzie rolę ubezpieczenia portfela inwestycyjnego przed nieprzewidywalnymi skutkami wojny oraz potencjalnym impulsem inflacyjnym, jaki wywołałaby droga ropa.
Waluty: dolar zyskuje, złoty pod presją
Na rynku walutowym (Forex) obserwujemy klasyczny mechanizm "flight to quality" – ucieczki do jakości. Amerykański dolar, będący światową walutą rezerwową, zyskuje na wartości wobec koszyka walut. Para USD/PLN notuje wzrost o ponad 0,3 proc., docierając do poziomu 3,58 zł. Choć skala ruchu nie jest na razie dramatyczna, trend jest wyraźny.
Strateg PKO BP przewiduje, że w najbliższych dniach możemy być świadkami dalszego umacniania się dolara wobec euro (kurs EUR/USD może spaść w okolice 1,16-1,17). Dla polskiego złotego oznacza to presję podażową. Kurs euro może wzrosnąć w kierunku 4,24-4,26 zł. Eksperci uspokajają jednak, że są to poziomy, które powinny powstrzymać dalszą wyprzedaż naszej waluty, o ile konflikt nie przybierze formy pełnoskalowej wojny regionalnej.
Warto odnotować, że atak na Iran nie ma bezpośredniego przełożenia na polską gospodarkę w sensie handlowym, jednak kanał surowcowy (ceny energii) oraz sentyment rynkowy (awersja do ryzyka) uderzają w waluty rynków wschodzących, do których zaliczany jest złoty.
Niedzielne preludium na Bliskim Wschodzie
Aby w pełni zrozumieć dzisiejsze zachowanie rynków azjatyckich, warto spojrzeć na to, co działo się w niedzielę. W krajach muzułmańskich, gdzie tydzień pracy zaczyna się właśnie tego dnia, giełdy zdążyły już zareagować na atak.
Agencja Bloomberga donosi o fatalnych nastrojach w Egipcie i Arabii Saudyjskiej. Giełda w Kairze zanurkowała o 2,5 proc., a tamtejsza waluta osłabiła się do poziomu najniższego od połowy 2025 roku. Egipt znajduje się w szczególnie trudnym położeniu, ponieważ Izrael wstrzymał dostawy gazu do tego kraju ze względów bezpieczeństwa, co zmusza Kair do poszukiwania awaryjnych dostaw LNG na rynkach światowych.
Z kolei saudyjski indeks Tadawul All Share stracił w niedzielę ponad 2 proc., wymazując wszystkie zyski wypracowane od początku roku. Ciekawym wyjątkiem na tym tle jest zachowanie akcji Saudi Aramco. Naftowy gigant zyskał 3,4 proc., co jest bezpośrednim efektem oczekiwań inwestorów na wzrost cen ropy.
To potwierdza tezę, że rynek traktuje obecną sytuację czysto fundamentalnie: wojna oznacza problemy z podażą, a problemy z podażą oznaczają wyższe marże dla producentów surowca, którzy są w stanie go dostarczyć.
Kryptowaluty w odwrocie
Wbrew narracji o "cyfrowym złocie" bitcoin zachowuje się w poniedziałkowy poranek jak typowe aktywo ryzykowne (risk asset). Najpopularniejsza kryptowaluta traci blisko 1 proc. – spada w okolice 66 800 dolarów.
Inwestorzy wycofują kapitał z rynków o dużej zmienności, szukając schronienia w twardej walucie i obligacjach skarbowych. Korelacja bitcoina z tradycyjnymi indeksami giełdowymi (takimi jak Nasdaq) w momentach stresu geopolitycznego często okazuje się silniejsza niż jego rola jako niezależnego magazynu wartości.
Czy rynek był przygotowany?
Eksperci zwracają uwagę na ciekawy aspekt psychologii rynku. Jak zauważa Mirosław Budzicki w rozmowie z PAP, atak był w pewnym stopniu "wyceniony" przez inwestorów jeszcze przed weekendem. Już w piątek docierały sygnały o ewakuacji personelu dyplomatycznego z regionu oraz o przemieszczaniu się amerykańskich sił zbrojnych. Platformy predykcyjne, takie jak Polymarket, wskazywały na niemal pewność wystąpienia ataku w najbliższym czasie.
To zjawisko "sprzedawaj fakty" (sell the news) może nieco łagodzić spadki na giełdach, jednak skala obecnej operacji militarnej wydaje się szersza niż poprzednie incydenty, co wprowadza element niepewności co do czasu trwania konfliktu. W czerwcu ubiegłego roku podobny atak wywołał jedynie jednodniową reakcję. Tym razem analitycy spodziewają się, że nerwowość utrzyma się przez co najmniej tydzień, w zależności od tego, czy i w jaki sposób Teheran zdecyduje się na odpowiedź.
Co nas czeka w kolejnych godzinach
Poniedziałkowa sesja w Europie, a następnie w USA, będzie kluczowa dla ustalenia średnioterminowego trendu. Inwestorzy będą z uwagą śledzić komunikaty płynące z Waszyngtonu i Tel Awiwu, ale przede wszystkim – monitorować sytuację w Cieśninie Ormuz. Każda informacja o zatrzymaniu tankowca lub incydencie morskim może stać się katalizatorem kolejnej fali wzrostów na ropie.
Dla polskiego inwestora najważniejszymi wskaźnikami pozostają dziś: kurs USD/PLN (jako barometr nastrojów globalnych) oraz ceny paliw na rynkach hurtowych, które z opóźnieniem, ale nieuchronnie, przełożą się na koszty tankowania.
Napięcie na linii USA-Iran narastało stopniowo przez ostatnie miesiące. Już w połowie lutego inwestorzy z niepokojem obserwowali rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, co skłaniało kapitał do ucieczki w bezpieczne aktywa.
Administracja Trumpa konsekwentnie zaostrzała retorykę wobec Teheranu, a w grudniu prezydent ogłosił "całkowitą blokadę" Wenezueli, co również wpłynęło na globalny rynek ropy. Sytuacja geopolityczna pozostawała napięta przez cały okres zimowy, a już w grudniu Waszyngton przejmował tankowce przewożące ropę z Iranu, co stanowiło zapowiedź dzisiejszej eskalacji. Obecny atak jest kulminacją wielomiesięcznego napięcia, które systematycznie windowało ceny surowców i podsycało obawy o stabilność dostaw energii na rynkach globalnych.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl