Zobaczyłem, co potrafią. Oto chińskie auta tylko dla Chińczyków
Polski rynek podbijają przede wszystkim ceną, a debiutują na nim zazwyczaj z ograniczoną do kilku modeli ofertą. Jednak te same chińskie marki w Państwie Środka to już inny świat. Widziałem tam i jeździłem samochodami, które do Polski nie trafią. Przynajmniej na razie.
Przykładem jest chińska marka Leapmotor, która poza granicami Państwa Środka działa w ramach joint-venture z koncernem Stellantis. Do Polski weszła w lutym 2025 r. z modelami T03 i C10. Pierwszy to elektryczny "maluch", drugi – SUV zaprojektowany z myślą o europejskim rynku. Dziś w sprzedaży są dwa kolejne modele – B03X, czyli reprezentant segmentu B-SUV, i B05, czyli kompaktowy hatchback, który swoją premierę miał na kwietniowych targach motoryzacyjnych w Poznaniu.
W chińskiej nomenklaturze można się pogubić. Sprzedawany w Europie Leapmotor B03X to za Wielkim Murem Leapmotor A10. Skąd ta różnica? Z powodu Audi, które całą swoją gamę modelową numeruje po symbolu litery "A". Z kolei model B05 to w Chinach Lafa 5.
Różnią się jednak nie tylko oznaczenia modeli, ale i sama ich oferta. Podczas targów motoryzacyjnych Auto China 2026 w Pekinie mogłem obejrzeć, a na torze testowym w okolicach Szanghaju poprowadzić samochody marki Leapmotor, których w Polsce nie ma. I na razie nie będzie.
"Sprzedałem mieszkanie, by włożyć pieniądze w firmę". Przejął szwalnię giganta
Lafa 5 Ultra
Pierwszy z nich to Lafa 5 Ultra – czyli podrasowana wersja elektrycznego kompaktowego hatchbacka. Zbudowany na platformie LEAP 3.5 oferuje 241 KM mocy, napęd na tylną oś, baterię o pojemności nawet 67,1 kWh wystarczającą na 605 km (wg metodologii CTLC) i zaawansowane funkcje asystujące. Po chińskich drogach Lafa 5 Ultra może jeździć na zaawansowanym adaptacyjnym tempomacie, nie wymagając trzymania rąk na kierownicy. Do tego Lafa 5 Ultra od zera do "setki" przyspiesza w 5,9 s – nawet o 1,6 s szybciej niż "zwykły" Leapmotor B05.
Choć była to krótka przejażdżka po torze testowym, Lafa 5 Ultra zostawiła po sobie bardzo przyjemne wrażenia – tak podczas przyspieszania na prostej, jak i manewrowania między pachołkami.
Leapmotor D19
Tym, czym chińska marka mnie najbardziej zaskoczyła, był model Leapmotor D19 – czyli coś zupełnie innego od T03, C10, a nawet B05. Bowiem D19 to pełnowymiarowy, luksusowy SUV – elektryczny i z range-extenderem. Dość powiedzieć, że w Chinach pozycjonowany jest jako konkurent m.in. Mercedesa GLS.
Leapmotor D19 ma ponad 5,2 m długości, blisko 2 m szerokości, nadwozie mierzy 1,8 m wysokości, a rozstaw osi to imponujące 3,1 m, dzięki któremu we wnętrzu mieszczą się trzy rzędy foteli. Sylwetka jest masywna, elegancka, budząca respekt, a nawet i podziw.
Wnętrze jest z jednej strony minimalistyczne – z "czystą" deską rozdzielczą z dwoma ekranami. Ten większy ma ponad 17 cali i służy do obsługi multimediów, komputera pokładowego i nawigacji. Drugi ma nieco ponad 10 cali i służy za wirtualny zestaw wskaźników. Wygodne fotele są w każdym z trzech rzędów, jednak to w drugim można podróżować jak prawdziwy VIP. Fotel po prawej stronie rozkłada się do pozycji niemal leżącej po przesunięciu do przodu przedniego fotela pasażera i rozłożeniu podnóżka.
Leapmotor D19 testowany był podczas jazd w Chinach w wariancie z silnikiem spalinowym w roli range extendera (służy do ładowania baterii, nie bezpośrednio do napędzania kół) i dwoma silnikami elektrycznymi przy każdej z osi. Łączna moc takiego układu to 536 KM. Dzięki architekturze 800 V, ładowanie od 30 do 80 proc. pojemności baterii ma zajmować 15 minut i pozwolić na pokonanie 500 km wyłącznie w trybie elektrycznym. Wersja w pełni elektryczna wyposażona jest w baterię 115 kWh i architekturę 1000 V, dzięki czemu pokonuje nawet 720 km (wg CLTC). W kwadrans ma uzupełnić połowę pojemności baterii.
Co ciekawe, D19 imponuje nie tylko designem, komfortem i zasięgiem. Nie powstydzi się również osiągów. Wersja w pełni elektryczna z dwoma silnikami "setkę" osiąga w 4,9 s, z trzema – w 3,9 s, zaś ta z range-extenderem – w 6 s. Ta ostatnia w siedmiomiejscowej konfiguracji waży 2,7 tony.
"W Europie luksusowych SUV-ów to na razie wyzwanie"
Leapmotor D19 swój debiut w Chinach miał w połowie kwietnia, krótko przed targami Auto China 2026. Zaprojektowany jest jednak w taki sposób, aby był gotowy na eksport. Mało jednak prawdopodobne, by trafił do Europy. Dlaczego?
– Gdy mowa o D19, widzimy potencjał na Bliskim Wschodzie, możliwe, że również w Ameryce Południowej. W Europie segment dużych, luksusowych SUV-ów to na razie wyzwanie. W tym modelu drugi rząd foteli to pojedyncze, niemalże kapitańskie fotele. To nie jest często stosowane rozwiązanie w Europie ani nawet w innych regionach świata. Za to w Chinach – bardzo pożądane – mówił money.pl Francesco Giacalone, szef strategii, produktu i marketingu w Leapmotor International.
Dodał, że wpisuje się w potrzeby klientów, którzy mają kierowcę, ale sami też mogą usiąść za kierownicą. Taki samochód na tylnych siedzeniach zapewnia taki sam, albo nawet wyższy, poziom komfortu jak za kierownicą.
Leapmotor D99. Chiny to rynek luksusowych vanów.
To samo odnosi się też do flagowego modelu Leapmotora w Chinach – elektrycznego, luksusowego vana D99. Analogicznie jak model D19 będzie dostępny w wersji elektrycznej i z range extenderem o zbliżonych parametrach.
Poza klasą V od Mercedesa, luksusowe vany w Europie to rzadkość, a wyjątkiem potwierdzającym regułę jest choćby Lexus LM. Kojarzone są raczej z usługami VIP Shuttle niż z prywatnymi posiadaczami.
Z kolei elektryczny Maxus Mifa 9 poniósł rynkową porażkę, a marka ta przestawiła się na dystrybucję w Polsce "dostawczaków" i pick-upów. Za to na chiński rynek elektryczne, komfortowe vany produkuje nawet Volvo – model EM90.
Po powrocie z targów motoryzacyjnych Auto China 2026 w Pekinie i jazd testowych wiem jedno: chińskie marki w Polsce nie tylko nie powiedziały ostatniego słowa, one dopiero zaczynają mówić.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl
Autor uczestniczył w wyjeździe prasowym do Chin na zaproszenie koncernu Stellantis. Organizator nie miał wglądu do artykułu przed publikacją ani wpływu na jego treść.