Zainwestowali w pompy ciepła. Oto jakie płacą rachunki
Pompy ciepła miały być odpowiedzią na drogi opał i rosnące rachunki. Dla części właścicieli domów stały się jednak źródłem nowych problemów: wysokich kosztów prądu, niedogrzanych wnętrz i długów. Coraz więcej użytkowników mówi wprost o rozczarowaniu - zauważa Newsweek.
W ostatnich latach pompy ciepła stały się jednym z najczęściej promowanych rozwiązań grzewczych. Wzrost cen węgla, gazu i ekogroszku, a także szeroka dostępność dotacji sprawiły, że wiele osób zdecydowało się na kosztowną inwestycję, licząc na realne obniżenie wydatków. W praktyce część z nich szybko zderzyła się z rzeczywistością.
Jak opisuje Newsweek, Monika, samotna matka, wydała na instalację 60 tys. zł, finansując ją kredytem. Decyzję podjęła w momencie, gdy koszty ogrzewania ekogroszkiem sięgały kilkunastu tysięcy złotych rocznie. — Zapłaciłam za pompę 60 tys. zł i to są pieniądze wyrzucone w błoto — mówi dziś wprost. Jak podkreśla, nie została poinformowana, że w starszym domu z tradycyjnymi grzejnikami urządzenie będzie wyjątkowo energochłonne.
Pierwsza mroźna zima przyniosła szok finansowy. Przy temperaturach sięgających minus 15 stopni miesięczne zużycie prądu przełożyło się na rachunek bliski 5 tys. zł. Od tamtej pory pompa pracuje u niej tylko przy wyższych temperaturach, a dom dogrzewany jest alternatywnym źródłem ciepła.
Tamtej zimy nocami temperatura spadała nawet do minus 15 stopni. W ciągu jednego miesiąca nabiło mi 3 tys. kWh, a rachunek wyniósł prawie 5 tys. zł. Byłam tak wściekła, że wyłączyłam pompę, kupiłam kozę, drewno i w ten sposób dogrzewałam dom aż do marca. Po prostu boję się kolejnych rachunków za prąd. Teraz, przy obecnych mrozach, nadal palę w kozie. Pompę włączę dopiero wtedy, kiedy na zewnątrz zrobi się cieplej - opowiedziała.
Dotacje, które wiążą ręce
Podobne doświadczenia ma Artur, który zdecydował się na pompę ciepła rok temu, korzystając z programu "Czyste Powietrze". Jak przyznaje, jedyną realną zaletą urządzenia jest bezobsługowość. Koszty eksploatacji okazały się znacznie wyższe, niż zakładał.
— Jest bardzo droga w eksploatacji, nawet przy temperaturze 17–18 stopni w domu — relacjonuje. W styczniu sama pompa zużyła u niego 1500 kWh energii. Rezygnacja z urządzenia nie wchodzi jednak w grę, bo oznaczałaby konieczność zwrotu dotacji. — Przez najbliższe cztery lata nie mogę tego zrobić — dodaje.
Także Magda, mimo połączenia pompy z instalacją fotowoltaiczną, nie widzi obiecywanych oszczędności. W sezonie grzewczym rachunki sięgają nawet 2 tys. zł miesięcznie, a produkcja energii z paneli zimą okazuje się symboliczna.
Problem nie w technologii, lecz w warunkach
Zdaniem prof. Pawła Obstawskiego z SGGW problemem nie jest sama technologia, lecz sposób jej wdrażania. — Pompy ciepła są opisywane wyłącznie w superlatywach — wskazuje ekspert, podkreślając, że urządzenia te mają konkretne wymagania.
Najlepiej sprawdzają się w nowych, dobrze ocieplonych budynkach z niskotemperaturową instalacją grzewczą. Tymczasem w Polsce masowo montuje się je w starszych domach bez termomodernizacji, gdzie zapotrzebowanie na ciepło jest znacznie większe. Efekt to praca na wysokich parametrach i gwałtowny wzrost zużycia energii - podkreśla Newsweek.
Ekspert zwraca też uwagę na brak regulacji zawodu instalatora OZE oraz na pompy projektowane z myślą o łagodniejszym klimacie. — Użytkownik dowiaduje się o tym dopiero wtedy, gdy przychodzi pierwszy rachunek — podsumowuje.
Źródło: Newsweek