Grupa przypisująca sobie cyberatak na firmę MyDr opublikowała w sobotę wpis na komunikatorze Infosec Exchange. Jego treść przekazał na znacznie szerzej używanej platformie X serwis Zaufana Trzecia Strona. "Firma MyDr popełniła błąd, ale bardzo dobrze sobie z tym poradziła, dlatego (wykradzione - przyp. red.) dane nie zostaną upublicznione ani sprzedane dalej" - napisali hakerzy, których profil działa pod nazwą Fingerprint.
"Dostaliśmy propozycje i podzielimy się nimi z polskimi władzami. Nie oznacza to jednak, że MyDr była jedyną firmą, która gromadzi tego typu dane. Po kontakcie z Zaufaną Trzecią Stroną podzielimy się wkrótce czymś jeszcze większym. Mamy nadzieję, że uda się uda się zapobiec temu, by ten przeciek nie trafił w ręce złych szpiegów" - napisali włamywacze.
WIDEOWyciek danych 19 mln Polaków. Wiceminister spytany o "jakiegoś Hindusa"
"Słyszymy też oskarżenia, że rozmawiamy tylko z panem Adamem (Adamem Haertle, założycielem Zaufanej Trzeciej Strony - przyp. red.) i ignorujemy innych dziennikarzy. To prawda. Inni są niekompetentnymi politycznymi kłamcami" - czytamy dalej.
"I nie nazywajcie nas przestępcami. Naszą misją jest poprawa słabego poziomu cyberbezpieczeństwa w Europie, zwłaszcza w czasie cyberwojny z Rosją" - dodali hakerzy.
"Jeden z największych incydentów w historii Polski"
Przypomnijmy - minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski potwierdził 12 sierpnia, że doszło do wycieku danych, które mogą dotyczyć m.in. leków i recept 19 milionów Polaków. Dane pochodziły z systemów firmy MyDr. Gawkowski polecił zastrzeżenie numeru PESEL za pomocą mObywatela. - Mamy do czynienia z jednym z największych incydentów w historii Polski - powiedział.
Od soboty informacje o numerach PESEL, które wyciekły w wyniku cyberataku na firmę MyDr, można sprawdzić na stronie bezpiecznedane.gov.pl. Serwis informuje, że szczegółowych informacji o tym, jakiego rodzaju dane znalazły się w wycieku, może udzielić przychodnia lub gabinet lekarski.
"W firmie MyDr doszło do nieuprawnionego dostępu do bazy danych systemu, z którego korzystają m.in. przychodnie i gabinety lekarskie. Fakt przełamania zabezpieczeń firmy MyDr jest potwierdzony, służby nie stwierdziły jak dotąd upublicznienia tych danych, z uwagi na dobro obywateli – prewencyjnie przekazujemy jednak informację, czyje numery PESEL znalazły się w wycieku" - czytamy na stronie bezpiecznedane.gov.pl.
Administratorzy strony zaznaczyli, że szczegółowych informacji o tym, jakiego rodzaju dane znalazły się w wycieku, może udzielić wyłącznie ich administrator, czyli np. przychodnia lub gabinet lekarza, z którego usług korzystał pacjent. Dodali, że te dane nie znajdują się w portalu.
Sprawę bada prokuratura
Dochodzenie prowadzone przez Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości w sprawie wycieku danych z firmy MyDr nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Dotyczy ono uzyskania dostępu do systemu informatycznego MyDr oraz przechowywanych na serwerach spółki informacji przez nieustaloną i nieuprawnioną do tego osobę, która wcześniej przełamała albo ominęła zabezpieczenia, a następnie ujawniła części uzyskanych w ten sposób informacji innym osobom, poprzez przesłanie wycinka danych do serwisu Zaufana Trzecia Strona. Grozi za to do trzech lat więzienia.