Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Marcin Lis
Marcin Lis
|
aktualizacja

Zmiany w Tesco i zwolnienia. "Pracownicy się boją"

144
Podziel się:

Kolejny etap zmian w sieci Tesco i skupienie się na "mniejszych" formatach może kosztować ponad 2000 osób pracę. Firma poinformowała o planie kolejnych zwolnień grupowych w tym roku. Do tego z części placówek znikną bistra oraz ograniczony zostanie m.in. asortyment przemysłowy.

Tesco zmienia sposób działania w Polsce - skupi się na mniejszych sklepach
Tesco zmienia sposób działania w Polsce - skupi się na mniejszych sklepach (East News, Piotr Kamionka/REPORTER)

- Ludzie są zaniepokojeni. Po prostu boją się o swoje miejsca pracy. Najczęściej odbieramy telefony od pracowników hipermarketów, bo to one będą zamykane, sprzedawane lub będą restrukturyzowane. W supermarketach załogi i struktury są takie, jak pracodawca przewiduje - mówi w rozmowie z money.pl szefowa NSZZ "Solidarność" w Tesco Polska Elżbieta Jakubowska.

Telefony właśnie z hipermarketów nie dziwią - w końcu Tesco Polska zamierza skupić się na "mniejszych formatach". To oznacza likwidację niektórych działów - najczęściej z artykułami przemysłowymi, bo ich oferta w preferowanym przez sieć formacie CHM (kompaktowych hipermarketów) jest niewielka. Jak się dowiadujemy, sieć zamierza zlikwidować również większość punktów restauracyjnych "Tesco Bistro". To o tyle zrozumiałe, że na handlu świeżą żywnością można najłatwiej zanotować stratę.

Tesco Polska zdążyło już poinformować związkowców z "Solidarności", że zmiany w sieci pociągną za sobą zwolnienia grupowe do 2154 osób. Będzie to kolejna redukcja zatrudnienia - 31 lipca skończyła się bowiem poprzednia fala zwolnień grupowych - objęto nią około 1300 osób. Informacja o kolejnej pojawiła się dzień później.

Zobacz także: Oglądaj też: Podatek handlowy w Polsce. "Płyniemy na górę lodową"

Co istotne, 2154 to maksymalna liczba osób do zwolnienia. Jak zapewnia nas Elżbieta Jakubowska, związkowcy będą walczyć o zachowanie jak największej liczby miejsc pracy. Także biuro prasowe Tesco Polska podkreśla, że będzie "dążyć do minimalizowania tej liczby" w trakcie konsultacji ze związkowcami.

Rozmowy będą o tyle ciekawe, że związkowcy weszli z Tesco w spór zbiorowy dotyczący wynagrodzeń. - Nie zgadzamy się na te zwolnienia, bo uważamy, że pracowników jest za mało. W szczytowym okresie pracowało w Tesco 15 tys. osób. Teraz pracuje o połowę mniej, a do tego wciąż działają hipermarkety. Ktoś pracę zwolnionych musiał przejąć - przybyło obowiązków, ale pensje nie drgnęły - tłumaczy Jakubowska.

W liście do pracodawcy, którym zapoczątkowano spór zbiorowy związkowcy dokładnie wyliczyli liczbę sklepów w Polsce i Zjednoczonym Królestwie wraz z przypadającą na każdy z punktów liczbą pracowników. Z tej kalkulacji wynika, że w przeliczeniu na jeden sklep na Wyspach pracuje 11 razy więcej pracowników.

"Pracownicy Tesco Polska z roku na rok i z miesiąca na miesiąc mogą jedynie liczyć na przybywające obowiązki, obciążenie dodatkową pracą w wyniku redukcji zatrudnienia" – podkreślili związkowcy. Szefowa "S" w polskim oddziale brytyjskiej sieci handlowej w rozmowie z nami jasno stawia sprawę: jeśli firma chce zacząć zarabiać na odpowiednim poziomie, musi inwestować w pracowników.

- Ktoś towar musi wyłożyć, ktoś musi klienta obsłużyć i sprawić, żeby sklep był zachęcający. Raz straconego klienta bardzo trudno odzyskać - zaznacza Elżbieta Jakubowska.

Na razie, by zyskać rentowność, Tesco w Polsce chce "przestawić się" na sklepy do 3 tys. m. kw. Dlatego też w pierwszych 7 miesiącach roku sieć zamknęła 36 placówek, a kilka dni temu ogłosiła plan pozbycia się kolejnych ośmiu oraz zamknięcia dwóch, które dziś działają na wynajmowanych powierzchniach. W całym poprzednim roku finansowym sieć zamknęła 62 sklepy.

Już dziś wiadomo, że z ogłoszonej pod koniec lipca listy, przynajmniej cztery zostaną zamknięte przed ewentualną sprzedażą - te w Rzeszowie, Żarach, Gliwicach i Tychach. Brak na tej liście choćby Bydgoszczy może sugerować, że zatrudnieni w tamtejszym Tesco po prostu zmienią pracodawcę.

W tych sklepach, które nie znalazły się na liście do sprzedaży lub zamknięcia, dojdzie do zamykania działów oraz zmniejszania powierzchni handlowej. To właśnie pociągnie za sobą zwolnienia w sklepach, które nadal będą działać.

- Najbardziej o utratę pracy boją się osoby po 50. roku życia - przyznaje szefowa "Solidarności" w Tesco i od razu uspokaja, że przedsiębiorcy "zrozumieli konieczność łączenia w zespołach doświadczenia ze świeżością". W efekcie inne sieci handlowe, które borykają się z brakiem rąk do pracy, chętnie zatrudnią przeszkolonych i doświadczonych pracowników Tesco bez patrzenia na metrykę.

- O ile w pobliżu będą tego rodzaju sklepy - dodaje Jakubowska i przypomina, że większość dzisiejszych pracowników to osoby, które "mają sentyment do sieci i chcą w niej pracować".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(144)
HA
2 lata temu
GLOSOWALI NA PIS TO TERAZ NIE NARZEKAC, BEDA MIELI CZAS ZEBY ROZJASNIC SOBIE UMYSL
zjadacz chleb...
3 lata temu
jestem zwykłym zjadaczem chleba,ale czasem zdarza mi się pomyśleć jak już wszystko władza rozdepcze ,to kto będzie płacił podatki żeby pokryć koszty 500+ i trzynastą emeryture
ja
3 lata temu
A ty jeden z drugim chcecie pracować w każdą niedziele i nie mieć czasu dla dzieci. Ja mam rodzinę dzieci i męża i chce z nimi czasem spędzić czas a to ze tesco pada to nie jest wina niedzieli i wszyscy o tym wiedzą biedronka jakoś nie pada DLACZEGO?????
Ze
3 lata temu
Powpuszczajcie więcej tych marketów do Polski kosztem naszych rodzinnych sklepów to się to tak skończy. W dodatku robią ludziom wodę z mózgu wmawiając że to skutek wolnych niedziel.
Min
3 lata temu
Nie przejmujcie się jezeli jestescie szeregowymi pracownikami kazda biedronka przyjmie was. z otwartymi. rekami za większe. pieniądze. gorzej z kadrą. kierowniczą
...
Następna strona