Bubel za 6 mln zł. Tak wyrzucono pieniądze w błoto
W 2014 roku w Wilkowicach w województwie śląskim powstała problematyczna zapora. Obiekt kosztował 6 mln zł i miał wspierać lokalny system wodny, ale po kolejnych awariach oraz decyzji nadzoru budowlanego został rozebrany. Przypominamy historię budowli.
Publikację poświęconą zaporze w Wilkowicach poświęciła w 2024 roku Najwyższa Izba Kontroli. NIK przypomniała, że pomysł budowy zbiornika w Wilkowicach wpisano do strategii rozwoju gminy już w 1999 r. Samorząd tłumaczył tę inwestycję zbyt małymi zasobami wody pitnej i potrzebą zabezpieczenia mieszkańców na wypadek pożarów. Przygotowania trwały latami, a założenia projektu zmieniały się po drodze. Ostatecznie zaporę ukończono 30 czerwca 2014 r., a koszt prac wyniósł 6 mln zł.
Choć komisja odbiorowa uznała obiekt za gotowy do użytkowania, a później wydano pozwolenie na użytkowanie i pozwolenie wodnoprawne, kłopoty nie zaczęły się dopiero po uruchomieniu zbiornika. NIK wskazała, że już podczas próbnego napełniania w styczniu 2013 r. inspektor nadzoru odnotował zwiększoną nieszczelność korpusu zapory przy prawej skarpie i przy przepławce dla ryb. Projektant ocenił potem, że sama filtracja wody przez zaporę jest zjawiskiem naturalnym, ale zaznaczył, że miejsce wysięków i kierunki przepływu wody w Wilkowicach były nietypowe.
Tak wygląda codzienność w biznesie. "Częściej się nie udaje, niż udaje"
Co było nie tak z zaporą w Wilkowicach
Ponieważ przez kolejne lata nie udało się jednoznacznie ustalić źródła problemów, we wrześniu 2017 r. Śląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych zlecił następną ekspertyzę Politechnice Wrocławskiej. Jak relacjonowała NIK, autorzy opracowania uznali, że sama lokalizacja zbiornika była trafna, ale wybór zapory ziemnej nie odpowiadał warunkom terenowym i gruntowym. W ich ocenie lepszym rozwiązaniem byłaby konstrukcja betonowa.
Raport przywołany przez Izbę wskazywał też na słabości dokumentacji geologiczno-inżynierskiej. Przygotowano ją w czasie długiej suszy, przez co nie opisywała zachowania podłoża w okresach opadów. NIK podała również, że plac budowy nie miał odpowiedniego zabezpieczenia przed wezbraniami potoku Wilkówka, a wykonawca, mimo deszczu, nie wstrzymał części robót związanych z formowaniem korpusu zapory. W czerwcowym raporcie Izba podsumowała, że użytkowanie obiektu zgodnie z przeznaczeniem tworzyło "potencjalne zagrożenie katastrofą budowlaną".
Po reformie prawa wodnego od 1 stycznia 2018 r. następcą prawnym zlikwidowanego Śląskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych został Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w strukturze Wód Polskich. Kilka miesięcy później nowy administrator zawiadomił Prokuraturę Okręgową w Katowicach o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na sprowadzeniu bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy budowlanej. Śledztwo zakończyło się umorzeniem we wrześniu 2019 r. Wcześniej, w maju 2019 r., po dwóch dniach intensywnych opadów, gwałtownie podniósł się poziom wody w potoku i w czaszy zbiornika, a sztab kryzysowy zdecydował o ewakuacji mieszkańców.
6 mln zł na budowę i jeszcze dwa na rozbiórkę
Po tym zdarzeniu RZGW w Katowicach zlecił dodatkowe badania i obliczenia geotechniczne dotyczące stateczności korpusu zapory. W czerwcu 2019 r. Śląski Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego nakazał rozbiórkę obiektu. Gmina i Spółka Wodociągowa w Wilkowicach próbowały tę decyzję podważyć, jednak ich skargi oddalono. Prace rozbiórkowe ruszyły w 2021 r. i zakończyły się rok później.
NIK oceniła, że liczne zmiany projektu oraz późniejsze analizy ekspertów potwierdziły istotne braki i błędy w pierwotnej dokumentacji. Jednocześnie Izba zaznaczyła, że władze gminy zleciły projekt firmie mającej doświadczenie przy podobnych inwestycjach i nie mogły przewidzieć takiego finału. Za błędy podczas projektowania i realizacji NIK obciążyła nieistniejący już Śląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Katowicach. Skutek to zmarnowanie 6 mln zł wydanych na budowę i przeznaczenie kolejnych 2 mln zł przeznaczone na rozbiórkę.
Źródło: NIK