Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Damian Słomski
Damian Słomski
|

Prezes NBP powinien uczyć się komunikacji od kolegów z Węgier i Czech. Punktujemy problemy

169
Podziel się:

Brak przewidywalności, jasnych deklaracji, luźne podejście do celu inflacyjnego, kontrowersje wokół interwencji walutowych i szukanie zastępczych tematów - to zarzuty, które można mieć do prezesa NBP Adama Glapińskiego. Ekonomista Jakub Borowski wskazuje, że tego typu problemów nie ma w komunikacji banków centralnych Węgier czy Czech, które mierzą się z tymi samymi wyzwaniami.

Prezes NBP powinien uczyć się komunikacji od kolegów z Węgier i Czech. Punktujemy problemy
Od lewej prezes MNB György Matolcsy, szef NBP Adam Glapiński i prezes CNB Jiri Rusnok (MNB | Flickr | CNB, MNB | NBP | CNB)

Inflacja i ceny są obecnie jednym z głównych i najbardziej rozgrzewających tematów w Polsce. W tym kontekście duża krytyka spadła ostatnio na NBP i prezesa Adama Glapińskiego, któremu niektórzy zarzucają opóźnione działania, złą komunikację z rynkiem i brak jasnego planu na przyszłość.

Na konferencji po ostatniej podwyżce stóp procentowych Adam Glapiński kilka ataków skontrował. Przyznał, że wcześniejsze prognozy banku były mocno nietrafione, ale podkreślił, że nikt nie mógł przewidzieć obecnej skali podwyżek cen.

Do tego zaprzeczył, by pierwsza podwyżka stóp procentowych w NBP była spóźniona. Wskazał, że cały świat mierzy się z inflacją i bardzo starał się nie powiedzieć za dużo, by nie sugerować kolejnych działań banku.

Zobacz także: Presja płacowa. "Inflacja to ukryty podatek"

Postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda komunikacja innych prezesów banków centralnych w naszym regionie, które są w bardzo podobnej sytuacji co NBP (wysoka inflacja) i mierzą się z analogicznymi wyzwaniami (prognozy jeszcze większych podwyżek cen).

Według głównego ekonomisty Credit Agricole (CA) Jakuba Borowskiego komunikacja prezesów banków Czech i Węgier jest znacznie lepsza. Na potwierdzenie tego podaje kilka konkretnych przykładów.

Adam Glapiński lubi zaskakiwać

Ekonomista CA zastrzega, że zarówno Jiri Rusnok z czeskiego banku narodowego (CNB), jak i György Matolcsy z węgierskiego banku centralnego (MNB) są dość przewidywalni. Jasno komunikują się z rynkiem. Potrafili zaskoczyć pojedynczymi podwyżkami stóp procentowych, ale nie były to takie niespodzianki, jak np. zwrot o 180 stopni zaprezentowany przez NBP w październiku.

- Było bardzo trudno przewidzieć pierwszą podwyżkę stóp procentowych w Polsce, biorąc pod uwagę wcześniejszą komunikację prezesa NBP - podkreśla ekspert Credit Agricole w rozmowie z money.pl.

Warto przypomnieć, że chwilę wcześniej Adam Glapiński zdawał się bagatelizować inflację, mówiąc, że jest tylko tymczasowa. I wskazywał, że nie ma potrzeby majstrowania przy oprocentowaniu kredytów. Za to tuż po pamiętnej pierwszej podwyżce stóp procentowych z dumą przyznał, że chciał zaskoczyć wszystkich.

Gdy prezesi banków Czech i Węgier po raz pierwszy ogłaszali podwyżki stóp procentowych, nie było to zaskoczeniem. A działo się to kilka miesięcy wcześniej niż w Polsce.

Brak jasnego celu dla inflacji

Jakub Borowski zauważa bardzo dużą różnicę w komunikowaniu celu inflacyjnego NBP i dwóch pozostałych banków. Czesi dążą do tego, aby inflacja wróciła do poziomu dokładnie 2 proc., a Węgrzy deklarują chęć osiągnięcia 3-procentowej inflacji.

- U nas w zasadzie nie wiadomo jak jest. Mamy do czynienia z sytuacją, że prezes Glapiński w sposób nieformalny przedefiniował cel inflacyjny. Prezes nie kryje, że jego satysfakcjonuje zejście poniżej 3,5 proc. w bardzo odległym, bliżej nieokreślonym czasie. Ja to traktuję jednak jako zaburzenie komunikacyjne. Wydaje mi się, że ten problem w NBP nie jest dostrzegany z taką intensywnością, z jaką powinien być - podkreśla ekonomista.

To w pewien sposób wyznacza tempo zaostrzania polityki pieniężnej i determinacji banku w obniżaniu inflacji. Tak nieostre deklaracje NBP nie wyglądają poważnie i według prognoz Credit Agricole inflacja do 3,5 proc. może spaść najwcześniej w połowie 2023 roku.

Kontrowersje wokół interwencji walutowych

Kolejnym elementem budzącym sporo kontrowersji jest kwestia interwencji walutowych. Na rynku pod koniec roku wielu inwestorów obawiało się, że NBP zacznie np. sprzedawać duże ilości polskiej waluty w celu jej osłabienia. Tak jak miało to miejsce pod koniec 2020 roku.

Bank Czech i Węgier takich działań nie prowadzą, a przynajmniej nie było o tym mowy w ostatnich kwartałach.

- Interwencja NBP sprzed roku została źle skomunikowana. Do dzisiaj jej przyczyny są niejasne i rodzą podejrzenie, że celem było uzyskanie relatywnie wysokiego wyniku finansowego banku centralnego, który później został wpłacony do budżetu - zauważa Borowski.

A na tym nie koniec problemów. Ekonomista przypomina, że na ostatniej oficjalnej konferencji prezes Glapiński powiedział, iż przy obecnym kursie euro na poziomie powyżej 4,60 zł gospodarka dobrze pracuje. I taka sytuacja odpowiada NBP.

- Nie mogę się zgodzić z szefem NBP. Moim zdaniem polska gospodarka jest blisko przegrzania. Pracuje za mocno i potrzebuje wyraźnie mocniejszego złotego. Inaczej nie będziemy realizować celu inflacyjnego. W tym sensie komunikacja banku jest niespójna. A takiego problemu w Czechach czy na Węgrzech nie dostrzegam - przyznaje ekspert Credit Agricole.

Bezrobocie "oczkiem w głowie"

Jest jeszcze jedna kwestia, która wyróżnia NBP nie tylko od wspomnianych już dwóch banków, ale być może i wśród wszystkich światowych instytucji kierujących polityką pieniężną w swoich krajach.

- NBP jest jedynym znanym mi bankiem centralnym na świecie, który w tej chwili z równą troską traktuje bezrobocie i inflację. Nie ma drugiej instytucji, która tak mocno akcentowałaby problem bezrobocia, które i tak mamy na bardzo niskim poziomie. Tym samym wobec przegrzania gospodarki i niemal dwucyfrowej inflacji zdaje się odchodzić od podstawowego celu zapisanego w ustawie, jakim jest dbanie przede wszystkim o stabilny poziom cen - punktuje Borowski.

Ustawowo NBP może wspierać też inne cele gospodarcze rządu, ale gdy niezagrożony jest podstawowy cel (stabilne ceny). A ten nie było tak mocno zagrożony od ponad 20 lat.

- Tymczasem w ostatnich wypowiedziach prezesa Glapińskiego bezrobocie zdaje się być wręcz jego oczkiem w głowie. A powinna być nim inflacja, zawsze i wszędzie - podkreśla ekonomista.

Dodaje, że dla wyhamowania inflacji może być wręcz potrzebne schłodzenie na rynku pracy, a działania zdają się zmierzać w przeciwnym kierunku.

Prezes NBP w tyle rankingu

Prezesi banków centralnych Polski, Czech i Węgier zostali niedawno ocenieni przez magazyn "Global Finance". Również autorzy tamtego badania dużo gorzej ocenili m.in. komunikację NBP.

Adam Glapiński znalazł się w gronie najgorszych prezesów banków centralnych w Europie. Otrzymał taką samą ocenę jak prezesi banków centralnych Ukrainy i Białorusi. W skali od A do F, gdzie F jest najniższą oceną, otrzymał on C.

György Matolcsy z banku Węgier dostał ocenę B (po spadku z B+ w 2020 roku). Z kolei Jiri Rusnok z czeskiego banku otrzymał notę A, czyli nawet lepszą niż rok wcześniej (A-).

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(169)
Stefano
5 miesięcy temu
Ciekawe, z której jaskini wyszedł??
heh
5 miesięcy temu
każdy kto miał ekonomię na poziomie szkoły średniej wiedział o nadchodzącym wzroście cen, i wie o dalszych wzrostach, masa ludzi pisała w komentarzach, artykułach, tylko glapa zdziwiony
Student
5 miesięcy temu
Niesamowite, prezes NBP pochyla się nad stopą bezrobocia. Balcerowicz jest wstrząśnięty .
logiczny
5 miesięcy temu
Powinien uczyć się zgodnie z targowicka zasadą, że polskość to nienormalność? 🌈💩🚽✌
Raczej
5 miesięcy temu
Powinien uczyć się od kolegów z celi w zakładzie karnym.
...
Następna strona